poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Trudne francuskiego początki...

Dawno, dawno temu, gdy nie znałam jeszcze francuskiego, wydawał mi się on jezykiem tak pięknym, że aż niemożliwym do nauczenia. Mając 9 lat zaczęłam uczyć się angielskiego, potem doszedł obowiązkowy rosyjski i kolejne języki.  Nigdy jednak nie pomyślałam nawet o nauce francuskiego, który był dla mnie językiem poezji i piosenek. Już prędzej nauczyłabym się włoskiego,  gdybym miała wybierać, bo bardzo mi sie podobał.
Życie jednak wybrało za mnie nie pytając mnie wcale o zdanie. Więcej na ten temat możecie poczytać w mym archiwalnym wpisie "Co wywiało mnie z Polski".

Kiedy przyjechałam do Francji na stałe, był to mój drugi zaledwie przyjazd. Pierwszy raz przyjechałam na krótko w momencie obchodów dwóchsetlecia rewolucji francuskiej. Drugi przyjazd miał miejsce rok później i miał być "na jakiś czas", a trwa do dzisiaj. Oczywiście nie muszę chyba podkreślać,  że po francusku znałam tyle co "bonjour", "merci" i znany chyba wszystkim refren pewnej (wcale nie francuskiej) piosenki "Voulez-vous coucher avec moi?"




Z moim małżonkiem od kilku lat rozmawialiśmy tylko po angielsku, bo poznaliśmy się w Helsinkach, potem ja mieszkałam w Budapeszcie, a on nadal w Helsinkach, a gdy w końcu ja zamieszkałam w Helsinkach, to on został przeniesiony służbowo do Luksemburga. W pewnym jednak momencie pojawiła się możliwość przeniesienia do Paryża i nagle okazało się, że przecież nie mówię po francusku. A w tamtych czasach we Francji można było  znać równie dobrze jedynie sam polski co i pięć innych języków, ale jeśli nie znało się francuskiego, to na nic one nikomu.


No i zaczęło się paryskie życie.  Małżonek od rana do wieczora w pracy, a ja nagle pozostawiona sama sobie. Postanowiłam oczywiście nauczyć się języka, ale nie stać nas wówczas było, by z jednej pensji utrzymać się,  urządzić mieszkanie i jeszcze opłacić kursy językowe dla mnie. Jako lingwistka postanowilam więc nauczyć się języka sama. Kupiłam kilka książek dla samouków i ruszyłam do boju.
Ale siedzenie nad książkami i słuchanie kaset było dość nudne. Postanowiłam więc uczyć się gdzie się da i jak się da. Oczywiście najszybciej nauczyłam się liczb i to nawet pisemnie, bo wówczas czeki były dużo bardziej rozpowszechnione niż obecnie. Na czeku nie wystarczy napisać sumę cyframi, lecz trzeba wpisać ją również słownie.

Codzienne życie było jedną wielką szkołą języka,  bo tak się złożyło, że w mojej dzielnicy nikt nie mówił po angielsku ani na poczcie, ani w banku, ani w żadnym ze sklepów.  Czasem musiałam sobie pomagać gestami, ale najczęściej wspomagał mnie malutki słownik kieszonkowy. Na szczęście nie znałam wówczas w Paryżu ani jednego Polaka czy Polki, więc musiałam się przemóc.

Drugim sposobem nauki języka było dla mnie oglądanie telewizji francuskiej (innej wówczas nie mieliśmy). Oglądałam seriale, głównie kryminalne. Najlepsze były te niemieckie czy amerykańskie, ale dubbingowane po francusku.  Do tej pory pamiętam serial o Inspektorze Derricku. Mówili tam tak powoli i wyraźnie,  że był to świetny kurs języka. Ponadto zawsze na początku pokazywali jak dokonano zabójstwa, więc nie musiałam skupiać się potem na fabule i mogłam koncentrować się na języku. Często nagrywałam dany odcinek na video i maltretowałam go w te i we w tę.


Drugim rodzajem programów jakie wówczas oglądałam były różne teleturnieje i gry. Szczególnie te gdzie odgadywano pisownie jakiegoś słowa.  Jednym z najlepszych z punktu widzenia nauki języka był "Motus".



Muszę przyznać,  że gdy tylko mój poziom języka stał się "komunikatywny" nie mogłam patrzeć już ani na te gry telewizyjne, ani na seriale kryminalne. Chyba mi się wówczas nieźle przejadly, ale spełniły swoją rolę edukacyjną.


Stopniowo poznawałam również sąsiadów,  a że ich angielski był dość kiepski, to zmuszona byłam próbować mych sił po francusku. W ten sposób nie wiadomo kiedy zaczęłam komunikować się po francusku, podczas gdy w domu z przyzwyczajenia używaliśmy cały czas angielskiego. Do czasum a dokładniej do dnia, gdy wracając skądś z mężem do domu napotkaliśmy jedną z sąsiadek, z którą zresztą zaprzyjaźniliśmy się potem na lata. Zaczęła do mnie mówić prostym francuskim najwyraźniej oczekując odpowiedzi, a ja odruchowo jak zwykle odpowiedziałam.  W tym momencie mój małżonek spojrzał na mnie zdziwiony i stwierdził "przecież ty mówisz po francusku całkiem dobrze!". 

No i skończyła sie laba! Od tamtej pory mówił do mnie tylko po francusku,  a ja mogłam ewentualnie odpowiedzieć po angielsku gdy brakowało mi jakiegoś słowa. 

Oj, gdybyście tylko mogli sobie to wyobrazić! Z dnia na dzień miałam wrażenie, że ktoś mi podmienił męża.  Ten francuski w jego ustach brzmiał jak język obcy, podczas gdy przecież to właśnie francuski był jego językiem ojczystym. Siła przyzwyczajenia:)

I tak nie wiadomo kiedy stałam się francuskojęzyczna.
 Ale te początki! Jakież to było skomplikowane! Na dodatek ja chciałam "już, teraz, zaraz", a tymczasem samodzielna nauka wymaga czasu i pokory. 

Oczywiście w obecnych czasach samoukom jest dużo łatwiej. Jest internet, Youtube, telewizja satelitarna i dziesiątki dostępnych materiałów do nauki języka. Niemniej jednak jedna rzecz się nie zmieniła, bo nadal potrzebna jest MOTYWACJA. 

Dlatego uważam, że niezależnie od epoki i możliwości  to właśnie motywacja lub jej brak może nam dodać skrzydeł lub je podciąć.

Podejrzewam, że wśród osób które doczytały ten wpis do końca są właśnie te, które posiadają ową motywację do nauki języka francuskiego. 

Im wszystkim napiszę więc po prostu: 

Bon courage! Bonne continuation!



***

Wpis ten napisałam zainspirowana nową akcją naszej grupy Blogów Językowych i Kulturowych.
15 dnia każdego miesiąca będzie się ukazywać wpis tematyczny na naszym wspólnym blogu. We wpisie tym znajdziecie linki do archiwalnych wpisów na blogach naszych członków.
W tym miesiącu wybraliśmy temat nauki języka obcego i związanych z tym trudności. Ponieważ do tej pory nie pisałam na ten temat, postanowiłam nadrobić to niedopatrzenie.

Link do wpisu na wspólnym blogu znajdziecie TUTAJ


24 komentarze:

  1. Ja kocham jezyki ale nie wiem dlaczego do francuskiego jakos milosc nie rozkwitla. Kazdy z nas jest inny i lubi inne rzeczy w sumie. Ja jestem teraz na etapie hiszpanskiego. Pozdrawiam, Daria xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tez jestem aktualnie teraz na etapie hiszpańskiego :) A francuski kiedyś sam mi się "napatoczył". Tak wyszło :))

      Usuń
  2. Trudny język, więc podziwiam ludzi którzy się go nauczyli :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niko, czyli nigdy nie uczyłaś się z nauczycielem?? Taka z Ciebie Zosia samosia? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na etapie nauki języka nie, nigdy.
      Zazdroszczę wiec romanistom, bo maja wszystko podane na tacy :)
      Choć zapewne muszą się podczas studiów uczyć miliona rzeczy, które potem nigdy do niczego im się nie przydadzą, jak to było i w przypadku języków ugrofińskich, które ja studiowałam.

      Usuń
  4. Ja podobnie jak Ty, byłam zmuszona przez życie do nauki francuskiego. Przyjechałam do liceum w Dijon, rozumiejąc 1/4 tego, co mówili nauczyciele, no ale wszędzie chodziłam ze słownikiem, powtarzałam słówka kiedy tylko mogłam i już po trzech miesiącach było całkiem nieźle. Najlepiej chyba rzucić się na głęboką wodę! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, najczęściej to bardzo skuteczna metoda :)

      Usuń
  5. Dziekuje za wpis! Mnie wlasnie dopada depresja, bo niby slow znam duzo, tekst czytany rozumiem, powiedziec tez cos umiem, a sluchajac nic nie rozumiem i az lzy mi sie cisna do oczu. Ah! Od jakiegoss czasu szukalam interesujacych materialow do sluchania/ ogladania i musze powiedziec, ze wlasnie skonczylam ogladac ten podany przez Ciebie odcinek Derrick'a ;)) PS ja tez mam wrazenie, ze ktos mi ostatnio podmienil chlopaka, zawsze slyszalam go mowiacego po angielsku, a ostatnio coraz czesciej slysze go mowiacego po Turecku i szczerze mowiac, to nie raz mi sie wlos zjerzyl na glowie, takie to bylo dziwne uczucie. :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cierpliwosci, wszystko jest na dobrej drodze. Prawda, ze ten Derrick to serial gdzie wszystko toczy sie w slimaczym tempie :)? Wychodz do ludzi bez kompleksow, ani sie nie obejrzysz jak sie "rozgadasz":)

      Usuń
  6. Mam ten sam problem! Z mim wybrankiem wciąż rozmawiam tylko po angielsku, bo oboje władamy płynnie tym językiem. On jest jednak Francuzem i mieszkamy - ja od dwóch miesięcy na stałe we Francji... Także właśnie przez to przechodzę. Siłą przyzwyczajenia mówimy po angielsku... ale zawzięłam się. Nauczę się tego języka!
    Twój wpis podniósł mnie na duchu. Wychodzi na to, że każdy na początku ma prawo mieć problem się rozkręcić z tym językiem :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nauczysz sie na pewno To tylko kwestia czasu. Ale moze okazac sie dziwne mowienie z twym chlopkiem po francusku :)

      Usuń
  7. Bardzo podziwiam Cię za to, że odważyłaś się wyjechać za granicę bez znajomości języka. Ja wiem, że nie odważyłabym się na skok na tak głęboką wodę. Bałabym się, że wsiąknę w miejscową Polonię. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To nie dokonca taka odwaga. Po pierwsze nie znalam ani jednego Polaka we Francji i nie czulam potrzeby szukania kosciola polskiego. No i mialam wsparcie w postaci mego meza. On tez byl "nowy" w Paryzu, bo sam pochodzil z Bretanii. A gdy juz zapisalam sie na Sorbonne Nouvelle, to zaczelam miec swoich francuskich znajomych.

      Usuń
  8. Brawo, nie ma to jak skok na głęboka wodę ale i samo zaparcie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ciekawy pomysł z teleturniejami :) Mój syn od przyszłego roku ma francuski (to drugi urzędowy język Kanady), więc coś czuję, że przyjdzie i mi się troche go pouczyć. Zawsze to raźniej we dwójkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wszelkiego typu teleturnieje sa pomocne na poczatu nauki:)

      Usuń
  10. Lubię słuchać, gdy wokół mnie ludzie komunikują się w języku francuskim. Podoba mi się ten język. Mam chyba trochę podobnie jak Ty miałaś - obawiam się francuskiego, wydaje mi się trudnym do nauki językiem. A może trzeba po prostu spróbować :) ?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba sobie znalezc powod do nauki. Moze to byc ladne brzmienie, chec tlumaczenia piosenek czy tez pragnienie wyjazdu na staz czy praktyki do kraju francuskojezycznego. Gdy tylko powod jest, to i motywacja rosnie z dnia na dzien.

      Usuń
    2. No właśnie. Może czas w końcu coś z tym zrobić ! :)

      Usuń
  11. Uwielbiam brzmienie języka francuskiego, ale jakoś do nauki mnie nie ciągnie. Chciałam za to samodzielnie włoskiego się nauczyć. Tylko strasznie miesza mi się z hiszpańskim i boję się, że tylko sobie popsuję moją znajomość hiszpańskiego ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Fakt, ze wloski i hiszpanski moga sie troche mylic. Ucze sie teraz podstaw hiszpanskiego w grupie i osoby znajace wloski ciagle wtracaja tam jakies zwroty z tego jezyka, bo podobne:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Francuski jest piekny! Nasluchalam sie go w Belgii, szkoda tylko, ze nie wykorzystalam tamtego czasu, zeby sie go nauczyc... ;)

    Podziwiam Cie, wiesz? Ze tak sama, zawzielas sie i nauczylas zupelnie obcego jezyka! Ja przylecialam do Stanow znajac juz angielski komunikatywnie (albo i lepiej), a zajelo mi dobre 3 miesiece, zeby odwazyc sie odpowiedziec, mimo, ze rozumialam praktycznie wszystko, co do mnie mowiono. ;)

    OdpowiedzUsuń