niedziela, 2 marca 2014

Konfitury z gorzkich pomarańczy według przepisu Madame V.





Nie tylko przepis pochodzi od naszej przemiłej sąsiadki Madame V., ale i surowiec, czyli gorzkie pomarańcze też od niej dostałam. Ma ona na własne potrzeby dwa drzewka pomarańczowe, a tak się przypadkiem składa, że pilnuje ich ogromny pies, więc nikt by nawet nie śmiał wejść na teren, na którym rosną. Pomarańcze szaleją i rosną sobie bezkarnie, obficie i bez stresu J

My weszliśmy na „teren pomarańczy”, gdyż zaprosiła nas gospodyni, więc i  psa zamknęła. Przynieśliśmy drabinę, mój Ślubny Rycerz wskoczył rączo na jej szczyt, a młodszy synek podstawiał mu ochoczo skrzynkę…  Skrzynka nie była jakaś ogromna, ale gorzkie pomarańcze są bardzo wydajne, więc się później okazało , że miałam 3 razy tyle owoców niż się spodziewałam i zabrakło mi nawet małych słoiczków.

Póki co zebraliśmy więc owoce i moi mężczyźni zanieśli je do domu, a ja zostałam zaproszona na dyktando. Dyktando dotyczyło oczywiście przepisu według jakiego Madame V. robi swoje konfitury. Siadłam, zanotowałam i nawet dostałam do spróbowania gotowego już produktu, abym wiedziała ku jakim wyżynom mam dążyć J




Tego dnia szliśmy akurat na spektakl w Teatrze Miejskim w Perpignan (o którym mam zamiar napisać osobno), więc przed wyjazdem z domu zdążyłam pokroić i „wypestkować” zaledwie połowę owoców. Następnego ranka z pomocą latorośli przetrzebiliśmy resztę…

Pokrojone pomarańcze muszą moczyć się w wodzie 24 godziny. Potem trzeba je zagotować i znów zostawić na 24h . Następnie zmiksować, dodać cukier i tu już następuje najważniejszy moment , powstaje bowiem prawdziwa konfitura … po prostu czary. Z niejadalnych owoców, które gębę wykrzywiają we wszystkie strony, z minuty na minutę powstaje prawdziwa ambrozja. Pozostaje tylko potem wlać ją do słoików i albo odwrócić do ostygnięcia (te zakręcane), albo pasteryzować (te na gumkę).

Ponieważ zabrakło mi małych zakręcanych słoików, drugą partię zrobiłam już w dużych na gumkę. Będzie dla super łakomczuchów J






A oto przepis na konfitury z gorzkich pomarańczy według Madame V.

Na każdy kilogram obranych i pokrojonych owoców, dwa litry wody i dwa kilogramy cukru:

  • po umyciu owoców, obciąć górną i spodnią część skorki
  • przekroić na pół i następnie każdą połówkę na 6-8 kawałków, tak by łatwo było usunąć wszystkie absolutnie pestki.
  • pestek nie wyrzucać, tylko włożyć do osobnego naczynia, bo będą jeszcze potrzebne
  •  pokrojone pomarańcze i ich sok, który się zbierze należy zważyć
  • na każdy kilogram surowca dodać 2 litry zimnej wody
  • przykryć i odstawić na 24 godziny
  • następnego dnia gotować na średnim ogniu przez 45 min od początku wrzenia (po zagotowaniu kawałki nie będą już pływać po powierzchni); często mieszać
  • odstawić pod przykryciem w chłodne miejsce na kolejne 24 godziny
  • następnego dnia zmiksować i dodać 2 kilogramy cukru na każdy początkowy kilogram owoców
  • pestki włożyć w gazę, zawiązać i dodać do gotujących się konfitur
  • gotować konfitury przez co najmniej 45 minut ciągle mieszając; jeśli chcecie otrzymać gęste, to należy oczywiście czas gotowania przedłużyć 








Uwaga: konfitura gorąca wydaje się całkiem płynna, ale stygnąc robi się coraz bardziej galaretowata.
Oczywiście przed rozlaniem konfitur do słoików należy usunąć z naczynia sakiewki z pestkami J

Ja gotowałam pomarańcze nieco dłużej, bo chciałam otrzymać konsystencję w sam raz do smarowania. 

Potem już tylko pozostaje udekorować słoiczki i konfitury gotowe !











***

A tymczasem wszędzie dookoła naszej Południowej Arkadii
 mimozy kwitły (i nadal jeszcze kwitną) sobie w najlepsze …





26 komentarzy:

  1. Ślicznie ubierasz słoiczki :)
    "Mimozów" kwitnących zazdroszczę, u mnie ledwie bazie startują :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To cała przyjemność takie "ubieranie" przetworów . Tym bardziej, ze sami tyle nie zjemy wiec bedą podarowane:)

      Usuń
  2. podziwiam pracowitość, dekorowanie słoiczków:) pięknie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Podziwiam Cie bardzo, tyle podrozy, prycy i jeszcze sloiczki robisz:) Ale takie smakuja najlepiej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zajęcia w stylu slow life pozwalają zachować równowagę po intensywniejszych , czasem stresujących dniach:)

      Usuń
  4. mmmmmm wyglądają smakowicie :D
    pozdrawiam cieplutko :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smak tez maja całkiem, całkiem :)
      Tez pozdrawiam i zdrowiejcie rodzinnie na wiosnę :)

      Usuń
  5. Nawet nie wiedzialam, ze jest cos takiego jak "gorzkie" pomarancze. Kwasne owszem, pelno tego w sklepach, ale gorzkie? ;)
    A po co daje sie do gotowania pestki? Tak z ciekawosci pytam...
    Jestem bardzo ciekawa jak duza jest Twoja spizarnia? Bo co i rusz robisz jakies przetwory i konfitury, gdzie Ty to wszystko miescisz??? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gorzka pomarańcza bywa czasem nazywana kwaśną, ale to nie jest odmiana jadalna na surowo, wiec sklepach na ogół ich nie znajdziesz. Może na jakichś targowiskach? W każdym razie to z tej odmiany (citrus aurantium) robi się konfitury, olejki do ciast i składniki do kosmetyków i leków.
      Te pomarańcze, które jadamy to odmiany słodkie .
      O ile dobrze się orientuje, to pestki maja dużo dobrych substancji, które uwalniają się podczas gotowania do konfitury, ale szczegółów nie znam.
      Spiżarni jako takiej nie mam, ale mam miejsce na ogromny mebel w gospodarczej części pod domem, wiec na brak miejsca nie narzekam. Zreszta większość moich przetworów trafia do rodziny i przyjaciół, wiec nie ma ich jakiś wiele i długo " na stanie" :))

      Usuń
  6. Mniam, mniam ... Jestem w pracy i glodna sie zrobilam :) Zawsze smaka narobisz tymi pysznosciami.

    Pozdrawiam i do zobaczenia

    Iwona P z Perpignan

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No Iwonko, ty jako sasiadka masz największe szanse na degustacje w krótkim terminie :)

      Usuń
    2. Oo, to dziekuje, bedzie mi bardzo milo :))
      Kiedys zrobilam konfitury z podarowanych czeresni i moreli, wyszly nawet dobre, ale nie jestem speceo od smazenia konfitur. Przewaznie wiekszosc tych, co mam w domu pochodzi od rodziny i znajomych.
      Pozdrawiam cieplo, bo dzisiaj wieje.
      Iwona P
      Do zobaczena

      Usuń
  7. Nie mogę! Same czary i cuda dziś u Ciebie. jak pięknie! I jak smacznie! Ach i och!

    OdpowiedzUsuń
  8. O Mamo:) Mimozy.. Jakie PIĘKNE! A konfitury - czysta magia:):) Czy takie cudo ma szanse powstać ze zwykłych pomarańczy? Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimozy są teraz najpiękniejsze . Jeszcze tydzień, dwa i zazielenia się listkami. Niestety konfitury robi się tylko z tej odmiany, a jej smak jest nie do podrobienia. Wiem, ze w Polsce niektórzy próbują robić konfitury ze słodkich , jadalnych pomarańczy zakwaszajac cytrynami czy grejfrutami. Niemniej jednak smak jest zupełnie inny, bo nie ma tej naturalnej goryczki, która jest całym urokiem konfitury z gorzkich pomarańczy .

    OdpowiedzUsuń
  10. Superbes images et je peux le dire, excellente confiture !:)))

    OdpowiedzUsuń
  11. O matko, nie wiem, czym bardziej zachwycać się - ubrankami słoiczków, czy ich zawartością.

    OdpowiedzUsuń
  12. Kupa roboty z tymi konfiturami, NIka podziwiam!
    Mimozy-takie ulotne, ale jakze piekne...

    OdpowiedzUsuń
  13. Mam znajomą Belgijkę, która mieszka w Elne, mówię na nią Madame V? Czy to ona jest może Twoją sąsiadką?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, to nie ona. Moja Sasiadka jest rodowita Francuzka, a jej rodzina od pokoleń mieszka w Pirenejach Wschodnich :)

      Usuń
    2. Dziękuję Ci że mi odpowiedziałaś, masz pięknego bloga, ciepłego i dającego nadzieję na jakieś lepsze jutro:), sama kiedyś mieszkałam długo w Brukseli a teraz marzę o południu Francji :) i ślepo wierzę, że niedługo to marzenie spełnię :))
      pozdrawiam Cię serdecznie
      Kaśka

      Usuń
  14. chętnie bym zjadal bo wyglądają smakowiecie...gorzej ze zrobieniem

    OdpowiedzUsuń
  15. Ale cuda robisz! I jakie piękne te słoiczki.. Zachwyt, zachwyt :)

    OdpowiedzUsuń