piątek, 3 marca 2017

Dzień Pisarza XXI wieku

3 marca jest od 1984 roku Światowym Dniem Pisarza, ustanowionym przez Międzynarodowy PEN Club.

Z tej okazji zastanawiałam się do jakiego stopnia blogerzy mogą być uznani za pisarzy XXI wieku.

Nie każdy bloger tworzy literaturę i nie każdy ma lekkie pióro. Jednakże wśród setek i tysięcy blogow znaleźć można wiele prezentujących bardzo dobre teksty. 
Niektóre reportaże czy felietony  czyta się jak najciekawszą literaturę. Wiele opowiadań publikowanych jest na blogach zanim któregoś dnia ich autorzy odważą się na wydanie książki w wersji papierowej czy elektronicznej.

Wszystkim blogerom życzę dziś dużo weny w pisaniu, bo o ile nie każdy pisarz jest blogerem, o tyle każdy bloger jest potencjalnym  pisarzem.

Miłego Dnia Pisarza życzę więc wszystkim blogerom !


A skoro już mowa o Dniu Pisarza, to warto zastanowić się jak może wyglądać pisarski dzień.

Zajrzyjcie dziś na blog Klubu Polki na Obczyźnie. Kilka z naszych Klubowiczek opisało swój pisarski dzień albo wyobraziło sobie jak mógłby on wyglądać.




Czy czytaliście jakieś książki wydane przez blogerów ?

Ja znam ich parę.
Oto te, które przychodzą mi w tej chwili do głowy 


*****
Agnieszka Korzeniewska  Zabiorę cię jesienią do Brukseli”,  "W deszczu tańcz"
Autorka bloga  http://laviolettee.blogspot.be
Należy do Klubu Polki na Obczyźnie




*****

Wioletta Leśków Cyrulik  „Sezon zamkniętych serc”
Autorka bloga My Slow Nice Live




***** 

Agata Wielgołaska  „Stambuł w oparach miejskiego absurdu” ,  
„Zaplanowane nieporozumienie”
Autorka bloga Tureckie kazania
 Należy do Klubu Polki na Obczyźnie




*****

Julia Raczko " Gdzie jest Julia?" , "Julia w Australii"
Autorka bloga Where is Julie + Sam
Należy do Klubu Polki na Obczyźnie





*****
Agnieszka Moniak-Azopardi "Niania w Paryżu"
Autorka bloga Niania w Paryżu
Należy do Klubu Polki na Obczyźnie 



*****
Paulina Wnuk-Crépy "Mój Paryż, moja miłość", "Szpilkim Paryż i miłość"
Autorka bloga  Mama w Paryżu



*****
Natalia Kołaczek " I cóż z tego, że o Szwecji"
Autorka bloga Szwecjoblog



*****
Edyta Zając "30 dni do zmian"
Autorka bloga Psychologia w życiu



*****

Katarzyna Targosz "Wiosna po wiedeńsku" , "Jesień w Brukseli", "Aniołek Gabryś i Szymek rozrabiaka"
Autorka bloga Matka na Szczycie


*****
Joanna Lampka "Czy wiesz, dlaczego nie wiesz, kto jest prezydentem Szwajcarii"
Autorka bloga Blabliblu
Należy do Grupy Blogerów Językowo-Kulturowych




Dodane za komentarzami na blogu i FP


Anna Moczulska "Bajki, ktore zdarzyly sie naprawde"
Autorka bloga Kobiety i historia



*****










wtorek, 7 lutego 2017

Notatki teatralne - styczeń 2017


    Styczeń był u mnie przeciętnie obfity w wyjścia teatralne. Średnio jak na mój apetyt teatralny, ale oczywiście wszystko może być względne, bo sześć przedstawień to i tak dobrze.

   Byłam tylko raz w teatrze w Brukseli, a piec pozostałych obejrzałam w Paryżu.  Było trochę do śmiechu a trochę na poważnie.
"La Revue" i "Objectif l'urne" to spektakle satyryczno-polityczne. "Plein feux"  i "Folle Amanda" to komedie bulwarowe.
Natomiast "Le dernier testament" i "Parlons d'autre chose" byly bardziej na powaznie, choc kazdy z tych spektakli bym zupełnie inny w swym rodzaju".

_________________________________________________________________________________

"La Revue" (Rewia)
4 stycznia 2017
Jak co roku tak i tym razem poszłam obejrzeć spektakl, gdzie z przymrużeniem oka Belgowie nabijają się sami z siebie i swych polityków. Rodzina królewska tez nie pozostaje zapomniana.

_________________________________________________________________________________

"Folle Amanda"
Paryż, Théâtre de Paris
14 stycznia 2017

Komedia z znana aktorka Michèle Bernier. I choć momentami zgrzytałam zębami patrząc na głupotę i naiwność głównej bohaterki, to gra aktorów rekompensowała ten dyskomfort. 


_________________________________________________________________________________

"Objectif l'urne"

14 stycznia 2017

Wieczór skeczy i piosenek satyrycznych o aktualnych wydarzeniach we francuskim życiu politycznym skoncentrowanych na majowych wyborach prezydenckich. To spektakl gdzie cudzoziemców jest niewielu na widowni, bo nie tylko trzeba dobrze znać język francuski, ale i orientować się w polityce.  



_________________________________________________________________________________

"Le dernier testament"

27 stycznia 2017
Inscenizacja na podstawie książki o Mesjaszu naszych czasów, który mógłby być zwykłym Benem, byłym alkoholikiem urodzonym na Brooklynie. 
Na ten spektakl wybrałam się z ma studiująca teatrologie młodą koleżanką z Klubu Polki na Obczyźnie, autorka bloga "De l'autre côté". A chciałam go obejrzeć, gdyż jest to pierwszy spektakl w reżyserii Melanie Laurent, jednej z ciekawszych aktorek swego pokolenia. Scenografia pełna symboli, ale minimalistyczna. Kilka ciekawych rozwiązań scenograficznych. Spektakl ciekawy choć dość trudny.



_________________________________________________________________________________

"Plein feux"

28 stycznia 2017

Na te sztukę poszłam dla 88-letniej aktorki Line Renaud i powiem wam, ze to niesamowita kobieta. Bohaterka jest starzejąca się aktorka, która cale życie osobiste  poświeciła teatrowi i nie potrafi pogodzić się z myślą, ze jej kariera mogłaby się skończyć.



_________________________________________________________________________________

"Parlons d'autre chose"  

29 stycznia 2017

Spektakl grany przez dziewięcioro młodych aktorów. Bohaterami są licealiści humanistycznej klasy maturalnej. Czym żyje obecna francuska młodzież, czego się obawia i na co liczy w życiu. Spektakl nie tylko mówiony, ale i tańczony i śpiewany. Ciekawostka mojego teatralnego stycznia.


_________________________________________________________________________________


             A wy lubicie chodzić do teatru? Na czym byliście w styczniu? Napiszecie w komentarzu?



niedziela, 5 lutego 2017

Tapenade z zielonych oliwek

    Od wczoraj siedzę sobie na południu Francji i choć piękne słońce przeplata się z deszczem i silnym wiatrem (a to jeszcze nie marzec), to po szarości ostatnich dwóch tygodni na północy, tutaj jest mi już tak jakoś weselej. 
    Powiedzmy, że tydzien urlopu w perspektywie ma w tym przypadku pewnie również wpływ na mój nastrój. 
   Zabrałam się więc dziś za eksperyment kulinarny, czyli "kotlet" z selera w cieście z mąki z soczewicy. Wyszło całkiem smacznie, więc może za jakiś czas powtórzę tę próbę z inną mąką. 

piątek, 3 lutego 2017

Francuskie notatki filmowe

    Na ogół wolę chodzić do teatru niż do kina, ale ostatnio zainteresowało mnie parę zwiastunów francuskich filmów.
     Wybrałam się więc z styczniu  aż  trzy razy razy do kina, żeby owe nowości kinowe zobaczyć.


"Un coeur en braille" (Serce Brailem) 

     Uroczy film w reżyserii Michela Boujenah, który bardziej mi się kojarzył do tej pory z humorem czy aktorstwem niż w reżyserią.
    Film opowiada historię pewnej nastolatki, cierpiącej na postępującą chorobę, której koniec jest zawsze jeden - ślepota. Zanim jednak zapadnie ciemność, dziewczynka chce za wszelką cenę uniknąć pójścia do zakładu dla niewidomych i podejść do konkursu w konserwatorium w klasie wiolonczeli. 
     
      Bohaterka ukrywa więc jak może przed rodzicami do jakiego stopnia postępuje choroba. Chce za wszelką cenę dokończyć rok szkolny w swej aktualnej szkole, ale sama nie da rady. Pomoże jej w tym, początkowo nieświadomie, zadurzony w niej kolega z klasy.
      Film jest subtelny i wzruszający, ale pełen również scenek komediowych. I choć humor przeważa, to i tak w pewnym momencie nie obędzie się bez chusteczek. Ciekawa rola drugoplanowa ojca chłopca.

      Polecam gorąco. Warto.


czwartek, 5 stycznia 2017

Cargolade, czyli kto we Francji je najwięcej ślimaków?


    O tym, że Francuzi jadają żabie udka i ślimaki wie chyba każdy. Przynajmniej takie jest stereotypowe myślenie cudzoziemców o mieszkańcach Francji.

   O ile żabie udka są rzadkością i tak naprawdę to mało który Francuz je w ogóle próbował, o tyle już ślimaki po burgundzku można dostać w wielu restauracjach, a szczególnie w tych gdzie pełno jest turystów (o ślimakach we Francji pisałam już kiedyś TUTAJ)


   "Po burgundzku" oznacza zapieczone z masłem czosnkowo-pietruszkowym. Chociaż np. w Alzacji takie właśnie ślimaki w restauracjach określa się ślimakami po alzacku, lecz niczym się one nie różnią od tych po burgundzku jedzonych w Paryżu. Chyba kiedyś pojadę specjalnie sprawdzić jak te same ślimaki nazywa się w Burgundii. Po parysku?

   Jest jednak we Francji region gdzie jada się ślimaki dużo częściej niż gdziekolwiek indziej. Za to przygotowane są zupełnie inaczej. Nawet gatunek ślimaków jest inny, bo nie chodzi o winniczki tylko o tzw. petit gris czyli "małego szarego". 

   Tym regionem jest Roussillon, departament o katalońskich korzeniach. To właśnie tam, w  Pirenejach Wschodnich (66) jada się cargols, czyli "małe szare" z grilla i jest to typowe danie regionalnej kuchni katalońskiej.

   Trzeba dodać, że tuż tuż za granicą hiszpańską, w samej Katalonii też jada się "małe szare" po katalońsku, ale jest to zupelnie inne danie i nie z grilla.

   Wróćmy jednak do katalońskiej cargolade w Roussillon. 



   Nazwa cargolade pochodzi oczywiscie od zjadanych na przystawkę grillowanych ślimaków, ale określa się tak również cały posiłek. 

    Tak jak my zapraszamy znajomych na grilla, a np. paryżanie na barbeque, tak w Roussillon znajomi czy rodzina jedzą na wiosnę i latem cargolade, czyli posiłek rozpoczynający się ślimakami, ale który zawiera również mięsa i kiełbaski z grilla. Te mięsa to kotlety schabowe, saucisse catalane (dość ostro przyprawiona surowa kiełbasa katalońska), rust (plasterki surowego boczku) i boudin catalan (wyrœb podobny do kaszanki tyle, że bez kaszy).

    Same ślimaki na początku posiłku zjada się na stojąco prosto z okrągłego na ogół grilla wyjmując ślimaka wykałaczką lub specjalną szpilą. Ślimaki przed grillowaniem są oczywiście przegłodzone, "drzwiczki do ich domków" wyjęte, a sam ślimak w skorupce obtoczony w soli pomieszanej z pieprzem.

   Ślimaki są dobre gdy się "ślinią" na żółto, a dokładniej w momencie gdy właśnie przestana się już ślinić w ogóle.. Zjada się je gorące, zagryzając świeżym chlebem z aïoli (aïoli robi siê podobnie do majonezu z oliwy i czosnku).

Najlepsze jest własnoręcznie ukręcone aïoli, ale trzeba mieć wprawę, bo nie każdemu siê udaje.

    Poniżej znajdziecie filmik, w którym pan w tradycyjnym stroju katalońskim opowiada i pokazuje cóż to takiego cargolade

Myślę, że nawet osoby nie znające francuskiego spokojnie zrozumieją istotę cargolade po mych wyjaśnieniach.





    A poniżej pokażę wam kilka zdjęć zrobionych podczas pewnej niedzielnej cargolade urządzonej u nas na wsi w Roussillon przez naszych sąsiadów. Owego dnia było nas kilkanascie osób, więc i ilości ślimaków musiały być odpowiednie. Zakupiono więc tysiąc ślimaków. Tak. Tak. Tysiąc.


Tradycyjnie cargolade robi się na żarze ze starych krzewów winorośli. Przy większych imprezach zwykły grill by nie wystarczył więc wytacza się ciężką artylerię, czyli metalowy krąg na kółkach.


Zrobić żar o odpowiedniej temperaturze nie jest prosto.

Oto specjalne okrągłe grille z uchwytem.
Gdy ich braknie to bierzemy nawet takie zwykłe prostokątne do mięsa.




Ślimaki są gotowe gdy zaczynają się "ślinić"





Podano do stołu!
Gazety pod grillami to obowiązkowy element dekoracji. No i  pojemnik na puste skorupki.
Jemy obowiązkowo na stojąco! (no chyba, ze degustujecie cargolade w restauracji)

Ślimaki są gorące, więc lepiej je łapać przez papier.
Następnie przy pomocy szpikulca wyciągamy obślinionego ślimaka i hop!
A potem zagryzamy chlebem z aïoli.




Gotowe aïoli dla wszystkich. Kto nie je ten i tak będzie wąchał oddechy współbiesiadników, a przypominam, że głównym składnikiem aïoli jest czosnek.

Oczywiście popijamy czerwonym winem.



Pierwsza partia zjedzona.

Pora na kiełbasę katalońską, czyli saucisse catalane.

I na boczek, czyli rust.
Były jeszcze i kotlety i baudin, ale nie zrobiłam zdjęć.



Mielibyście ochotę spróbować ślimaków w wersji z Roussillon?



A na koniec mała mapka, która pozwoli wam umiejscowić Roussillon na mapie Francji.
Stolicą jest oczywiście Perpignan.




*****


Wpis ten powstał w ramach projektu zimowego Klubu Polki na Obczyźnie, do ktorego należę.
W ramach tego projektu opowiadamy o dziwnych i ciekawych zwyczajach kulinarnych z całego świata. Jeśli zainteresował Cię ten temat, to linki do wszystkich wpisów znajdziesz na naszym klubowym blogu 
(kliknij tutaj). 
Miłej lektury!