środa, 25 maja 2016

Francuski ślub o katalońskich barwach



Do tego wpisu zabieram się od roku. Byłam na ślubie, odbyłam długą rozmowę-wywiad z Panną Młodą (a raczej z młodą mężatką, bo to było już cztery miesiące po ceremonii) i otrzymałam od niej zdjęcia oraz zgodę na opisanie ślubu.   I tak zbierałam się i zbierałam, aż w końcu przypadkiem w ramach majowej akcji "W 80 blogów dookoła świata" wybrano drogą głosowania temat "ŚLUB". Teraz już więc nie mogłam nie wykorzystać tak pieczołowicie zebranych i przechowywanych materiałów, więc postanowiłam wam opowiedzieć, jak wygląda francuski ślub o katalońskich barwach.


Dlaczego francuski ślub? 
Bo oboje państwo młodzi są Francuzami i ślub odbył się 2 maja 2015 w naszej wiosce w regionie Roussillon na południu Francji. Kto nie kojarzy, niech sobie spojrzy na mapę Europy tam gdzie jest granica francusko-hiszpanska i gdzie Pireneje rzucają się w objęcia Morza Śródziemnego.

I o ile o południowej części Francji mówi się potocznie MIDI (co oznacza również południe w sensie dwunasta w dzień), o tyle mój małżonek urodzony tamże, często się prześmiewa, że Roussillon to nie MIDI (południe), ale MIDI ET QUART (południe i jeszcze piętnaście minut, czyli dwunasta piętnaście). Po prostu dalej na południe Francji już nie ma...




A dlaczego napisałam w tytule "o katalońskich barwach"? 

Bo korzenie katalońskie są tu bardzo widoczne. Są rodziny katalońskie mieszkające we Francji od wielu pokoleń, jak to ma miejsce w przypadku mego małżonka, posiadającego w domowym archiwum dokumenty pisane i po francusku i po katalońsku pochodzące jeszcze sprzed rewolucji (tak, tej francuskiej z 1789).

Ale są również i rodziny katalońskie, które przybyły na teren Roussillon z hiszpańskiej Katalonii stosunkowo niedawno, bo podczas tzw. retirady, czyli ucieczki tysięcy ludzi po upadku drugiej republiki hiszpańskiej. Począwszy od lutego 1939 roku, do Francji przybyli uchodźcy z Hiszpanii (migranci, jak to byśmy ich pewnie teraz nazwali). A było ich około 450 tysięcy... Spora część została na zawsze i wtopiła się w społeczeństwo francuskie. 

Z jednej z takich rodzin pochodzi właśnie C., czyli Panna Młoda, której dziadkowie z obu stron przybyli do Francji przed laty uciekając z rządzonej przez Franco Hiszpanii. Jej rodzice wychowali się już we Francji, ale katalońskie tradycje są w ich rodzinie nadal bardzo żywe.


To dlatego obrączki przewiązane są wstążeczkami z katalońskimi czerwono-żółtymi cieniutkimi paskami. Z tego samego powodu również bukiet nie był ani pastelowy ani biały, tylko właśnie czerwono-żółty (krew i złoto to narodowe barwy Katalonii, ale o tym opowiem przy innej okazji)


Ślub odbył się w naszym wiejskim średniowiecznym kościółku, który posiada wspaniały późniejszy ołtarz barokowy, a sam budynek jest perełką architektoniczną sam w sobie. Jest on jednak malutki, więc przy takiej ceremonii po prostu pękał w szwach.





Dwie godziny wcześniej odbył się ślub cywilny w merostwie miejscowości, gdzie młodzi mieszkali już od kilku lat. Była to jednak dość formalna uroczystość dla 150 osób. 
To ślub kościelny w Mojej Południowej Arkadii (jak określam często naszą wioskę) był dla młodych najważniejszy. Dlatego większość gości przybyła na te właśnie ceremonię.


Cały ślub młodzi zaczęli planować półtora roku wcześniej. Rodzice do niczego się nie wtrącali, bo młodzi chcieli decydować sami. Zaczęli od rezerwacji renomowanej restauracji w Perpignan, która jest tak ceniona, że sobotnie terminy na wesela należy rezerwować ponad rok wcześniej.

Dekoracje kościelne z akcentami czerwono-żółtymi młodzi wykonali sami. Niektóre rzeczy przygotowali już pół roku wcześniej.

Podczas ślubu cywilnego świadkowe ubrane były na żółto, a dwie inne świadkowe w kościele ubrane były na czerwono. Panowie będący świadkami nie mieli specjalnych wymogów co do koloru garnituru. I tu i tam było czworo świadków.

Ojciec prowadzi Pannę Młodą do ołtarza (na tym zdjęciu wprawne oko dostrzeże i mą skromną osobę) Fot. Nika

Fot. Nika

Suknia ślubna była imponująca, z długim ogromnym trenem. Przy ołtarzu przyszły (jeszcze) małżonek musiał dość długo układać tren i falbany, by umożliwić Pannie Młodej wygodna pozycję wśród morza białych falban.

Zresztą dodam, że suknię wybrano i zamówiono w Montpellier (stolica Langwedocji) rok wcześniej, a w dniu ślubu ubieranie owej sukni trwało pół godziny i pomagały przy niej wszystkie druhny.
Pan Młody suknię zobaczył po raz pierwszy w dniu ślubu.



Fot. oficjalna młodych

Fot. Nika



Fot. Nika

Fot. Nika

Fot. Nika

Panna Młoda z "cywilnymi" świadkowymi. Fot. Nika

Pamiątkowe zdjęcie na placu kolo kościoła. Fot. Nika

Po uroczystosci kościelnej miało miejsce popołudniowe przyjęcie nazywane we Francji często vin d'honneur (dosłownie: wino honoru :) Ta część odbyła się w naszej wiejskiej sali należącej do merostwa wioski. Zaproszono dokładnie 242 osoby. Podano wina, sangrie, punch i przewidziano na osobę ok 20 zakąsek w malutkich szklaneczkach.

Dopiero wieczorem przeniesiono się na właściwą kolację z tańcami do owej restauracji w Perpignan (odpowiednik polskiego wesela). Na tę część wieczorną zaproszonych było 118 osób. Impreza trwała od 21h15 do 4h00.  Nie było orkiestry, lecz DJ.

Kolacja składała się z przystawki, dania głównego, serów i deseru. Podana była do stołu, a nie w formie bufetu.

Młodzi nie mieli listy weselnej  i nie chcieli żadnych prezentów, jako że od kilku lat już mieszkali razem, więc dom mieli urządzony. 

Postanowili poprosić gości o prezenty w formie gotówki wkładanej do pudelka-urny z przeznaczeniem na wyjazd w podróż poślubną do ... Ekwadoru.


Ja i wszędzie, tak i we Francji kroi się wspólnie tort weselny. Fot. oficjalna młodych


Rzucanie bukietu podobnie jak wszędzie. Fot. oficjalna młodych

PRZED : Ubieranie Panny Młodej trwało pół godziny Fot. oficjalna młodych


Fot. oficjalna młodych z sesji zdjęciowej w okolicznych winnicach


*****



Mam nadzieje, ze spodobał wam sie ten "ślubny" wpis. A jeśli chcecie poczytać więcej na temat ślubów, to zapraszam do lektury wpisów pozostałych uczestników naszej akcji. 
Linki ponizej.




Chiny
Biały Mały Tajfun - Chińskie wesele

Francja
Zabierz Swego Lwa - Les Noces Pourpres
Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Cztery wesela i…
Francuskie i inne notatki Niki - Francuski ślub o katalońskich barwach

Gruzja
Gruzja okiem nieobiektywnym - Tradycyjne gruzińskie wesele

Hiszpania

Japonia
japonia-info.pl - Ślub w Japonii

Kirgistan
Niemcy
Nauka Niemieckiego w Domu - Ślub i Wesele po niemiecku
Niemiecki po ludzku - Początek końca

Szwecja

Tanzania/Kenia

Turcja
Turcja okiem nieobiektywnym - Turecki ślub w odcieniach czerwieni

Wielka Brytania
Specyfika języka - W co ubrana jest Panna Młoda?
English-tea-time.com  Na ślubnym kobiercu

Włochy
Studia, parla, ama - Ślubnie i poślubnie



13 komentarzy:

  1. Jakim cudem panna młoda tańczyła w takiej sukni?????

    OdpowiedzUsuń
  2. Panna Młoda niezwykle podobna do Zaz według mnie.
    Patrzę na zdjęcie, na którym miał być tort i widzę tylko jakieś brązowe ozdoby. A tort tak śnieżnobiały, ze zlał mi się z obrusem :) Ze zdjęć wynika, że wiele tradycji jest wspólnych, myślałam, że całą uroczystość się bardziej różni :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem jej o tym podobienstwie :) Tort rzeczywiscie oryginalny i jak na poczatku nie dopatrzylam sie gdzie jego poczatek i koniec:)
      Co co podobienstw, to mysle, ze wszystko staje sie coraz bardziej ujednolicone. Szczegolnie w Europie:)

      Usuń
  3. Katalońskie akcenty - urocze! Bardzo szanuję ludzi, którzy nie wstydzą się swoich korzeni. Czasami, niektórzy Francuzi robią wszystko, by uchodzić za Francais de souche. Mam kumpla, który dopiero po kilku latach znajomości przyznał się, że jego babcia jest ... Polką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na naszym "poludniu" katalonskie korzenie sa bardzo szanowane i raczej nigdy nie spotkalam sie z kims, kto by je ukrywal. Za to w Paryzu jest nieco inaczej. Niestety spotkalam nawet pary polskie, ktore przy dziecku mowily tylko po francusku, zeby sie "szybciej nauczylo"... W sumie to malo kto w Paryzu ma wszystkich pradziadkow Francuzow, a sporo nawet jedno z dziadkow ma innej narodowosci. Czytalam kiedys artykul na ten temat i bylo to dla mnie bardzo zaskakujace, bo rzeczywiscie wszytscu dookola chca uchodzic za rdzennnych mieszkancow kraju nad Sekwana :))

      Usuń
  4. Czy nie było trudno poruszać się jej w takiej sukni? Co by nie mówić - suknia ślubna powinna być w miarę wygodna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wbrew pozorom Panna Mloda poruszala sie lekko i tylko na zakretach musial uwazac, no i przy siadaniu pod oltarzem :)

      Usuń
  5. Bardzo ciekawy wpis, po tytule myślałam, że chodzi o mieszane małżeństwo, a to powrót do korzeni, super :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tytul byl nieco przewrotny, musze przyznac :))

      Usuń
  6. Bardzo ciekawa oprawa! Chętnie przeżyłabym takie wesele na żywo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zycze wiec zaproszenia na talie wesele, bo to dla nas bardzo ciekawe obserwowac zwyczaje. Szczegolnie dla ciebie jako romanistki kazdy taki slub to pelno tematow :)

      Usuń
  7. Piękny pomysł z czerwonymi i złotymi (żółtymi) akcentami!

    OdpowiedzUsuń