
Opera Bastille, główne wejście |
Powoli widzowie zaczynają nadciągać. Większość metrem lub na piechotę. Parę par (z paniami w futrach) taksówkami. Ogólnie jednak ludzie we Francji nie ubierają się jakoś wyjątkowo na wyjście do teatru czy opery. A już na pewno nie tak odświętnie jak to ma nadal jeszcze miejsce w warszawskich teatrach. Prawie nikt nie oddaje też okryć do szatni. Po pierwsze za każde okrycie, parasol czy teczkę płaci się na ogół po dwa euro, a po drugie nikomu nie chce się stać potem w kolejce po odbiór. Ludzie wchodzą więc na widownię z okryciami wierzchnimi i trzymają je na kolanach. Nikogo to nie dziwi. Ja jakoś oswoiłam się z tym zwyczajem dopiero po kilku dobrych latach.
Druga rzecz, która dawno temu również wydawała mi się dziwna to wchodzenie z napojem na salę. W Polsce chyba nadal nie jest to przyjęte. Pamiętam, że dwa lata temu pani kontrolerka w Teatrze Wielkim w Warszawie nakrzyczała groźnie na jakiegoś Japończyka, bo po antrakcie chciał "zbezcześcić" widownię wchodząc tam z resztką jakiegoś soczku w plastikowym kubeczku (zakupionego w barku w foyer!). We Francji przed spektaklem lub w czasie antraktu sprzedawane są napoje (szampan na lampki, wino, napoje gazowane, woda mineralna) i słodycze lub nawet niekiedy lody w rożku czy na patyku. Często ludzie śpiesząc się po sygnale wchodzą w nimi na widownię. To akurat nadal mi się nie podoba i wolałabym , gdyby było to zakazane.
Przeszklone foyer Opery Bastille (wejścia na widownie z lewej strony) |
![]() |
Choinka 2012 w foyer Opery Bastille |
Widok z parteru widowni na balkon 1 i 2 |
Widok z parteru widowni na balkony i boczne loże |
Orkiestra tuz przed podniesieniem kurtyny. |
No i tu z chęcią bym załączyła jakieś dwa, trzy zdjęcia z samego spektaklu. Niestety jak to w teatrach bywa, filmowanie i robienie zdjęć jest surowo wzbronione. A spektakl był fascynujący. Piękna choreografia, wspaniale kostiumy. Sama nie wiem kiedy minęły zapowiedziane dwie godziny czterdzieści minut :) Dopiero przy oklaskach można było dyskretnie coś pstryknąć telefonem.
Tego wieczoru zwróciłam uwagę na jeszcze jedna rzecz,a mianowicie obecność młodzieży i dzieci. Mimo zaporowych cen w operach paryskich, tego akurat wieczoru było wyjątkowo dużo rodzin z dziećmi nawet od 7-8 lat. Może to ze względu na okres przedświąteczny? W teatrach dramatycznych, nawet na komediach, jest bardzo mało dzieci i młodzieży. Wynika to chyba z wysokości cen biletów. Tylko niektóre prywatne teatry paryskie proponują (od wtorku do czwartku) młodzieży poniżej 26 lat bilety po 10 euro, ale tylko tuz przed spektaklem i w miarę wolnych miejsc. Kiedy sobie przypomnę ile widziałam w Warszawie spektakli jako licealistka czy studentka płacąc tylko jakieś symboliczne wejściówki , to żal mi trochę młodzieży paryskiej. Pamiętam, że w klasie maturalnej znałam prawie wszystkie spektakle grane w Warszawie, bo chodziłam do teatru po 2, 3 a czasem nawet 4 razy w tygodniu :) To były czasy :)))
************
Zegary według stref czasowych w dolnym foyer Opery Bastille. (tak na oko 5 metrów szerokości i z 2,5m wysokości) |
No to bardzo zazdroszczę wspaniałego spektaklu! Mnie się nie udało dostać na wejściówki na jesieni, przypadły one w udziale młodzieży, bezrobotnym...Może to nawet lepiej? Miałaś jednak, z tego co widzę znakomite miejsca, a z parteru to nawet mało przytulna Opera Bastille wygląda dużo lepiej. Ja jednak chyba zdecydowanie wolę Operę Garnier. Za poprzedniego dyrektora panował podział, w Bastille wystawiano opery, a w Garnier balety, ale chyba dziś już tego podziału nie ma.
OdpowiedzUsuńSpektakl byl rzeczywiscie bardzo dobry. Ja kupilam bilety pierwszego dnia otwarcia sprzedazy internetowej (bladym switem) i pewnie dzieki temu mialam szczescie dostac bilety w miare dobre (tzn nie najdrozsze) choc lekko z prawej strony. Miałam widoczność na 95% sceny, więc nie tak najgorzej. A w końcu po to idzie się na balet, żeby dobrze widzieć.
Usuń(Pamiętam jak kiedyś w Operze Garnier kupiłam tańszy bilet na jakiś balet -innych już nie było - a potem przez cały spektakl musiałam stać w loży i wyciągać dobrze szyję żeby cokolwiek zobaczyć )
Do tej pory nie mozna wnosic jedzenia i napojow na widownie, nawet w prywatnych teatrach. Wejsciowki nadal sa, nawet w prywatnych teatrach:)
OdpowiedzUsuńPamietam jak sie zdziwilam, kiedy w operze w Nowej Zelandii zobaczylam ludzi z batonikami i chyba piwem na widowni.
A, u nas tez sprzedaja szampana i wino w antrakcie.
Milla
Jakoś mi to piwo do opery zupełnie nie pasuje :)) No może gdyby je mieli w kieliszkach to jeszcze jako tako :)
Usuńświetnie spędzony czas :)
OdpowiedzUsuńA te zegary też ciekawe.
O.
Uwielbiam moment tuż przed podniesieniem kurtyny. Dosłownie dostaję wtedy or , no nie napiszę, bo się wstydzę, to znaczy wpadam w ekstazę. A jak już to jest TAKI teatr, to dopiero. Mam w szufladzie w albumach różne takie zdjęcia papierowe z tych samych miejsc w Paryżu, do którego już straciłam nadzieję, że wrócę. A tak sobie kiedyś obiecywałam...
OdpowiedzUsuńWrocisz , wrocisz... moze nie jutro, ale na pewno sie uda.
OdpowiedzUsuńJa tez lubie moment podnoszenia sie kurtyny. A jeszcze bardziej oklaski i uklony, szczegolnie gdy mi sie podobalo. Momentami mam lzy w oczach :)