sobota, 25 kwietnia 2015

Przesądy teatralne - Akcja w 80 blogów dookoła świata

W ramach majowej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" zajmiemy się przesądami. 
Linki do innych wpisów w ramach tej akcji na samym dole :)


Przesądy są tematem bardzo obszernym, więc postanowiłam ograniczyć się do przesądów w teatrach francuskich. 

Teatr bowiem jest światem wyjątkowo przesądnym. Warto więc zrobić wszystko, by każda sztuka cieszyła się powodzeniem u publiczności. Nawet za cenę podporządkowania się przesądom. Tak na wszelki wypadek :)

Czy się wierzy czy nie, nic nie szkodzi " unikać pewnych nawyków czy słów.

Szczególnie, że nie tylko w operze, ale i w teatrach straszy, a raczej straszą. Upiory, czyli duchy. Jak zwał tak zwał, ale duchy każdego teatru też chcą sobie pograć i jeśli nie odda im się jednego wieczoru do dyspozycji, to będą się mścić i przeszkadzać aktorom podczas ich przedstawień. 

Jak temu zaradzic? Jedyny sposob stosowany przez większość teatrów to zamknąć teatr raz w tygodniu, na ogół w poniedziałek. Poniedziałek jest właśnie dniem, gdy duchy teatru mogą grać swe przedstawienie. 

Ale wbrew pozorom duchy wcale nie lubią ciemności. Wolą półmrok. Dlatego w żadnym teatrze nigdy nie powinno się gasić wszystkich świateł na scenie i w kulisach. Muszą palić się przynajmniej malutkie światełka pozwalające dojrzeć gdzie się stawia nogę. 

Choć są i tacy, którzy twierdzą, że te światełka to raczej po to, żeby duchy odstraszać :) 
Jak widać wyjaśnienia mogą być skrajnie rożne, ale czy tak czy owak najważniejsze, aby teatr nigdy nie był pogrążony w zupełnych ciemnościach.


Czego jeszcze należy unikać za wszelką cenę? Zielonego koloru. Zielony bowiem przynosi pecha. Ani dekoracja sztuki, ani ubrania aktorów nie mogą być zielone. Według niektórych legend Molier zmarł na scenie ubrany na zielono (prawda okazała się odmienna, ale legenda pozostała). Według innych legend aktorzy umierali grając w zielonych kostiumach zakładanych bezpośrednio na ciało. Okazało sie później, że to niektóre składniki zielonych farb do tkanin były trujące, ale niechęć do zielonego pozostała.



Z bliżej nieokreślonych powodów nie wolno mieć też na scenie żadnych pawich pior, bo przynoszą pecha całemu przedstawieniu.

Co natomiast z kwiatami? Dawać czy nie dawać aktorom? 
Jeśli już, to koniecznie po spektaklu, a nie przed. Nigdy też nie należy dawać goździków aktorkom,  bo się obrażą. Natomiast można ofiarowywać im róże, bo nimi ucieszą się najbardziej. 

Skąd takie dziwne upodobania? Wyjaśnienie jest dość prozaiczne. W XIX wieku, gdy aktorki podpisywały w teatrze kontrakt na kilka miesięcy lub na rok, pod koniec dyrektor ofiarowywał po spektaklu róże aktorkom, którym miał zamiar kontrakt przedłużyć. Z uprzejmości ofiarowywał bukiety goździków (bo tańsze) tym aktorkom, którym angażu nie przedłużał.


Nie wolno w teatrze wymawiać słowa "corde" (sznur, lina). Wiązało się to z faktem, iż pierwsi technicy obsługujący dekoracje to byli marynarze. Jak wiadomo każda linka na statku, jak i każdy żagiel, mają swoje nazwy własne. 
Natomiast słowo "corde" określa tylko sznur dzięki poruszający kurtyną. 
Aby uniknąć bałaganu podczas prób i spektaklu, zabraniało się więc używać tego słowa  osobom niepowołanym.

Druga rzeczą, której nie wolno robić w teatrze to gwizdać. Po pierwsze chodzi o to , by sztuka nie została "wygwizdana".  Ale tak naprawdę, to znowu chodzi o byłych marynarzy zatrudnianych przy obsłudze technicznej dekoracji. Mieli oni zwyczaj dawać sobie sygnały specjalnym kodem "gwizdanym" i nikt inny nie mógł gwizdać, ani nawet pogwizdywać, by nie przeszkadzać im  pracy, bo mogło się to skończyć nieszczęśliwym wypadkiem.


Nie używa się też w teatrze zwrotów "po prawej", "po lewej". Nie przynoszą one wprawdzie pecha, ale mogą wprowadzić nieład. Jeśli bowiem rezyser stojący przodem do sceny powie do aktora na scenie, żeby wyszedł prawą stroną, to czy ma to być prawą reżysera czy aktora? 
Dlatego w teatrze mowi się côté cour (od strony podwórza) na prawą stronę sceny patrząc od strony widowni.
Natomiast lewa strona sceny (patrząc ciagle od strony widowni), to côté jardin (od strony ogrodu).
Ten sposób określenia stron powstał już pod koniec XVII wieku  w Comèdie-Française. Wówczas to rzeczywiście po jednej strony sali gdzie grano, były ogrody Tuilleries, a z drugiej podwórze.



Podczas prób nie wolno również siadać na widowni przed reżyserem
Nie nalezy też klaskać na próbie generalnej

Im gorzej pójdzie na próbie generalnej, tym lepsza będzie premiera:)


Najważniejszym jednak błędem byłoby życzyć  aktorom "bonne chance!" (powodzenia!) .
Cóż więc należy powiedzieć we francuskim teatrze, aby nie zapeszyć ale mimo to dodać komuś otuchy? 


Otóż mówi się po prostu:  Merde! (gówno)   

Mówi się tak teraz i przed egzaminem, i przed spektaklem. To taki zwrot uniwersalny, który ma dodawać otuchy przed każdym momentem, który wywołuje tremę. Początkowo jednak używano go w sensie dosłownym właśnie w teatrze. 

A wiecie dlaczego? Wyjaśnienie jest znów dość prozaiczne. W XIX wieku widzowie przyjeżdżali do teatru czy opery powozami. Szli na spektakl, a woźnice (i konie) czekali przed teatrem lub w okolicach. Konie oczywiście musiały sobie co jakiś czas ulżyć i stąd ilość końskich gówien przed i wokół teatru wzrastała proporcjonalnie do ilości obecnych powozów, czyli widzów. 

Czegóż można było więc lepszego życzyć aktorom przed spektaklem, jak nie obfitości gówien końskich, a tym samym licznej publiczności? 

Wyrażenie z czasem ograniczyło się do jedynego słowa "Merde!" i  weszło do języka potocznego.  Używane jest już teraz  w wielu sytuacjach nie mających z teatrem żadnego związku. 




A może wy znacie też jakieś przesądy teatralne? 
W Polsce? W innych krajach?

*****
Kilka słówek i wyrażeń do zapamiętania 
dla osób uczących się języka francuskiego :

théâtre (m) - teatr
rideau (m) - kurtyna
scène (f) - scena
superstition (f) - przesad
fantôme  (m) - upiór, duch
jour (m) de relâche (f)- dzień bez spektaklu

répetition (f) - próba
générale (f) - próba generalna
première (f) - premiera

siffler - gwizdać
applaudir - oklaskiwać
 répéter - odbywać próby
faire un flop - zrobić klapę




A oto inne wpisy na temat przesądów w różnych krajach i językach

Chiny

Biały Mały Tajfun: Kunmińskie przesądy i zabobony


Francja

Français-mon-amour:  Pechowa trzynastka 


Hiszpania

Hiszpański na luzie: Hiszpańskie przesądy. Mal de ojo 


Irlandia 

W Krainie Deszczowców: Przesądy i zabobony w Irlandii 


Kirgistan

O języku kirgiskim po polsku: Kirgiskie przesądy 


Niemcy

Niemiecki po ludzku: Znane mi przesądy i zabobony
Blog o języku niemieckim: Niemieckie przesądy


Stany Zjednoczone

Specyfika języka: Od przesądu do idiomu
  

Szwecja 



Tanzania/Kenia



Turcja

Turcja okiem nieobiektywnym: W świecie przesądów i amuletów


Wielka Brytania

English with Ann: Superstitions one more time


Włochy



Studia, parla, ama: To tylko przesąd



Wietnam






środa, 22 kwietnia 2015

Omlet wielkanocny w kuchni regionu Roussillon


Skoro już napisałam gdzie i jak można znaleźć dzikie szparagi (KLIK TU), to pora podać przepis na wielkanocny omlet po katalońsku, jaki jada się w niedzielę wielkanocną w Pirenejach Wschodnich (francuski departament 66) czyli w Roussillon.

Nie wiem czy podobny robią w Katalonii w Hiszpanii, ale u nas w Pirenejach Wschodnich gdy coś określa się mianem catalan, to chodzi bardziej o katalońskie korzenie regionu Roussillon, a nie koniecznie o coś co pochodzi z obecnej Katalonii w Hiszpanii. Dlatego w tytule tego wpisu piszę o kuchni Roussillon, choć czasem omlet ten określa się mianem wielkanocnego omletu po katalońsku (omlette pascale à la catalane).



Ja w każdym razie przygotowuję go według wskazówek mego małżonka, który widział jeszcze swą babcię - Katalonkę z Roussillon - przygotowującą go na każdą Wielkanoc.


Cóż więc będzie potrzebne na omlet dla 4 osób?

- młode cebulki (pęczek, czyli 4-5 zależnie od rozmiaru)
- 1 boudin catalan (to taka tutejsza "kaszanka bez kaszy", którą się kroi w plastry)
- 10 jajek
- 3 młode karczochy (sprzedawane w pęczkach nazywanych też czasem bukietami)
- ugotowane delikatne części dzikich szparagów (3-5 cm)
- ok 50-80g ventrèche*, czyli tutejszego boczku (suszony, solony i posypany na powierzchni  obficie pieprzem)
- trochę oliwy z oliwek


Młode cebulki obrać i pokroić

Boudin catalan, czyli tutejszą "kaszankę bez kaszy" możecie zastąpić polską kaszanką.
Nie będzie to dokładnie to samo, ale z braku laku :)

Jajka rozbełtać widelce. Lekko posolić i posypać świeżo zmielonym pieprzem



Młode karczochy obrać i pokroić w małe kawałki
O tym jak należy obrać i pokroić młode karczochy pisałam już kiedyś TUTAJ

Dzikie szaragi gotować kilka minut w osolonej wodzie. Powinny być dość miękkie, ale nie rozgotowane.
3-4 minuty wystarczą.
W wersji spolszczonej można użyć zielone szparagi hodowlane "mini" lub zielone normalne pokrojone

Ventrèche może być w wersji spolszczonej zastąpiony zwykłym boczkiem wędzonym




A więc zaczynamy :)




Wrzucamy na rozgrzaną patelnię w odrobiną oliwy. Najpierw cebulę, a następnie karczochy.
Lekko je rumienimy.

Dodajemy boczek. Następnie "kaszankę" (rumienimy jej plasterki z obu stron)

Z wierzchu nakładamy dzikie ugotowane szparagi i natychmiast je zalewamy jajkami.
Teraz następuje najtrudniejszy moment, bo gdy od spodu omlet się podsmaży, należy go delikatnie zsunąć na duży talerz.
Następnie przykrywamy talerz od góry patelnią i jak najszybciej obracamy tak, by patelnia znalazła się od dołu, a talerz od góry, co pozwala następnie podsmażyć stronę gdzie widoczne są szparagi.
Przed podaniem do stołu, powtarzamy operację z talerzem, tak by warstwa ze szparagami była widoczna od góry.




A oto efekt końcowy:) Porcja na 4 osoby

Po pokrojeniu widać dobrze  zarówno "kaszankę" jak i inne składniki.



Smacznego !





A oto kilka słówek i wyrażeń do zapamiętania 
dla osób uczących się języka francuskiego :



omlette pascale à la catalane - omlet wielkanocny po katalońsku
une poêle (f)- patelnia

un bouquet d'artichauts - pęczek karczochów (młodych)
oignons tendres  - młode cebulki (dosłownie "czułe", "delikatne")
un oeuf  jajko

faire dorer zrumienić
faire revenir dans la poêle - podsmażyć na patelni
battre les oeufs - rozbeltac jajka 

---------------------------------
*Ventrèche ou ventrêche est un terme francisé parfois absent des dictionnaires français (de l'occitan bentresca ou ventresca) utilisé dans le Midi de la France:





----------------------
Wpisy pokrewne: 


  • Kwiecień 2014 - sałatka z młodych karczochów KLIK TU
  • Kwiecień 2013 - sałatka z młodego bobu na ciepło KLIK TU
  • Kwiecien 2013 - bunyetes co to i jak je zrobić ? KLIK TU

wtorek, 21 kwietnia 2015

Dzikie szparagi

Dzikie szparagi po zebraniu.
Gdy tylko wiosna się pojawi, a z nią promienie słoneczne, na południu Francji zaczyna się sezon na szparagi.
Nie mam tu na myśli szparagów hodowlanych, tych białych czy zielonych, lecz cieniutkie, aromatyczne, ciemnozielone, dzikie szparagi.

Nie można ich kupić, chyba że na jakimś lokalnym wiejskim ryneczku. Na ogół każdy zbiera na własny użytek, bo jest to prawdziwy wiosenny przysmak.

Dzikie szparagi, Asparagus acutifolius, można spotkać na terenach pagórkowatych nad Morzem Śródziemnym. Wiem, że zbiera się je w np okolicach Nicei i w Katalonii.

Tam jednak nigdy nie zbierałam, więc ograniczę się do opisania zbieractwa szparagów u nas w regionie Roussillon, czyli w departamencie Pirenejów Wschodnich we Francji.

Zależnie od rocznika, szparagi pojawiają się czasem już w lutym. W marcu jest ich wszędzie pełno. Sezon jest krótki i na ogół w połowie kwietnia się już kończy. W tym roku wiosna jest dość wilgotna i być może z tego powodu szparagi zbierano od końca lutego po drugą połowę kwietnia.

Szparagi są dodawane przede wszystkim do omletu. Ale najważniejszy moment, kiedy szparagi po prostu są niezbędne, to Wielkanoc. W Roussillon bowiem jada się na niedzielne śniadanie omlet paschalny (une omlette pascale) którego najistotniejszym składnikiem są dzikie właśnie szparagi. Mowa o kuchni domowej.

Przepis na omlet podam może osobno, a teraz pokażę wam jak wygląda garig  (z prowansalskiego garrigo), czyli niska roślinność na kamienistych wzgórzach, gdzie najlepiej zbierać dzikie szparagi.

Garig to trochę drzew, trochę krzewów i niskich krzaczków. W garigu spotyka się dziko rosnące przyprawy jak np tymianek. W rowach i na zboczach wąwozów rośnie asparagus i tam właśnie z dnia na dzień wyrastają prosto z ziemi pojedyncze pędy szparagów.

Czasem można wrócić z garścią szparagów ze zwykłego spaceru. Częściej jednak trzeba się trochę nagimnastykować, aby dotrzeć do miejsc gdzie ich rośnie najwięcej.

Przede wszystkim trzeba założyć ubranie z długimi nogawkami i rękawami i to z grubego materiału jak na drelichy robocze, bo inaczej można wrócić do domu ze szparagami i piękna kolekcją zadrapań dosłownie wszędzie. Ostatnim razem, pomimo grubego materiału jeansowego schodząc ze stromego zbocza usiadłam niechcący na czymś bardzo kolczastym i powiem wam szczerze, że czułam to przez dwa kolejne dni.

Półgodzinne zbiory :)

Pojedyncze szparagi na tle rośliny asparagusa w garigu
 są trudno zauważane dla "miejskiego" oka jak moje :)


W takich rowach najwięcej można znaleźć dzikich szparagów

Po pewnym czasie moje niewprawne oko zaczyna się przyzwyczajać
 do "50 odcieni zieleni" i szybciej dostrzegać pojedyncze szparagi.




Czasem zbieranie szparagów to niezła gimnastyka :)

Po powrocie do domu musieliśmy  przejść "kontrolę jakości" w wykonaniu naszego Gaspara.
Szparagi są bardzo delikatne, więc albo należy je zużyć od razu, albo włożyć do wody jak bukiet kwiatów i wówczas mogą przetrwać jeszcze dzień lub dwa. Nadmiar można również zamrozić na później.

A oto dzikie szparagi już po ugotowaniu.
Gotowe do jedzenia polane po prostu oliwa z oliwek, albo dodane do omletu.


A oto kilka słówek do zapamiętania 
dla osób uczących się języka francuskiego :

cueillir - zbierać 
asperge(s) (f)- szparag(i)
sauvage - dziki (a)

saison des asperges sauvages - sezon na dzikie szparagi
poignée d'asperges - garść szparagów 

panier (m)   - kosz(yk)
contrôle (m) de  qualité (f)   -  kontrola jakości
une omlette pascale- omlet wielkanocny


garrigue (f)- garig*




Garig (z francuskiego garigue lub garrigue) – formacja roślinna występująca w klimacie śródziemnomorskim. Składa się głównie z zimozielonych, liściastych krzewów lub małych drzew. Kształtuje się na obszarach z podłożem skalistym lub wapiennym. Wiele z występujących tu krzewów jest kolczastych oraz aromatycznych (mięta, mirt czy wawrzynowate)[1][2][3].
Garig tworzą rośliny dorastające zwykle do 1 (–2) m wysokości i rosnące w rozproszeniu. Niektóre kompleksy garigu są naturalne, inne powstały w wyniku degradacji lasów i makii[2][3].
Dla garigu charakterystyczne są takie gatunki jak: Thymus capitatusAnthyllis hermanniaeTeucrium fruticansErica multifloraEuphorbia dendroidesConvolvulus oleifolius oraz Euphorbia melitensis – endemiczny w Malcie. Często towarzyszą im geofity oraz terofity[2].
(źródło wikipedia 21/04/2015)



-----------------------
Wpisy pokrewne: 


piątek, 17 kwietnia 2015

Dwa euro za przejazd z paryskiego lotniska Roissy do centrum francuskiej stolicy ? Możliwe?

Zapowiada się prawdziwa "rewolucja"! Tym razem bedzie to "rewolucja angielska".
Anglicy atakują Francuzow od zaplecza!

Każdy kto lądował lub startował z paryskiego lotniska Roissy Charles de Gaulle wie dobrze, że dojazd na lotnisko do najtańszych nie należy.


Istnieją transfery autokarów Air France za około 17 euro w jedna stronę, 
są autobusy Roissybus za 11 euro.

Można też dojechać "zwykłym" autobusem RATP np 350 z Dworca Wschodniego (Gere de l'Est) za jakieś sześc euro, ale to już rozwiązanie dla wyjątkowo cierpliwych, bo podróż trwa odpowiednio dłużej.

Jest też naturalnie RER (szybkie metro, czyli kolejka podmiejska), który w zasadzie jest może i najszybszy gdy się trafi na taki, który nigdzie się nie zatrzymuje miedzy Dworcem Północnym (Gare du Nord) i lotniskiem .
Oczywiście gdy nie ma strajków, problemów technicznych czy zwykłych opóźnień.


Na czym więc polega rewolucja angielska?

Chyba wszyscy w Europie słyszeli o brytyjskich tanich liniach lotniczych Easyjet.
Ale do tej pory głównie mieszkańcy Londynu słyszeli o należącej do tej samej grupy firmie Easybus.









Easybus organizuje transfery miedzy trzema lotniskami i centrum Londynu.

Formula tanich transferów najwidoczniej się sprawdziła u wyspiarzy i Easybus ruszył na podbój Europy zaczynając od Genewy (transfery do Chamonix)


Drugim etapem jest największe obecnie lotnisko paryskie Roisy Charles de Gaulle, a pomarańczowe małe autobusy o 16 miejscach już od połowy mają zacząć regularnie kursować z centrum Paryża (Plac André-Malraux nieopodal Palais Royal i Luwru) w kierunku terminalu 2.







Rewolucyjna jest oczywiście cena : 2 euro w jedną stronę. Im wcześniej zarezerwujecie, tym większe szanse na kupno biletu po tej właśnie cenie.

Od końca marca można już rezerwować bilety i sprawdziłam, że rzeczywiście są póki co jeszcze bilety po dwa euro. Aż trudno uwierzyć. Nawet w okresie wakacyjnym :) 

Oczywiście to początek sprzedaży i jeśli ktoś zdecyduje się kupić bilet parę dni przed odjazdem , to zapłaci naturalnie więcej. 
Niemniej jednak Easybus obiecuje, że nawet w ostatniej chwili ich bilety będą tańsze niż w autokarach Air France.


Myślę, że znajdzie się wielu chętnych na transfer pomarańczowym autobusem? Jak sądzicie?





Link do strony Easybus (KLIK TU) . 
Istnieje ona aktualnie w sześciu wersjach językowych, w tym po polsku.

Plany firmy Easybus:
  • 80 kursów w tą i z powrotem dziennie
  • czas przejazdu od 45 do 60 minut (przeciętnie) 
  • pierwszy odjazd z Paryża o 5h45, ostatni o 1.00 w nocy
  • pierwszy odjazd z lotniska (terminal 2) o 4h30, ostatni o północy
  • częstotliwość - co 30 minut

Aby zakupić bilety należy  (jak wszędzie)  zarejestrować siê i stworzyć profil klienta na stronie internetowej Easybus. 
To jest zawsze trochę zniechęcające. Niestety czasem nie do uniknięcia. 

Inna sprawa, która wyjaśni się gdy transfery już zaczną być operacyjne: we francuskiej  profesjonalnej prasie turystycznej znalazłam informację, że klienci Easyjet mają pierwszeństwo zakupu. Ciekawe czy odnosi się to do kupna drogą internetową (niby jak to zorganizują?)
A może tylko na miejscu na wolne miejsca? 




sobota, 11 kwietnia 2015

Marzec 2015 - Podsumowanie miesiąca

Podsumowanie marca ukazuje się z wielkanocnym poślizgiem :)

Sporo się działo w marcu, choć trochę sie dłużyło oczekiwanie na wiosnę...





Podsumowanie w punktach


  1. 1900 km  przejechanych pociągami TGV i Thalys podczas 5 przejazdów  
  2. 5200 km samolotem, to 4 przelot (Ryanair i Wizzair)
  3. degustacja win z regionu Bordeaux (białych i czerwonych)
  4. trzydniowy weekend w Warszawie
  5. odkrycie super sympatycznego i bezpretensjonalnego miejsca na dobry , niedrogi posiłek w Warszawie poza turystycznym szlakiem; wifi za darmo i można siedzieć przy herbacie lub lodach ile się chce... "Nasze Bistro" - polecam z powodów osobistych :)
  6. spotkanie w Warszawie  z dwiema koleżankami - blogerkami z Klubu Polki: Dorota przyjechała akurat do stolicy z Tajwanu, a Karolina ze Szwecji.
  7. czterodniowy pobyt w Strasburgu i wdrapanie się po raz pierwszy na szczyt Katedry
  8. kilka dni wolnego pod koniec marca, czyli przed przed Wielkanocą (wiosna w winnicach)
  9. film-prelekcja o Islandii
  10. aquabike - ciąg dalszy i odkrycie waterbike 
  11. Ceremonia święcenia czekoladowego dzwonu w Perpignan dzień przed Niedzielą Palmową
  12. zbieranie dzikich szparagów
  13. udział w ogromnej akcji wielkanocnej (konkurs i nagrody) Blogów Językowych i Kulturowych






     14. dwa razy teatr w Brukseli              

                     a) "Pour ceux qui restent" au Théâtre Royal du Parc
                    
                     b) "Borgia" au Théâtre Royal du Parc                          
 -                        
                          

   15. dwa razy teatr w Paryżu  
                          a)  "Le Bouffon du Président" -  Théâtre des Variétés
                          
                          b) "Le Cancre" - Théâtre Montmartre-Galabru
                               (one man show - Michel Galabru)

       16. dwa razy teatr w Warszawie

                           a) "Ludzie i Anioły" - Teatr Współczesny

                            
    (Źródło)
                           b) "Fredro dla dorosłych" - Teatr 6. Pietro

                          --------------------------------------------------------------------------------------


    No i nareszcie wiosna !





    poniedziałek, 6 kwietnia 2015

    Wyniki "małego" konkursu "Znajdź wielkanocne jajeczko"

    Wyniki małego Konkursu na moim blogu!


    Chodzi tu o wyniki "małego" konkursu na moim blogu w ramach akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko" (patrz wpis konkursowy TUTAJ)

    Do wygrania były (jako jedna wygrana) :
    1. Słownik obrazkowy polsko-francuski (sponsorem jest  PONS.PL)
    2. Comment devenir Belge (sponsorem jest  autorka bloga Francuskie i inne notatki Niki, czyli JA)

    Otrzymałam doprawdy wiele zgłoszeń z poprawna odpowiedzią, czyli słowem "jajecznica".

    Dziś popołudniu został wyłoniony zwycięzca, a dokładniej zwyciężczyni (panowie też brali udział w konkursie, więc mógł być i zwycięzca).

    Została nią Agnieszka Ł.    

    Gratuluję:)) 

    (Podaję pierwszą literę nazwiska, jako że było kilka uczestniczek o imieniu Agnieszka)




    Ponieważ jednak poprawnych odpowiedzi i zgłoszeń było doprawdy bardzo dużo, postanowiłam ufundować trzy nagrody pocieszenia. Są to nagrody książkowe - niespodzianki związane oczywiście z językiem francuskim (niekoniecznie dotyczące nauki) lub z krajem francuskojęzycznym.

    Pierwsza powędruje do Darii Z, a druga do Kasi R. (blog rymowanemysli.blogspot.com).

    Trzecia - specjalna, bo za szybką reakcję i przysłanie pierwszego zgłoszenia zostanie przesłana do Magdy P. (blog madamefrenglish.blogspot.com)

    Do wszystkich 4 osób wyślę maila z potwierdzeniem i prośbą o podanie dokładnego adresu, na który należy wysłać wygraną.


    Wszystkim zaś wam bardzo dziękuję za udział w konkursie i mam nadzieję, że nasze wpisy wielkanocne przypadły wam do gustu.

                                                                                            Pozdrawiam
                                                                                            Nika








    sobota, 4 kwietnia 2015

    Cykl "Alzacja polskimi oczami" - otwieram cykl na blogu Love for France moim gościnnym wpisem

    Zapraszam serdecznie do lektury cyklu "Alzacja polskimi oczami", 
    jaki ukazywać się będzie od dziś na blogu Love for France  (KLIK TU) prowadzonym przez Izę. 

    Dlaczego o Alzacji? 

    Iza mieszka o kilku lat w Alzacji  i stamtąd właśnie opisuje ten przepiekny region. 

    Kilka tygodni temu wpadła ona na pomysł udostępnienia łam swego bloga na wpisy gościnne. 

    Autorkami będą Polki zamieszkujące ten region. 
    Pisać też będą osoby, które odwiedziły Alzację jako turystki. 

    Osobiście nie należę tak naprawdę do żadnej z tych kategorii 
    (no tak, ja zawsze muszę się "wyłamać" :). 

    Nie mieszkam w Alzacji, ale też i nie jestem zwykłą turystką. Bywam tam regularnie po kilka dni w miesiącu, czasem udaje mi sie zostać ciut dłużej. Odkrywam Alzację stopniowo i powracam tam z prawdziwą przyjemnością. 
    Im więcej o niej wiem, tym bardziej mam ochotę tę wiedzę pogłębiać.

    Dziś to właśnie mój wpis gościnny u Izy inauguruje nowy cykl na jej blogu, za co serdecznie jej dziękuję 



    Będę poniżej dodawała tu linki do kolejnych wpisów gościnnych  w miarę ich publikowania :)

    Zapraszamy do lektury! 



    Alzacja polskimi oczami 


    1.   4 kwietnia 2015  - mój wpis o Alzacji (klik tu)
    2.  11 kwietnia 2015 - wpis Madou ze Strasburga (klik tu)
    3.   już wkrótce
    4. ...

    Link do fanpage'a Love for France KLIK TU