piątek, 23 czerwca 2017

Notatki brukselskie - Joteyka, nagroda, Ambasada i dyrygentka

Józefa Joteyko
KONKURS JOTEYKA

Właśnie wróciłam z wieczoru galowego w Ambasadzie Polskiej w Brukseli, gdzie wręczono dziś tegoroczną statuetkę laureatce drugiej edycji Konkursu imienia Józefy Joteyko, który w skcie nazywa się Konkursem Joteyki.

O ile wszyscy znamy Marię Skłodowską-Curie, o tyle Józefa Joteyko (1866-1928) pozostaje postacią zupełnie nieznaną szerszej publiczności. A była to kobieta-lekarz i naukowiec w czasach, gdy kobietom dawano prawa do matkowania, a nie do pracy naukowej. 
Związana była z Paryżem (gdzie została pierwszą kobietą wykładającą w Collège de France), Brukselą (pracowała w Instytucie Solvaya i na Uniwersytecie) oraz Warszawą, dokad w końcu wróciła.

czwartek, 22 czerwca 2017

Notatki brukselskie - lato, wentylator i "na północ od Tuluzy"

   Topimy się w całej Europie. W Brukseli aktualnie od jakiegoś czasu również. Nie ma cudów, to długo nie potrwa i nie zdziwiłabym się, gdyby lipiec i sierpień były chmurne i deszczowe, jak to już tu bywało. 
   O ile w sierpniu nie będzie mnie, bo pod tym względem sfrancuziłam się i biorę urlop "po francusku", czyli w sierpniu właśnie, to w lipcu będę w Brukseli trzy tygodnie i sama nie wiem czy chcę tej brzydkiej pogody wyczekiwać, czy wręcz przeciwnie.

Upalne popołudnie w Parku Leopolda
    Póki co, jest upalnie. W dzień klimatyzacja biurowa ratuje mi życie, a  funkcjonowanie szarych komórek może odbywać się normalnie. Ale już poza godzinami pracy najlepszym pomysłem staje się wentylator, albo wizyta w klimatyzowanym sklepie. W innym kraju można by jeszcze pójść się ochłodzić w jakimś zabytkowym kościele, ale tutaj są raczej zamknięte, więc pozostają punkty handlowe.

czwartek, 25 maja 2017

Najukochańsza ofiara francuskich dowcipów


     W ramach majowej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" zajmujemy się dziś kwestią dowcipów i humoru.

   Wiecie może z czego, a raczej z kogo najczęściej śmieją się Francuzi? Pod tym względem nie są oryginalni, bo najczęściej śmieją się z polityków, kobiet (szczególnie blondynek) i sąsiadów (przede wszystkim z Belgów)

    Ponieważ jak wiecie moje życie toczy się na osi Francja - Belgia, postanowiłam przyjrzeć się bliżej  francuskim dowcipom o Belgach.

    "Kto się czubi ten się lubi" - to stwierdzenie odnosi się również i do relacji francusko-belgijskich.

    Francuzi podchodzą w swych dowcipach z wielką pobłażliwością do swych północnych sąsiadów i pomimo wyraźnej sympatii, często dowcipkują na temat swych "kuzynów". Co należy podkreślić, to najwięcej dowcipów krąży chyba o mężczyznach, a nie o kobietach. Taka to francuska kurtuazja. Tak więc dowcipy są o Belgach, a nie o Belgijkach.

sobota, 29 kwietnia 2017

Tramwajem do Europy


   Postanowiłam przejechać się tramwajem.

   W chwili gdy piszę te słowa przede mną jest jeszcze długi weekend w Nîmes, potem Bruksela, Warszawa, Paryż, Perpignan, znów Bruksela i za dwa tygodnie kolejny raz zawitam do Strasburga.

   I wiecie co sobie zaplanowałam do zrobienia już w pierwszy dzień? Ok, najpierw fryzjer, potem praca. Za to wieczorem przejadę się tramwajem.
Na ogół w Strasburgu chodzę pieszo lub jeżdżę rowerem. Dlaczego więc nagle zachciało mi się przejażdżki tramwajem?


Tramwaj w Strasburgu (tu akurat linia C) Fot.notatkiniki


   Po prostu dlatego, że od dziś, czyli od 29 kwietnia 2017, można dojechać tramwajem aż do Niemiec, do Kehl po drugiej stronie Renu.

piątek, 14 kwietnia 2017

Przed-wielkanocne notatki z południa cz.2

   Przed chwilą wróciłam z ponad dwugodzinnej wizyty u jednej z sąsiadek w naszej wiosce  na południu Francji.  Dziś odbywało się u niej wspólne smażenie bunyetes, czyli chrupiących wielkanocnych placków smażonych tradycyjnie na Wielkanoc. 
Bunyete, chrupiące i podobne nieco w smaku do faworków ciasto....

Przed-wielkanocne notatki z południa

    Wielki Piątek, a ja rozpoczęłam dzień biegając o wschodzie słońca po winnicy z wiaderkiem i sitkiem. To nie taka fanaberia tylko ochrona winorośli przed chorobami. Na szczęście wystarczyło wstac o 6-ej, bo słońce wstawało nieco później, a bieganie po ciemku mijałoby się przecież z celem. Dwie godzinki takiej porannej przebieżki, podziwiania wschodu słońca ponad horyzontem Morza Śródziemnego i można już wracać. Na szczęście nie byłam sama, wiec poszło szybko.
Pranie ubrania i prysznic są obowiązkowe po takim spacerze, ale i tak zostaje jeszcze sporo przedpoludnia na spisanie paru wrażeń. 

Dzisiejszy wschód słońca nad Morzem Śródziemnym w winnicy Roussillon

piątek, 3 marca 2017

Dzień Pisarza XXI wieku

3 marca jest od 1984 roku Światowym Dniem Pisarza, ustanowionym przez Międzynarodowy PEN Club.

Z tej okazji zastanawiałam się do jakiego stopnia blogerzy mogą być uznani za pisarzy XXI wieku.

Nie każdy bloger tworzy literaturę i nie każdy ma lekkie pióro. Jednakże wśród setek i tysięcy blogow znaleźć można wiele prezentujących bardzo dobre teksty. 
Niektóre reportaże czy felietony  czyta się jak najciekawszą literaturę. Wiele opowiadań publikowanych jest na blogach zanim któregoś dnia ich autorzy odważą się na wydanie książki w wersji papierowej czy elektronicznej.

Wszystkim blogerom życzę dziś dużo weny w pisaniu, bo o ile nie każdy pisarz jest blogerem, o tyle każdy bloger jest potencjalnym  pisarzem.

wtorek, 7 lutego 2017

Notatki teatralne - styczeń 2017


    Styczeń był u mnie przeciętnie obfity w wyjścia teatralne. Średnio jak na mój apetyt teatralny, ale oczywiście wszystko może być względne, bo sześć przedstawień to i tak dobrze.

   Byłam tylko raz w teatrze w Brukseli, a piec pozostałych obejrzałam w Paryżu.  Było trochę do śmiechu a trochę na poważnie.
"La Revue" i "Objectif l'urne" to spektakle satyryczno-polityczne. "Plein feux"  i "Folle Amanda" to komedie bulwarowe.
Natomiast "Le dernier testament" i "Parlons d'autre chose" byly bardziej na powaznie, choc kazdy z tych spektakli bym zupełnie inny w swym rodzaju".

_________________________________________________________________________________

"La Revue" (Rewia)
4 stycznia 2017
Jak co roku tak i tym razem poszłam obejrzeć spektakl, gdzie z przymrużeniem oka Belgowie nabijają się sami z siebie i swych polityków. Rodzina królewska tez nie pozostaje zapomniana.

_________________________________________________________________________________

"Folle Amanda"
Paryż, Théâtre de Paris
14 stycznia 2017

Komedia z znana aktorka Michèle Bernier. I choć momentami zgrzytałam zębami patrząc na głupotę i naiwność głównej bohaterki, to gra aktorów rekompensowała ten dyskomfort. 


_________________________________________________________________________________

"Objectif l'urne"

14 stycznia 2017

Wieczór skeczy i piosenek satyrycznych o aktualnych wydarzeniach we francuskim życiu politycznym skoncentrowanych na majowych wyborach prezydenckich. To spektakl gdzie cudzoziemców jest niewielu na widowni, bo nie tylko trzeba dobrze znać język francuski, ale i orientować się w polityce.  



_________________________________________________________________________________

"Le dernier testament"

27 stycznia 2017
Inscenizacja na podstawie książki o Mesjaszu naszych czasów, który mógłby być zwykłym Benem, byłym alkoholikiem urodzonym na Brooklynie. 
Na ten spektakl wybrałam się z ma studiująca teatrologie młodą koleżanką z Klubu Polki na Obczyźnie, autorka bloga "De l'autre côté". A chciałam go obejrzeć, gdyż jest to pierwszy spektakl w reżyserii Melanie Laurent, jednej z ciekawszych aktorek swego pokolenia. Scenografia pełna symboli, ale minimalistyczna. Kilka ciekawych rozwiązań scenograficznych. Spektakl ciekawy choć dość trudny.



_________________________________________________________________________________

"Plein feux"

28 stycznia 2017

Na te sztukę poszłam dla 88-letniej aktorki Line Renaud i powiem wam, ze to niesamowita kobieta. Bohaterka jest starzejąca się aktorka, która cale życie osobiste  poświeciła teatrowi i nie potrafi pogodzić się z myślą, ze jej kariera mogłaby się skończyć.



_________________________________________________________________________________

"Parlons d'autre chose"  

29 stycznia 2017

Spektakl grany przez dziewięcioro młodych aktorów. Bohaterami są licealiści humanistycznej klasy maturalnej. Czym żyje obecna francuska młodzież, czego się obawia i na co liczy w życiu. Spektakl nie tylko mówiony, ale i tańczony i śpiewany. Ciekawostka mojego teatralnego stycznia.


_________________________________________________________________________________


             A wy lubicie chodzić do teatru? Na czym byliście w styczniu? Napiszecie w komentarzu?



niedziela, 5 lutego 2017

Tapenade z zielonych oliwek

    Od wczoraj siedzę sobie na południu Francji i choć piękne słońce przeplata się z deszczem i silnym wiatrem (a to jeszcze nie marzec), to po szarości ostatnich dwóch tygodni na północy, tutaj jest mi już tak jakoś weselej. 
    Powiedzmy, że tydzien urlopu w perspektywie ma w tym przypadku pewnie również wpływ na mój nastrój. 
   Zabrałam się więc dziś za eksperyment kulinarny, czyli "kotlet" z selera w cieście z mąki z soczewicy. Wyszło całkiem smacznie, więc może za jakiś czas powtórzę tę próbę z inną mąką. 

piątek, 3 lutego 2017

Francuskie notatki filmowe

    Na ogół wolę chodzić do teatru niż do kina, ale ostatnio zainteresowało mnie parę zwiastunów francuskich filmów.
     Wybrałam się więc z styczniu  aż  trzy razy razy do kina, żeby owe nowości kinowe zobaczyć.


"Un coeur en braille" (Serce Brailem) 

     Uroczy film w reżyserii Michela Boujenah, który bardziej mi się kojarzył do tej pory z humorem czy aktorstwem niż w reżyserią.
    Film opowiada historię pewnej nastolatki, cierpiącej na postępującą chorobę, której koniec jest zawsze jeden - ślepota. Zanim jednak zapadnie ciemność, dziewczynka chce za wszelką cenę uniknąć pójścia do zakładu dla niewidomych i podejść do konkursu w konserwatorium w klasie wiolonczeli. 
     
      Bohaterka ukrywa więc jak może przed rodzicami do jakiego stopnia postępuje choroba. Chce za wszelką cenę dokończyć rok szkolny w swej aktualnej szkole, ale sama nie da rady. Pomoże jej w tym, początkowo nieświadomie, zadurzony w niej kolega z klasy.
      Film jest subtelny i wzruszający, ale pełen również scenek komediowych. I choć humor przeważa, to i tak w pewnym momencie nie obędzie się bez chusteczek. Ciekawa rola drugoplanowa ojca chłopca.

      Polecam gorąco. Warto.


czwartek, 5 stycznia 2017

Cargolade, czyli kto we Francji je najwięcej ślimaków?


    O tym, że Francuzi jadają żabie udka i ślimaki wie chyba każdy. Przynajmniej takie jest stereotypowe myślenie cudzoziemców o mieszkańcach Francji.

   O ile żabie udka są rzadkością i tak naprawdę to mało który Francuz je w ogóle próbował, o tyle już ślimaki po burgundzku można dostać w wielu restauracjach, a szczególnie w tych gdzie pełno jest turystów (o ślimakach we Francji pisałam już kiedyś TUTAJ)


   "Po burgundzku" oznacza zapieczone z masłem czosnkowo-pietruszkowym. Chociaż np. w Alzacji takie właśnie ślimaki w restauracjach określa się ślimakami po alzacku, lecz niczym się one nie różnią od tych po burgundzku jedzonych w Paryżu. Chyba kiedyś pojadę specjalnie sprawdzić jak te same ślimaki nazywa się w Burgundii. Po parysku?

   Jest jednak we Francji region gdzie jada się ślimaki dużo częściej niż gdziekolwiek indziej. Za to przygotowane są zupełnie inaczej. Nawet gatunek ślimaków jest inny, bo nie chodzi o winniczki tylko o tzw. petit gris czyli "małego szarego". 

   Tym regionem jest Roussillon, departament o katalońskich korzeniach. To właśnie tam, w  Pirenejach Wschodnich (66) jada się cargols, czyli "małe szare" z grilla i jest to typowe danie regionalnej kuchni katalońskiej.

   Trzeba dodać, że tuż tuż za granicą hiszpańską, w samej Katalonii też jada się "małe szare" po katalońsku, ale jest to zupelnie inne danie i nie z grilla.

   Wróćmy jednak do katalońskiej cargolade w Roussillon. 



   Nazwa cargolade pochodzi oczywiscie od zjadanych na przystawkę grillowanych ślimaków, ale określa się tak również cały posiłek. 

    Tak jak my zapraszamy znajomych na grilla, a np. paryżanie na barbeque, tak w Roussillon znajomi czy rodzina jedzą na wiosnę i latem cargolade, czyli posiłek rozpoczynający się ślimakami, ale który zawiera również mięsa i kiełbaski z grilla. Te mięsa to kotlety schabowe, saucisse catalane (dość ostro przyprawiona surowa kiełbasa katalońska), rust (plasterki surowego boczku) i boudin catalan (wyrœb podobny do kaszanki tyle, że bez kaszy).

    Same ślimaki na początku posiłku zjada się na stojąco prosto z okrągłego na ogół grilla wyjmując ślimaka wykałaczką lub specjalną szpilą. Ślimaki przed grillowaniem są oczywiście przegłodzone, "drzwiczki do ich domków" wyjęte, a sam ślimak w skorupce obtoczony w soli pomieszanej z pieprzem.

   Ślimaki są dobre gdy się "ślinią" na żółto, a dokładniej w momencie gdy właśnie przestana się już ślinić w ogóle.. Zjada się je gorące, zagryzając świeżym chlebem z aïoli (aïoli robi siê podobnie do majonezu z oliwy i czosnku).

Najlepsze jest własnoręcznie ukręcone aïoli, ale trzeba mieć wprawę, bo nie każdemu siê udaje.

    Poniżej znajdziecie filmik, w którym pan w tradycyjnym stroju katalońskim opowiada i pokazuje cóż to takiego cargolade

Myślę, że nawet osoby nie znające francuskiego spokojnie zrozumieją istotę cargolade po mych wyjaśnieniach.





    A poniżej pokażę wam kilka zdjęć zrobionych podczas pewnej niedzielnej cargolade urządzonej u nas na wsi w Roussillon przez naszych sąsiadów. Owego dnia było nas kilkanascie osób, więc i ilości ślimaków musiały być odpowiednie. Zakupiono więc tysiąc ślimaków. Tak. Tak. Tysiąc.


Tradycyjnie cargolade robi się na żarze ze starych krzewów winorośli. Przy większych imprezach zwykły grill by nie wystarczył więc wytacza się ciężką artylerię, czyli metalowy krąg na kółkach.


Zrobić żar o odpowiedniej temperaturze nie jest prosto.

Oto specjalne okrągłe grille z uchwytem.
Gdy ich braknie to bierzemy nawet takie zwykłe prostokątne do mięsa.




Ślimaki są gotowe gdy zaczynają się "ślinić"





Podano do stołu!
Gazety pod grillami to obowiązkowy element dekoracji. No i  pojemnik na puste skorupki.
Jemy obowiązkowo na stojąco! (no chyba, ze degustujecie cargolade w restauracji)

Ślimaki są gorące, więc lepiej je łapać przez papier.
Następnie przy pomocy szpikulca wyciągamy obślinionego ślimaka i hop!
A potem zagryzamy chlebem z aïoli.




Gotowe aïoli dla wszystkich. Kto nie je ten i tak będzie wąchał oddechy współbiesiadników, a przypominam, że głównym składnikiem aïoli jest czosnek.

Oczywiście popijamy czerwonym winem.



Pierwsza partia zjedzona.

Pora na kiełbasę katalońską, czyli saucisse catalane.

I na boczek, czyli rust.
Były jeszcze i kotlety i baudin, ale nie zrobiłam zdjęć.



Mielibyście ochotę spróbować ślimaków w wersji z Roussillon?



A na koniec mała mapka, która pozwoli wam umiejscowić Roussillon na mapie Francji.
Stolicą jest oczywiście Perpignan.




*****


Wpis ten powstał w ramach projektu zimowego Klubu Polki na Obczyźnie, do ktorego należę.
W ramach tego projektu opowiadamy o dziwnych i ciekawych zwyczajach kulinarnych z całego świata. Jeśli zainteresował Cię ten temat, to linki do wszystkich wpisów znajdziesz na naszym klubowym blogu 
(kliknij tutaj). 
Miłej lektury!

niedziela, 1 stycznia 2017

Kąpiele noworoczne

   Nie, nie mam na myśli kąpieli w zwykłej wannie, aby dojść do siebie po sylwestrowych szaleństwach.  Chodzi mi o tradycję pierwszych morskich kąpieli noworocznych, która istnieje również i we Francji.

   Oczywiście przy dzisiejszej temperaturze powietrza +12°, podejrzewam że i temperatura wody nie jest jakoś powalająco niska. 
Pamiętam, że w Rosji, w Polsce i chyba w wielu krajach na północy Europy odbywają się podobne kąpiele "morsów". Zawsze mnie dziwiło, jak to jest, że nie zamarzają w tej wodzie i nawet im to sprawia przyjemność. 

   We Francji też każdego roku 1 stycznia organizowane są takie "pierwsze morskie kąpiele z okazji Nowego Roku", a potem wszyscy oglądają reportaże w telewizji i od samego widoku robi im się zimno.

   Morze Śródziemne do jakoś specjalnie zimnych nie należy (w porównaniu choćby do Bałtyku), ale i tak fascynujące jest, że ludzie wskakują do wody w samych kostiumach, a często także w czapkach na głowie.

   Dziś o 11-ej w Roussillon zapowiedziano takie kąpiele w czterech miejscach : w Cerbère, Argelès-sur-Mer, Canet-en-Roussillon i w Barcarès. Ponieważ była (i nadal jest w momencie gdy piszę te słowa) piękna słoneczna pogoda, pojechaliśmy nad morze zobaczyć jak taka morska kąpiel w zimie wygląda w rzeczywistości. 

   Nasz wybór padł na Canet-en-Roussillon, gdzie w samym centrum na plaży od razu zauważyliśmy tłum ludzi. Tych ubranych było nieco więcej niż tych w kostiumach, bo każdy taki odważny miał paru własnych kibiców spośród rodziny czy przyjaciół, którzy oczywiście uwieczniali ten niesamowity moment kąpieli noworocznej.

   Nagle ktoś z organizatorów dał znak i tłum golasów, niektórzy w czapeczkach Mikołaja zaczął biec z piskami do wody. 
   Było ich całkiem sporo, nie spodziewałam się, że aż tyle ich będzie.

   Pstryknęłam parę zdjęć, żeby wam pokazać, bo widok niesamowity. Niektórzy weszli do wody, zmoczyli się i pół minuty później już wychodzili czym prędzej. Inni podskakiwali zanurzeni po pas i chlapali na sąsiadów piszcząc jak dzieciaki. Zresztą dzieciaki też tam były. Nie takie zupełnie malutkie, ale po 10-12 lat.
   Najodważniejsi zostali w wodzie nieco dłużej, a nawet pływali zanurzeni po szyję. 

   Gdy już zaczęli mokrzy wychodzić, to szybko biegli po ręcznik, wycierali się, okrywali czymś i szli po gorący napój do specjalnie przygotowanego przez organizatorów stoiska. 

   Cała impreza nie trwała długo, ale śmiechów i radości było przy tym co niemiara. I gdy tak sobie patrzyłam na nich, to przyszło mi do głowy, że może kiedys i ja bym spróbowała jak to jest kąpać się 1-go stycznia. 

   - Słuchaj - zwróciłam się do małżonka - jeśli w przyszłym roku nie będziemy na Sylwestra w Paryżu, to może weźmiemy tu na wybrzeżu udział w takiej kąpieli? 

   - Co? - zwrócił się w moją stronę rozbawiony - Za rok NA PEWNO będziemy na Sylwestra w Paryżu.

   I tu domyśliłam się, że w myślach dopowiedział sobie - Jeszcze nie upadłem na głowę!
   A ja mu również w myślach odpowiedziałam - Pożyjemy, zobaczymy!

  Po czym poszliśmy napić się gorącej herbaty na tarasie pobliskiej kawiarni.


Do Siego Roku kochani

A wy kąpaliście się kiedyś zimą w morzu? 
Nie mam tu oczywiście na myśli Morza Karaibskiego:)

Tuż przed...

Go, go, go...















Ciekawe, czy tej pani w czepeczku było cieplej w takiej koszuli nocnej?



Najbardziej wytrwali zanurzają się po szyję...

I po wszystkim...


A my kończymy herbatą na tarasie kawiarni