Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Filmy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 lutego 2017

Francuskie notatki filmowe

    Na ogół wolę chodzić do teatru niż do kina, ale ostatnio zainteresowało mnie parę zwiastunów francuskich filmów.
     Wybrałam się więc z styczniu  aż  trzy razy razy do kina, żeby owe nowości kinowe zobaczyć.


"Un coeur en braille" (Serce Brailem) 

     Uroczy film w reżyserii Michela Boujenah, który bardziej mi się kojarzył do tej pory z humorem czy aktorstwem niż w reżyserią.
    Film opowiada historię pewnej nastolatki, cierpiącej na postępującą chorobę, której koniec jest zawsze jeden - ślepota. Zanim jednak zapadnie ciemność, dziewczynka chce za wszelką cenę uniknąć pójścia do zakładu dla niewidomych i podejść do konkursu w konserwatorium w klasie wiolonczeli. 
     
      Bohaterka ukrywa więc jak może przed rodzicami do jakiego stopnia postępuje choroba. Chce za wszelką cenę dokończyć rok szkolny w swej aktualnej szkole, ale sama nie da rady. Pomoże jej w tym, początkowo nieświadomie, zadurzony w niej kolega z klasy.
      Film jest subtelny i wzruszający, ale pełen również scenek komediowych. I choć humor przeważa, to i tak w pewnym momencie nie obędzie się bez chusteczek. Ciekawa rola drugoplanowa ojca chłopca.

      Polecam gorąco. Warto.


piątek, 25 listopada 2016

Od Navarro do Renoir

    Żyjemy w świecie seriali. Można je zobaczyć w telewizji państwowej i na prywatnych kanałach. W każdej chwili możemy sobie je obejrzeć w sieci. Tak jest chyba nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Tak jest również i we Francji. Przez lata dominowały seriale amerykańskie, a te francuskie były traktowane nieco po macoszemu. Dla aktorów prawdziwą sławą była gra w filmach, a nie w serialach.  Z czasem jednak, moim zdaniem począwszy od lat 70-tych, seriale francuskie zaczęły zdobywać sobie zwolenników wśród rodzimej widowni. 
Dziś chciałabym się skupić jedynie na tych sensacyjno-kryminalnych. 

   Któż nie pamięta uroczych, nieco naiwnych bohaterów, jak Arsenie Lupin, Vidoque, Maigret czy  Brygady Tygrysa? Byli oni popularni nawet poza granicami Francji i pozwolili aktorom nobilitować nieco rangę seriali telewizyjnych.

   Jednakże uważam, że prawdziwie kultowym serialem kryminalnym ery "współczesnej" okazał się dopiero "Navarro". 
Serial ten miał w sumie aż 108 półtoragodzinnych odcinków, z których każdy opowiadał osobne śledztwo, niezależne od odcinków przed i po. Serial ten wyświetlano na prywatnej stacji TF1 przez 19 sezonów od 1989 do 2007. Oczywiście od tamtej pory powtarzano go co jakiś czas na rożnych kanałach.




   Rolę główną grał nieżyjący już aktor Roger Hanin (przy okazji szwagier Prezydenta Mitteranda, ich żony były siostrami). Bohaterem serialu, którego akcja rozgrywa się w Paryżu, jest Komisarz Antoine Navarro. Podwładni nazywają go "Patron" (Szef), a swój komisariat "usine" (fabryka) Navarro żyje samotnie, wychowując córkę Yolande, która z czasem zostaje adwokatem.
Navarro jest dostojny, opanowany i nie przypominam sobie, żeby w ktorym z odcinków choćby podbiegł (choć na pewno nie widziałam wszystkich). Od tego ma swych podwładnych.  On sam tylko zarządza, budząc u wszystkich respekt.

   Jako ciekawostkę dodam, że bydynek udający komisariat, gdzie pracuje Navarro ze swymi ludźmi, to w rzeczywistosci jedna z bram Szpitala Saint-Louis w 10-ej dzielnicy Paryża.
Natomiast knajpka "Café de Ginou", gdzie filmowi policjanci chętnie jadają posiłki i popijają kawę, to w rzeczywistosci "Café de l'Epoque" w pierwszej dzielnicy Paryża. Możecie się tam spokojnie wybrać na kawę i poczuć jak w filmie.


Café de l'Epoque, gdzie nagrywano wiele scen serialu Navarro
2, rue Bouloi, Paryż , 1-sza dzielnica tuz obok wejścia do pasażu Véro-Dodat
Fot. Nika styczeń 2015

   W sumie jest to świetny serial dla osób uczących się języka, a jeszcze ciekawszy dla ludzi pragnących poznać realia paryskie tamtych lat.

   Po tak wielkim sukcesie trudno było od razu zadowolić widzów jakimś innym serialem kryminalnym. 

    A tych nie brakowało.  Pojawiły się miniseriale, gdzie na rozwiązanie zagadki należało poczekać do końca. Czas trwania odcinków z czasem skrocono do 50-60 minut, ale za to często wyświetlane były (i są) dwa lub nawet trzy jednego wieczora.
Widzowie zaczęli oczekiwać dobrych scenaruszy, dobrych i wiarygodnych aktorów oraz bardziej ludzkich postaci. 
W serialach pojawiły się w głównych rolach policjantki, sędziny i adwokatki. Bohaterowie i bohaterki mieli swe kłopoty i rozterki. Nic nie było już tak czyste i przejrzyste, dobre lub złe, jak to bywało w filmach o Navarro.

    Oto kilka tytułów seriali wybranych spośród kilkudziesięciu, o jakich słyszałam, lub które oglądałam (oczywiście nie sposób ich wszystkich obejrzeć, a przynajmniej ja nie miałam na to nigdy czasu).


  • Alice Nevers, le juge est une femme (2002)
  • P.J. (1997) - PJ to skrot od Police Judiciere
  • Comissaire Laviolette (2006)
  • Commisaire Cordier (2005)
  • Julie Lescaut (1992)
  • Une femme d'honneur (1996)
  • Commisariat Bastille (2001)
  • Les boeuf-carottes (1994) - tak określa się potocznie policję policji
  • Femmes de loi (2000)
  • Les Cordier, juge et flic (1992)
  • Boulevard du Palais (1999)
  • Brigade spéciale (1999)
  • Quai N°1 (1992)
  • Le sang de la vigne (2011)


   I tak można by wymieniać jeszcze długo. 

   Na zakończenie jednak chciałabym was zachęcić do obejrzenia serialu "Candice Renoir" (2013). 
Dlaczego akurat wybrałam właśnie ten? 

Bo jeśli obejrzycie sobie odcinek o Navarro, a potem odcinek o Renoir, to od razu zauważycie jak zmienił się francuski serial kryminalny na przestrzeni trzydziestu ostatnich lat.




   Candice jest matką czworga dzieci i wraca do pracy w policji po dziesięciu latach urlopu i po rozwodzie z małżonkiem, dla którego opuściła policyjne szeregi. Wraca na swe stanowisko komendanta i ma nieco trudności, by przekonać  swych nowych podwładnych, że należy ją brać na poważnie. Ma jednak policyjny węch i pod maską roztrzepanej blondynki, kryje się dobry śledczy i detektyw. Do tego w serialu zobaczycie jej kłopoty z dziećmi i historie miłosne. Akcja zaś dzieje się na południu Francji. W sumie bardzo przyjemny serial do obejrzenia i do poznawania języka francuskiego.



A oto i Candice w calej okazalosci!




A wy macie jakieś swoje ulubione francuskie seriale kryminalne?


*****

Powyższy wpis powstał w ramach 32 edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" poświęconej kryminałom.

Zapraszam serdecznie do lektury wpisów na innych blogach naszej grupy:


Austria
Viennese breakfast - 15 austriackich kryminałów


Chiny
Biały Mały Tajfun - Sędzia Di


Francja
Francuskie i inne notatki Niki - Od Navarro do Renoir


Kirgistan/Uzbekistan




Niemcy
Niemiecki w Domu - Niemiecki serial kryminalny


Szwecja


Turcja
Turcja okiem nieobiektywnym - Filmowy Stambuł w trzech odsłonach


USA

wtorek, 5 maja 2015

Przegląd Nowego Kina Francuskiego w warszawskim kinie Muranów - edycja szósta (13-19/5/2015)


Nie wszystkie filmy francuskie wchodzą na ekrany kin zagranicznych. Nie wszystkie są też kasowymi sukcesami, choć mogą być bardzo wartościowe. Niektóre można zobaczyć oczywiście  w sieci, ale jest ich tyle, że czasem nie wiadomo co wybrać. 

Przeglądy filmowe mają więc tu swą rolę do odegrania. 

Już w środę 13 maja rozpocznie się szósta edycja Przeglądu Nowego Kina Francuskiego w warszawskim Kinie Muranów. Organizatorami są Instytut Francuski i Gutek Film, firma zarządzająca Kinem Muranów. 

Jeśli macie ochotę na obejrzenie ciekawych filmów nie przed ekranem komputera czy telewizora, lecz  w prawdziwym kinie na dużym ekranie, to koniecznie wybierzcie się na jeden z poniższych filmów. Zabierzcie przyjaciół. Będziecie mieli ochotę na filmowe dyskusje po seansie. 


Niektóre z tych widziałam, inne jeszcze nie. Dla wszystkich miłośników kina francuskiego będzie to kilka ciekawych dni. 



Szczegóły na stronie kina : KLIK
Bilety po 18 zlotych (16 zl bilet ulgowy)
Plakat filmu "Dziennik Panny Służącej"
(źródło internet)



PROGRAM:

Środa 13 maja 

20:00  „Dziennik Panny Służącej” (Journal d’une femme de chambre), reż. Benoit Jacquot, Francja / Belgia 2015, 95 min

Film otwierający przegląd to najnowsza ekranizacja powieści Octava Mirbeau z 1900. Najbardziej znana dotychczasowa ekranizacja pochodzi z 1964, a reżyserował ją wówczas sam Louis Bunuel, zaś w roli głównej wystąpiła Jeanne Moreau).
W obecnej ekranizacji świetna rola Léi Seydoux znanej z pewnością  polskiej publiczności z głośnego filmu "Życie Adeli" z 2013 roku.

Czwartek 14 maja

18:30 „Kot rabina” (Le chat du rabbin) reż. Joann Sfar, Francja 2011, 89 min.

20:30 „Francuski minister” (Quai d’Orsay) reż. Bertrand Tavernier, Francja 2013, 113 min

W tym filmie każdy rozpozna wyraźne aluzje do prezydenta Sarkozy'ego, którego gra jeden z najlepszych obecnie aktorów francuskich,  Thierry Lhermitte. Już dla niego samego warto wybrać się na ten film.


Piątek 15 maja

18:30 „Guillame i chłopcy! Kolacja!” (Les Garçons et Guillaume, à table !) reż. Guillaume Galienne, Francja 2013, 87 min


To adaptacja filmowa autobiograficznego monodramu, za który w 2010 roku Guillaume Galliene dostał teatralną nagrodę Moliera. Film niesamowicie oryginalny (dostał pięć Cezarów). Początkowo widz jest nieco zdezorientowany jego konwencją, ale już po paru minutach trudno się od niego oderwać. Świetna rola Guillaume'a Gallienne, aktora teatralnego trupy Comèdie Française (aktualnie występuje w tytułowej roli Lukrecji Borgia i już nie mogę doczekać się kiedy go zobaczę na scenie, bo bilet na to przedstawienie mam dopiero na początek czerwca).


20:30 „Miłość trwa trzy lata” (L’amour dure trois ans), reż. Frédéric Beigbeder, Francja 2012, 98 min.



Sobota 16 maja

11:00 „Ernest i Celestyna” (Ernest et Célestine), reż. Benjamin Renner, Stéphane Aubier, Vincent Patar, Francja 2012, 79 min

16:00 „Dmuchawce” (Du vent dans mes mollets), reż. Carine Tardieu, Francja 2012, 89 min.

18:30 „Francuski minister” (Quai d’Orsay) reż. Bertrand Tavernier, Francja 2013, 113 min

20:30 „Dziennik Panny Służącej” (Journal d’une femme de chambre), reż. Benoit Jacquot, Francja / Belgia 2015, 95 min



Niedziela 17 maja

16:00 „Markiza Angelika” (Angélique), reż.: Ariel Zeïtoun Francja 2013, 113 min

18:30 „Guillame i chłopcy! Kolacja!” (Les Garçons et Guillaume, à table !reż. Guillaume Galienne, Francja 2013, 87 min

20:30 „Nowa dziewczyna” (Une nouvelle amie), reż. François Ozon, Francja 2014, 107 min



Poniedziałek 18 maja

18:30 „Wenus w futrze” (La Vénus à la fourrure) reż. Roman Polański, Francja 2013, 95 min.

20:30 „Wszystkie poranki świata” (Tous les matins du monde) reż. Alain Corneau, Francja 1991, 114 min.



Wtorek 19 maja

18:30 „Dmuchawce” (Du vent dans mes mollets), reż. Carine Tardieu, Francja 2012, 89 min.

20:30 „Prawda o Lulu” (Lulu, femme nue), reż. Solveig Anspach, Francja 2014, 87 min






  A na koniec zwiastun filmu, którego nie trzeba chyba nikomu przedstawiać :)

Został nakręcony na podstawie sztuki teatralnej. Kilka tygodni temu miałam okazję widzieć tę sztukę na scenie Teatru Tristan Bernard w Paryżu, a rolę główną grała niesamowita Marie Gillain. 
Wychodząc z teatru wiedziałam, że to przedstawienie warte jest Moliera. I nie omyliłam się, bo kilka tygodni później dostało aż dwa Moliery. Jeden  za najlepszą inscenizację, a drugi dla najlepszej aktorki (oba w kategorii teatrów prywatnych).

Film jest wprawdzie na ogół nieporównywalny do teatru, ale ten akurat jest prawdziwym arcydziełem.

Z całego Przeglądu, to chyba film najbardziej znany, ale bezsprzecznie wart ponownego obejrzenia.




-----------------------------------------------------------
Dodane 7/05/2015


W komentarzu Justyna z bloga o Francji, Francuzach i języku Francuskim wspomniała

o recenzjach dwóch z powyższych filmów, jakie możecie u niej przeczytać.


Dla zainteresowanych podaje do nich linki:



 

czwartek, 20 listopada 2014

"Bogowie" film : Religa + Kot = rewelacyjna kreacja

Chyba sam Religa nie zagrałby siebie samego lepiej niż zrobił to Tomasz Kot. 

Film "Bogowie", który wszedł w Polsce na ekrany kin od 10 października 2014 ma bardzo dobrą prasę i równie dobre opinie wśród szerokiej publiczności.

To raczej rzadkość, by jakiś film był tak dobrze oceniany i przez krytyków i przez widzów. Wszystkie osoby, z którymi zetknęłam się podczas pobytu w Warszawie na początku listopada, pytały się czy już widziałam ten film, więc poszłam go zobaczyć, by zrozumieć skąd ten entuzjazm.

"Bogowie" to film i mocny i trudny. Równocześnie jest to film dla każdego (dorosłego). Nawet osoby o "delikatnych" nerwach mogą zamknąć oczy podczas trudnych scen na sali operacyjnej. 
Ja sama tak robiłam podczas filmu kilkukrotnie i potem tylko zerkałam, 
czy już dam radę patrzeć dalej :)

To film o fanatycznym lekarzu, który żyjąc w absurdalnych czasach i warunkach, potrafił przenosić góry. I to gory nie wielkosci Beskidu Niskiego, lecz przynajmniej tak ogromne jak Tatry.

Tomasz Kot, wedle osób które znały osobiście Profesora Zbigniewa Religę, stworzył prawdziwą kreację. Każdy gest, sposób poruszania sie i mówienia, został dopracowany do perfekcji. Dlatego zaczęłam ten wpis słowami, iż sam Religa nie mógłby zagrać takiej roli lepiej od Kota.





Zwiastun filmu




Film pokazuje kilka ważnych lat zmagań Zbigniewa Religi od czasu jego powrotu ze stypendium w USA do pierwszych transplantacji serca w Polsce  na początku lat osiemdziesiątych. 

Siermiężne warunki PRL-u są szarym tłem dla wizjonerskiej działalności kardiologa.  Religa jest pokazany i jako odważny w swych planach kardiochirurg  i jako człowiek pełen wad. 

Raptus i apodyktyczny choleryk, który zwalnia najlepszych współpracowników, by zaraz potem ich ponownie przyjąć kwitując swe zachowanie zwrotami w stylu, "nie wygłupiaj sie i wracaj do roboty". 

Świetny organizator i negocjator, który sprawia, że młodzi lekarze i pielęgniarki stają osobiście  do roboty na placu budowy nowej kliniki i z entuzjazmem godnym stachanowców uruchamiają  tę "swoją klinikę". 


Tomasz Kot jako Zbigniew Religa
Zrodlo: filmpolski.pl
Równocześnie mamy wrażenie, że nie tylko system i braki materialne sprzysięgły się przeciwko Relidze. Świat medyczny, zacny i dostojny, broni się i nie chce lub nie może  otwarcie poprzeć szalonego kardiochirurga. 

Nawet jego szef mówi mu otwarcie, że w dopóki on stoi na czele kliniki, żadnej transplantacji serca nikt tam nie zaryzykuje…  

Brzmi to prawie jak "po moim trupie"…  i powoduje, że pełen pasji Religa porzuca warszawskie życie, zostawia  w Warszawie rodzinę i zgadza się na objęcie przyszłej kliniki w Zabrzu.  Kliniki dopiero mającej powstać w latach, gdy o wszystkim decyduje władza partyjna…

Religa, choć rozczarowany trudnościami, zapiera się i prze dalej jak buldożer…  Swe rozterki i frustracje topi niejednokrotnie w alkoholu i puszcza z dymem papierosów odpalanych jeden od drugiego… Poświęca też życie rodzinne. Nie dla kariery, ale dla swej misji, w którą uwierzył i której  zaprzedał duszę… 

Jego buta odstręcza, ale  i pociąga… Religa i jego ekipa chce niemożliwego, chce czegoś co w ówczesnym społeczeństwie jest tematem tabu … 
Anonimy zarzucają im, że uważają się za Bogów, którzy mogą decydować o ludzkim życiu…  
Rodziny chorych obawiają się nawet o to, że ich bliscy z nowym sercem staną się kimś innym…  

Oglądając ten film z perspektywy dzisiejszych czasów i setek, tysięcy udanych transplantacji serca na całym świecie, aż trudno pojąć ówczesne zarzuty i obawy… 


Najsłynniejsze chyba zdjęcie  wyczerpanego Religi czuwającego przy pacjencie po operacji transplantacji serca (asystent zmęczony śpi w rogu sali)
Zdjęcie zrobione w 18987 przez Jima Stanfielda, ukazało się  w National Geographic i zostało okrzyczane Zdjeciem Roku
źródło : internet


Tomasz Kot w swej rewelacyjnie zagranej roli przenosi nas na zupełnie inny poziom świadomości… 

Czy Religa był potworem, szaleńcem? A może prawdziwym wizjonerem i prekursorem Nowego?

Oczywiście był tym wszystkim po trochu, bo przecież gdyby nie jego fanatyczny upór i szaleństwa, to wizjoner -kardiochirurg nigdy nie mógłby  mieć pola do popisu…



Jeśli więc tylko będziecie mogli to obejrzyjcie "Bogów" przy najbliższej okazji. 
Wyjdziecie po projekcji wzmocnieni, lepsi, wzruszeni i zadziwieni… 

Po prostu INNI.

***

… Żeby innych zapalić, trzeba samemu płonąć…

(maksyma widniejąca na grobie Zbigniewa Religi 
na warszawskim Cmentarzu Wojskowym Powązki, 
Aleja Zasłużonych A/29)


poniedziałek, 20 stycznia 2014

"Tajemnica Filomeny" - film do obejrzenia jak najbardziej



    Brytyjsko-amerykańsko-francuski film pt. "Philomena" widziałam już prawie tydzień temu, a do tej pory wracam do niego myślami. Świadczy to wyraźnie  o tym jak wielkie zrobił na mnie wrażenie.
    Tymczasem początkowo plakat wcale mnie nie zaciekawił i pewnie w ogóle bym się nie wybrała do kina na ten właśnie film, gdyby nie przypadek.
    Przypadki jednak chodzą po ludziach i parę dni temu znalazłam się w ciemnej sali kinowej (bez popcornu :) oglądając  "Philomenę".

Francuska wersja plakatu (źródło internet)



    Streszczenia filmu w prasie i opisach filmu na internecie są tak zdawkowe, że absolutnie nie zachęcały do obejrzenia. W skrócie pisano głównie tak : starsza pani, która w towarzystwie dziennikarza wyrusza na poszukiwania syna  oddanego przed laty  do adopcji.
    Tymczasem poszukiwania są tu tylko punktem wyjścia i pretekstem do porównywania dwóch różnych światów na różnych płaszczyznach:  świat świecki wobec zakonnego, różne punkty widzenia  wykształconego dziennikarza i starszej prostej kobiety , lata pięćdziesiąte porównane z czasami sprzed 10 lat, Irlandia z Brytanią, Irlandia z Ameryką... długo by tu wyliczać.

   Trochę wzruszeń, sporo sytuacji wręcz komicznych i nutka romantyzmu powodują, że smutny wątek młodych irlandzkich dziewcząt nabiera wielowymiarowości nic nie tracąc ze swego tragizmu.
Dlaczego mowie o tragizmie? Trudno nazwać inaczej to co się działo z dziewczętami , które zaszły w ciążę będąc niezamężnymi, następnie zostały odrzucone przez rodzinę i trafiły "do sióstr".

      W sumie niby  w niejednym kraju tak bywało od dawien dawna i cóż wyjątkowego mogło się zdarzyć w Irlandii w latach pięćdziesiątych? A jednak było tam trudniej, tragiczniej niż gdzie indziej. Siostry przyjmowały owe "grzesznice" pod swój dach, ale porody nierzadko kończyły się śmiercią matki lub dziecka lub nawet obojga, bo nie wzywano lekarza. Cierpienia miały być pokutą. Dzieci wychowywane były przez zakonnice, a matki miały prawo odwiedzać je raz dziennie i tylko przez godzinę. Poza tym miały obowiązek  pracować od rana do nocy np w pralni jak nasza bohaterka. Oczywiście żyły w zamknięciu, niemalże jak w więzieniu, dopóki nie odpracowały zaciągniętego u sióstr "długu".
Wpajano im przeświadczenie, że nie są godne wychowywania swych dzieci i muszą się zgodzić na oddanie ich do adopcji.
Na dodatek w tajemnicy przed dziewczętami siostry pobierały wysokie opłaty za adoptowane przez bogatych Amerykanów dzieci i uniemożliwiały matkom wszelkimi sposobami próby odszukania dzieci.

     Drugim wątkiem początkowym jest historia dziennikarza BBC, który po latach pracy korespondenta w Moskwie i Washingtonie znalazł się na wirażu swej kariery zwolniony nagle z pracy. Z dnia na dzień stał się nikim w dziennikarskim świecie, przeżywa dylemat co dalej, traci wiarę w Boga  i  w zasadzie to właśnie spotkanie z Filomeną ratuje go przed totalnym upadkiem.
Nie chcę tu opowiadać całego filmu, bo warto go obejrzeć i odkryć całą opowieść przed ekranem. Film w reżyserii Stephena FREARSa został nakręcony po mistrzowsku i nie dziwię się , że otrzymał kilka nagród na różnych festiwalach.


Z lewej aktorka Judy DENCH, z prawej prawdziwa Philomena Lee
(źródło internet)


     Dla mnie jednak najważniejsze, że widzowie wychodzą z kina podbudowani i nie widzą tylko smutnych faktów, lecz również piękno i optymizm postaci.  Przy tym naprawdę wiele jest w filmie momentów wzruszających i tyleż samo żartobliwych i rozweselających.
Zdałam sobie sprawę , że od projekcji nie upłynął nawet tydzień, a ja już kilkukrotnie z entuzjazmem zachęcałam znajomych do obejrzenia tego filmu.  Pomyślałam więc , że "Filomena" zrobiła na mnie większe wrażenie, niż myślałam początkowo i postanowiłam napisać o tym filmie na blogu.

   Film został zaprezentowany  31 sierpnia 2013 na Festiwalu Filmowym w Wenecji. Autorzy scenariusza otrzymali tam nagrodę.
W Irlandii i Wielkiej Brytanii wszedł na ekrany na jesieni zeszłego roku, a we Francji i Belgii na początku stycznia 2014.
W Polsce zobaczyć go będzie można od 21  lutego 2014, czyli już niedługo.
Warto podkreślić świetną, po prostu niesamowitą grę aktorską głównej bohaterki, którą zagrała niemalże osiemdziesięcioletnia (ur. 1934) brytyjska  aktorka  Judi DENCH. Szeroka publiczność  kojarzy ją głównie z rolą M. , szefowej Jamesa Bonda, choć grała w wielu innych produkcjach kinowych i telewizyjnych.

   Rolę dziennikarza zagrał równie dobry Steve COOGAN. Pokazał on bardzo wyraziście rozterki i wahania butnego dziennikarza i wręcz jego "dojrzewanie" i nabieranie życiowej mądrości.

    Film został nakręcony na podstawie prawdziwych zdarzeń opisanych przez głównego bohatera, dziennikarza Martina SIXSMITHa w książce zatytułowanej "The Lost Child of Philomena Lee".
Bohaterowie noszą i w książce i w filmie swe prawdziwe imiona i nazwiska.

    Jeśli chcecie spędzić czas na obejrzeniu dobrego filmu, to polecam z całego serca obejrzenie "Tejamnicy Filomeny" (bo taki jest jego polski tytuł)


                                                                                  Powyżej polski zwiastun 


czwartek, 5 grudnia 2013

Wałęsa i film z wizytą w Brukseli


     O projekcji filmu Wajdy w Brukseli dowiedziałam się przypadkowo kilka tygodni temu i od razu wysłałam maila  z prośbą o wpisanie mnie na listę osób chętnych do obejrzenia. Okazało się, że miałam rację nie zastanawiając się, bo chętnych na bezpłatną projekcję filmu o Wałęsie było wielu i nie dla wszystkich starczyło wejściówek. 

      O samym filmie słyszałam już co nieco i uznałam za swój "patriotyczny" (poniekąd) obowiązek obejrzenie go przy najbliższej bytności w Warszawie. No. ale skoro trafiła się możliwość obejrzenia go wcześniej, to chętnie z niej skorzystałam.
     Spodziewałam się ( i trochę obawiałam) jakiegoś monumentalnego dzieła na miarę symbolu i tematu, ale uznałam że aby wyrobić sobie opinię trzeba najpierw film poznać i dopiero potem oceniać.

    Poszłam więc na projekcję bez uprzedzeń, ale i bez wygórowanych oczekiwań, bo nie czytałam żadnych recenzji.

      A tu na dodatek proszę, niespodzianka, Wałęsa we własnej osobie pojawił się i nawet przemówił przed i po filmie. Trochę pożartował, publiczność rozbawił i najzwyczajniej już przyzwyczajony od lat, dał się wszystkim domorosłym paparazzi obfotografować. Wszyscy wyciągnęli aparaty i komórki, więc ja też sobie pstryknęłam parę fotek. A co, w końcu nie codziennie widuję na żywo laureatów Nobla :)

Powitanie Wałęsy przed projekcją

Oficjalna mowa powitalna była po angielsku,
więc słuchawki z tłumaczeniem się przydały :)

Sam Wałęsa też przemówił  i "zapowiedział" film
zapraszając widzów do obejrzenia tego - cytuję - "nudnego filmu"





     Mówił ze swadą i żartobliwie o rzeczach jak najbardziej poważnych.  Wspomniał na przykład, że on dostał Nobla za próby niszczenia komunizmu, a Gorbaczow za próby jego naprawiania...  Trudno mu odmówić racji... .-
    Widzowie słuchali go i co chwila salwy śmiechu wybuchaly na sali. Rasowy z niego mówca i obyty przez lata uprawiania polityki. Nadal mówi po swojemu i tłumacz nie miał łatwego zadania przy przekazywaniu treści wypowiedzi i ich niuansów po angielsku.







     Jakoś nie załapałam od razu, że ten film jest ostatnią, trzecią częścią tryptyku Wajdy. Owszem widziałam na filmie rozdających ulotki bohaterów "Człowieka z żelaza", ale dopiero gdy następnego dnia zobaczyłam gdzieś polską wersję tytułu, wszystko stało sie jasne... 
W pierwszej chwili myślałam, że to pomyłka i powinno być "Wałęsa, człowiek nadziei" a nie "z nadziei", aż nagle "stała się jasność" : Janda, Radziwiłłowicz , "Człowiek z marmuru, z żelaza, z nadziei".
     No, ale gdy mieszka się poza Polską, to wiele ewidentnych rzeczy może na początku umknąć .

      Nie będę sie tu kusiła o pisanie jakiejś recenzji, bo tych już pewnie wszędzie pełno. Powiem tylko, że film mi się podobał. Kto wie, może i jakiż Oskar Wajdzie się za niego znów trafi?  

   Pewne wspomnienia z dzieciństwa we mnie ożyły i nałożyły się na oglądane sceny.  Nie było tej monumentalnosci i patosu, którego się obawiałam. Było wręcz czasem żartobliwie i nawet muzyka mi pasowała. 
     Przy scenie z wymianą talerzy z zupą "bo będzie mniejsza strata", zaśmiewałam się do łez (kto widział, ten od razu zgadnie:)... Albo odpowiedź na propozycję księdza, by przeczytał encyklikę papieża, że on nie musi nic czytać, bo on się we wszystkim z Ojcem Świętym zgadza... :) 

    Rola Danusi (Agnieszka Grochowska) zagrana bardzo dobrze, bo blado. Tak miało być, jestem pewna. Podejrzewam, że w życiu mogło być podobnie, ona zawsze w tle, a on na świeczniku (lub na bramie). 
       Robert Więckiewicz gra świetnie, jest chyba bardziej "wałęsowatym" Wałęsą niż on sam kiedyś był. Ta rola przyćmi wszystko co Więckiewicz do tej pory zrobił i już nigdy nie zdoła się od niej uwolnić.



     Prawdziwy Lech Wałęsa zakończył jeszcze wieczór kilkoma wspomnieniami o roli swego pokolenia i nadziejach pokładanych w pokoleniach młodszych (tu znów parę dowcipnych zwrotów) ... po czym pożegnał się i opuścił salę wśród burzy oklasków ...  



     Nie jestem politologiem, nie czytuję też prasy people. Wałęsa jest jednak dla całego świata symbolem historycznych przemian w Europie i jako taki przejdzie do historii, więc możemy być dumni, że jesteśmy właśnie Polakami.

poniedziałek, 18 marca 2013

"Bankier" - wejdzie w Polsce na ekrany 15 czerwca


Na razie nie widziałam jeszcze
polskiej wersji afisza
     Film Costa Gavras'a, którego francuski tytuł brzmiał "Le Capital", wejdzie na ekrany w Polsce 15 czerwca 2013. Polska wersja tytułu to "Bankier"

    Premiera światowa miała miejsce 8 września zeszłego roku, we Francji wszedł na ekrany dopiero 14 listopada. 
Ciekawe dlaczego w Polsce widzowie będą mogli go obejrzeć dopiero niemalże w rok po premierze? Czyżby tak silne było lobby bankowe? Bo to manipulacje bankowców i władza jaką daje pieniądz są głównym tematem tego świetnego filmu (w roli głównej Gad Elmaleh - według mnie to jego najlepsza rola). 

    Nie zawsze piszę o obejrzanych filmach. Raczej nie pisze w ogóle, bo na internecie wystarczająco jest tekstów i krytyk. Niemniej jednak dla tego filmu zrobiłam wyjątek, bo uważam go za "mocny" i wart obejrzenia.
Costa-Gavras świata nie zbawi, a widzowie nie staną się minimalistami z dnia na dzień, a jednak nasze spojrzenie na banki nie będzie już z pewnością takie same po obejrzeniu tego filmu.


Widziałam go na przedpremierowej projekcji na początku listopada i pisałam o nim w tym wpisie.

Tu jest natomiast  zwiastun z polskimi napisami.

środa, 7 listopada 2012

"Le Capital" - przedpremierowa projekcja filmu

         
          14 listopada wejdzie na ekrany francuskich kin najnowszy film Costa-Gavras'a "Le Capital". Nie wiem jaki będzie oficjalny tytuł, ale logicznie powinien brzmieć po prostu "Kapitał".

       Po wczorajszym "odgracaniu" domu wybraliśmy się wieczorem do Perpignan, gdzie w moim ulubionym (bo niewielkim) kinie Castillet w centrum miasta, odbywała sie przedpremierowa projekcja tego właśnie filmu.






          Niech nikogo nie zmyli sam tytuł. Nie chodzi tu o dzieło Marksa, lecz o przeniesioną na ekran książkę Stephane'a Osmont'a. Jej tematem jest bezlitosny świat finansjery i władza Pieniądza przez duże P. 

         Głównego bohatera gra popularny aktor  francusko-marokański Gad Elmaleh. Poprzedni jego film to "Un bonheur n'arrive jamais seul" (czerwiec 2012, nie wiem jak brzmi polski tytuł), gdzie grał z Sophie Marceau. Jeszcze wcześniej w 2011 grał w filmie  Woody Allen'a  "Midnight in Paris" ("O północy w Paryżu")

         Moim zdaniem "Kapitał" jest stanowczo jego najlepszym filmem. Gra w nim żądnego władzy i pieniędzy, przebiegłego prezesa europejskiego banku o światowym zasięgu. 

       Ataki funduszy spekulacyjnych zza oceanu, mondializm, globalizacja, masowe zwolnienia są na porządku dziennym. Zycie rodzinne bohatera zajmuje coraz mniej miejsca, stres i ryzyko coraz większe. Tempo rośnie z minuty na minutę...

        Film trzyma w napięciu aż do ostatniej chwili. 
      Nie będę wam tu zdradzać zawczasu zakończenia, bo mam nadzieję,  że zechcecie sami obejrzeć. Chciałabym jednak zwrócić waszą uwagę na motto widniejące na plakacie: "Continuons à prendre aux pauvres pour donner aux riches" , czyli  w wolnym tłumaczeniu "Kontynuujmy odbierać biednym aby dawać bogatym".

       Na mnie ten film zrobił bardzo duże wrażenie. Tym bardziej, że prawdopodobnie niewiele odbiega od rzeczywistości......

Polecam!