Pokazywanie postów oznaczonych etykietą quizlet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą quizlet. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2015

Quizlet - quésaco? cóż to takiego?


Już parokrotnie kończąc wpis na blogu zapraszałam was do skorzystania z Quizlet, gdzie umieszczałam słówka do nauki francuskiego związane z tematem, zamiast wymieniać je na końcu wpisu. 
W ten sposób osoby uczące się francuskiego mogły zajrzeć tam od razu, a inni nie mieli wrażenia, że im "zaśmiecam" wpis listą słówek na zakończenie. 

O Quizlet przeczytałam po raz pierwszy u Justyny z bloga Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim.  No i od  razu pożałowałam po raz kolejny, że nie było takich ułatwień w czasach gdy ja zaczynałam się uczyć języków obcych, kiedy to zeszyt do słówek z pionową linią pośrodku strony był  pra-pra-pradziadkiem obecnego programu Quizlet.

poniedziałek, 7 września 2015

Amerykanin w Paryżu, czy Amerykanin w Brukseli?


Prawdopodobnie wiele osób pamięta film pod tytułem « Americain à Paris » ("Amerykanin w Paryżu") 
Duża jest więc szansa, że na pytanie z czym wam się kojarzy « Amerykanin w Paryżu » ?  odpowiedzą , że z  tym właśnie filmem.

A co byście odpowiedzieli na pytanie z czym może wam się kojarzyć « Amerykanin  w Brukseli » ?

??? Nie kojarzy się wcale ?

Mnie się kojarzy z czymś do jedzenia. Nie twierdzę, że Brukselczycy czy ogólnie Belgowie są kanibalami, ale uwierzcie mi, że jedzą oni Amerykanina, a dokładniej « amerykana ».

niedziela, 30 sierpnia 2015

Blaski i cienie ślimaczego życia we Francji, czyli ślimak na talerzu


W zasadzie powinniśmy nazywać Francuzów raczej ślimakojadami, a nie żabojadami. Żaby, owszem jadają od czasu do czasu, ale dużo częściej jadają przecież ślimaki. Ciekawa jestem skąd ta nazwa żabojadów? Czy był taki okres, że jadali więcej żab od ślimaków? Czy też jedzenie żabich udek bardziej szokuje cudzoziemców, niż jedzenie ślimaków?

Nie tylko zresztą Francuzi jadają ślimaki, bo Hiszpanie również się w nich lubują, choć jedzą je inaczej i trochę  inna odmianę. Ale o tym nie dziś.

Wróćmy więc do Francji i ślimaków zjadanych tonami. Tak, tonami! Ponad 30 tysięcy ton rocznie. Oczywiście skorupki też trochę ważą, ale mimo wszystko jest to ilość imponująca.

środa, 26 sierpnia 2015

Winobranie bez romantycznej otoczki

Z czym wam się kojarzy słowo winobranie (vendange)? 

Mnie się zawsze kojarzyło z gwarem wesołych rozmów wśród winnic i ręcznym zrywaniem gron do wiaderek. Takie dość romantyczne wyobrażenie. 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam jak wygląda ręczne winobranie, zweryfikowałam owo wyobrażenie dodając do tego pot, żar z nieba, bolący kręgosłup i zdrętwiałą  od sekatora rękę. Pozostały jednak wesołe rozmowy, przyśpiewki i zadowolenie z grupowego wysiłku. 
Winobranie ma swój nieodparty czar i dlatego tyle osób chce w nim brać udział, choć płaci się za nie minimalna stawkę.



Są oczywiście we Francji regiony winne, gdzie nadal dominuje winobranie ręczne. W Roussillon nadal też ono istnieje, ale nie ma już (np w naszej wiosce) dziesiątek zbieraczy (vendangeurs) przybyłych z Hiszpanii na kilka tygodni do winobrania jak to bywało 30-40 lat temu.  

Ci zaś, którzy są, to osoby tu mieszkające, które albo mają czas, albo specjalnie biorą urlop, żeby w tej "przygodzie" wziąć udział. I robią to chyba dla przyjemności. Tym bardziej, że poza fajnie spędzonym czasem, zarobionymi paroma groszami (oficjalna stawka 9,61 € za godzinę), kilkoma litrami wina "na wynos",  jest jeszcze zawsze wspólny posiłek fundowany przez właściciela po zakończeniu zbiorów.

Tradycja (tradition) owego posiłku (repas des vendangeurs) stopniowo zanika i w naszej wiosce  (village) jesteśmy jedną z nielicznych już rodzin, które starają się ją zachować. 

Niemniej jednak tradycja tradycją, a ekonomia ekonomią. Nie wszystkie parcele i szczepy są rentowne przy  ręcznym zbiorze. Dlatego stopniowo już od lat rośnie ilosc winnic "sur les fils" czyli na metalowych linkach. Te winnice można zebrać w ciagu kilku godzin, zależnie od powierzchni. 

Młoda parcela viogner, gdzie winobranie odbywa się dopiero po raz drugi.

Dziś (26 sierpnia) właśnie był u nas pierwszy dzień zbiorów. Tak wypadło, że na pierwszy ogień poszły dwie parcele przygotowane pod maszynę: szczepy (cépage) viognier i vermentino.

O 7.30 przybyła na miejsce ogromna maszyna, która jak wielki odkurzacz zaczęła jeździć wzdłuż rzędów winorosli.  Maszyna (machine à vendanger) jedzie powoli, jakby rozkraczona nad rządkiem i "przetrzepuje" rośliny obrywając z nich grona. Grona, nieco uszkodzone, zbierają się w dwóch ogromnych pojemnikach i są opróżniane do przyczepy co jakiś czas. 


Zwróćcie uwagę, że szofer nie patrzy przed siebie, lecz pod siebie. Przez kratkę w podłodze widzi co robi maszyna i czy równo jedzie.

W parę godzin obie parcele były zebrane. Zero romantyzmu. Jeden szofer z wynajętą maszyną, dwa własne traktory, każdy z przyczepą (benne) i w ten oto sposób w pół dnia trzy osoby zebrały kilka ton winogron*.  Przy obecnych cenach winogron, niestety często zbiory mechaniczne są jedynym rentownym rozwiązaniem. Trochę to smutne, bo gdzie z tu szukać romantycznych stron winobrania?Stasze osoby w naszej wiosce (village) czasem smutno kiwają głowami nad tą "masakrą" winogron. 

Widok na nasza wioskę z wzniesienia, na którym znajduje się parcela szczepu vermentino.

Niestety świat się zmienia i tylko najbardziej wartościowe szczepy opłaca się zbierać ręcznie. Na szczęście i u nas zostało jeszcze trochę starych winnic (vignoble ancien), niektóre mają po sto lat. Rzędy są wąskie i maszyna tam nie wjedzie, więc dopóki rentowne będzie zbieranie ręczne (vendange manuelle), dopóty nikt ich nie wyrwie, by posadzić nowe winnice przystowowane do obsługi maszynowej. 


Widok od przodu


A teraz przyznam się do małego szaleństwa z cyklu PIERWSZY RAZ

Otóż dziś po raz pierwszy weszłam po drabince na tę maszynę do winobrania i nawet przejechałam z szoferem kawałek między jedną a drugą parcelą. Strasznie kiwa i podrzuca  i nie raz miałam wrażenie, że zaraz sie wywrócimy. Byle koleina sprawia, że maszyna się niebezpiecznie (w moim mniemaniu) przechyla.  Często szofer musi patrzeć nie tylko przed siebie i na boki ale i pod nogi. Ma tam zreszta specjalną kratkę, przez którą widać wszystkie koleiny.  


Zdjęcie to zrobiłam z wysokości szoferki.
Robi wrażenie, szczególnie gdy maszyna jest w ruchu.

To ciężka i odpowiedzialna praca. Wyobrażacie sobie straty, gdyby taka maszyna przewróciła się na zakręcie miedzy jednym rzędem a drugim? I to z pełnymi zbiornikami. Lepiej nie myśleć. Zdarza się to jednak niezmiernie rzadko, bo maszyna jest jednak bardzo stabilna, ale niebezpieczenstwo wywrotki istnieje zawsze. 

W każdym razie dziś wszystko odbyło się bez kłopotu. Nawet zejść udało mi się bez drżenia łydek ze strachu, a mam przecież lek wysokości (vertige).  

__________________
* dzisiejszy poranek to 3, 5 godziny pracy wynajętej maszyny, która zebrała z obu parcel w sumie około 14,3 ton winogron
Z tych winogron za parę miesięcy powstanie wino w butelkach a będzie ich ponad 14 tysięcy. Orientacyjnie z 4,8 ton viognier będzie około 4, 9 tysięcy butelek (0,75l),
a z parceli vermentino gdzie zebrano 9,48 ton wyjdzie około ponad 9,7 tysięcy butelek wina (0,75l);
Jak dla mnie są to ilości nie do wyobrażenia :)
__________________


A teraz mam dla was kilka zdjęć z minionego poranka.


A osoby uczące się francuskiego mogą zajrzeć na QUIZLET (KLIK)
i powtórzyć francuskie słówka z tego wpisu.

W drodze do winnic takie widoki na pasmo Albères 





Winorośl przed przejazdem maszyny
Winorośl po przejeździe maszyny

Opróżnianie zbiorników do przyczepy






Pierwsza przyczepa już się zapełnia

Wnętrze maszyny widziane od tyłu

Tu już siedzę obok szofera


Przez tą kratkę szofer obserwuje drogę, no i rośliny

Z wysokości szoferki samochody osobowe wydają się dość niepozorne


Z oddali maszyna do winobrania wydaje się wręcz nieduża.


Pozdrawia was i mój Małż w roli kierowcy traktora

***

A na pożegnanie piękna kiść szczepu macabeu
która nabiera słodyczy w oczekiwaniu na winobranie ręczne już za kilka dni
Smacznego!




niedziela, 23 sierpnia 2015

Francuskie owoce morza dla początkujących - subiektywny poradnik

W wielu krajach turysta prędzej czy później napotka na swym szlaku owoce morza (fruits de mer) . We Francji będzie to raczej wcześniej niż później. Jedni popatrzą z ciekawością, a inni zechcą również spróbować. 

Dziś chciałabym wam wyjaśnić w paru słowach jak spożywać owoce morza we Francji. Gdy zdecydujecie się po raz pierwszy na degustację, radzę wybrać najprostszy zestaw. Wasze podniebienie będzie potrzebować czasu, by przyzwyczaić się do nowych smaków i bardzo prawdopodobne, że za pierwszym razem nie przypadną wam one do gustu (albo nie wszystkie) 

Aby przygotować wam tu mały poradnik dla początkujących, wybraliśmy się wczoraj specjalnie na romantyczną kolację do Port-Vendres, małego miasteczka portowego (w Pirenejach Wschodnich, departament 66), słynącego z dobrych restauracji zasobnych w świeże ryby i owoce morza. 

Na pierwszy ogień postanowiłam wybrać dla was najprostszy zestaw owoców morza o zwyczajnej nazwie "talerz owoców morza" (asiette de fruits de mer). 
Cena 13 €, czyli jak na francuską miejscowość nadmorską, dość przystępna.





W tym zestawie mamy 5 różnych owoców morza. Dwa rodzaje są ugotowane, choć podane na zimno, a trzy są surowe i tylko otwarte przez kucharza w ostatniej chwili.

Do tego dodatki : aïoli, sos z octu winnego (vinaigre de vin) z szalotką (échalote), cytryna do wyciśnięcia, masło do pieczywa i serwetka (nie do jedzenia, a do wytarcia sobie palców po zakończeniu).
Aïoli podawane jest raczej na południu Francji, natomiast w pozostałych regionach kraju często podawany jest majonez (mayonnaise).

Owoce morza spożywamy rękoma, posiłkując się wykałaczkami, nożykiem i małym widelczykiem.
Popijamy lampką białego wytrawnego wina. Śmieci wyrzucamy do specjalnego talerza lub pojemnika na stole (poubelle de table).
Przed przystąpieniem do konsumcji mozna przygotowac sobie pieczywo smarując je masłem (potem ręce będą brudne)

Owoce morza spożywamy w dowolnej kolejności, rodzajami lub naprzemiennie. Ja lubię rozpoczynać od tych surowych, ale to już indywidualna sprawa.

A wiêc do dzieła! Smacznego!


Ugotowane:

  • 3 krewetki różowe - wbrew pozorom najprostsze do jedzenia: bierzemy krewetkę do prawej ręki, a lewą urywamy głowę, ogon i nogi, następnie już łatwo wyłuskujemy z "pancerza" na grzbiecie; maczamy w aïoli i zjadamy
  • 5 trąbików zwyczajnych, czyli morskich ślimaków - tu przyda się wykałaczka lub metalowy szpikulec; odrywamy z wejścia do muszli "wieczko" (opercule), wbijamy wykałaczkę w miąższ i ruchem spiralnym wyciągamy go z muszelki; trzeba trochę wprawy, więc za pierwszym razem może wam to zabrać kilka dodatkowych sekund; następnie miąższ na wykałaczce maczamy w aïoli i do buzi

Surowe owoce morza:
  • 3 ostrygi - chyba najbardziej znane nam owoce morza; na talerzu podane są już otwarte (3 skorupki (wierzch jest wyrzucany po otwarciu); bierzemy więc skorupkę do lewej ręki, prawą ręką odcinamy nożem miąższ ostrygi od skorupy; następnie możemy bezpośrednio zjeść ostrygę przytykając skorupę do ust (lub zjeść ją malutkim widelczykiem); możemy też skropić ją przedtem sokiem z cytryny lub polać sosem z octu winnego i szalotki; osobiście radziłabym zacząć od sosu; gdy już ostrygi polubicie, cytryna wystarczy, a gdy je pokochacie, to nawet i ona nie będzie już potrzebna, bo smak wody morskiej zawartej w ostrydze wam wystarczy
  • 3 małże - tak, nie dziwcie się, można je jeść na surowo (i bez frytek); te tutaj są inne niż te do gotowania; są większe i bardziej płaskie; podawane jak ostrygi, otwarte, więc 3 małże, to sześć muszelek; spożywamy podobnie jak ostrygi posiłkując się nożem i ewentualnie widelczykiem
  • 3 migdały morskie - skorupiak mniej znany, mały, dość aromatyczny i spożywany podobnie jak małże i ostrygi


A teraz kilka zdjęć  i nazwy francuskie, które pomogą wam dobrze odszyfrować kartę przy zamawianiu owoców morza w restauracji.


krewetki (crevettes roses)
Trąbik zwyczajny, czyli ślimak morski (bulot, escargot de mer)


Otwarta ostryga (huître) polana sosem octowym.
Nożykiem odgarniamy miąższ z boków i odczepiamy od skorupy.
Nie obawiajcie się, ostryga umiera w momencie jej otwierania,
więc tu już ruszać się nie będzie.



małże, mule (moules)
zdj. źródło 


migdal morski (amande de mer)
zdj. źródło
(kliknijcie w źródło, by zobaczyć jak się otwiera takie migdały :)



Widelczyk do ostryg i innych skorupiaków jest wielkości łyżeczki do herbaty;
wykałaczki lub metalowe szpilki są niezbędne do jedzenia ślimaków (i tych morskich i  tych lądowych)
To mój domowy zestaw.



Na tym zakończę, a jeśli będziecie kiedyś we Francji w Pirenejach Wschodnich, to koniecznie zajrzyjcie do Port-Vendres, a może skusicie się świeżutkie owoce morza. 


A spacerując w porcie prawdopodobnie natraficie na pomnik ku pamięci polskich pilotów, ale o tym napiszę już przy innej okazji.



Port w Port-Vendres


_______________
Poszłam w ślady bardziej doświadczonych koleżanek z grupy blogów Kulturowo-Językowych i przygotowałam wam listę słówek z tego postu na Quizlet : KLIK

Kto się uczy francuskiego, może tam zaglądać i korzystać ze słówek. Zapraszam!