 |
| Wigilijny stół |
Drugi wpis o rejsie musi, po prostu musi dotyczyć jedzenia. Francuski statek, załoga i klienci... te trzy elementy powodują, że kwestia tego co się je, urasta do rangi tematu numer 1 w rozmowach podczas rejsu.
Zresztą gdziekolwiek by się nie spotkało dwóch Francuzów, choćby na pustyni, to i tak po trzech minutach zaczną rozmawiać o jedzeniu. I prawdę mówiąc, chyba żaden cudzoziemiec nie będzie w stanie dobrze się zintegrować dopóki nie nauczy się rozmów o jedzeniu... :) no i o winach, ale to już wyższa szkoła jazdy :)
Są narody, które rozmawiają przy stole o polityce czy o sprawach zawodowych.
Nie we Francji!
Nawet na służbowych spotkaniach na czas posiłku należy zarzucić sprawy zawodowe i zostawić na boku negocjacje. Moment posiłku to rozejm, celebracja, prawdziwe misterium i tylko o jedzeniu i piciu wypada rozmawiać. Dopiero po kawie można wrócić do przerwanych potyczek słownych i dalej "pracować". Kto tego nie przestrzega, uważany jest za niewychowanego gbura.
Cóż więc dopiero w czasie urlopu? Urlop francuskiego "podróżnika" zależny jest w głównej mierze od jakości posiłków. Nieważne dokąd się wybrał i co zwiedzał. Na pytanie o udany urlop, co drugi Francuz zacznie najpierw mówić o restauracjach, jedzeniu (dobrym, złym, podłym) :) Dopiero potem wspomni o zwiedzaniu.
Tak to już jest, trzeba się do tego po prostu przyzwyczaić i moim zdaniem ma to swój urok...
A więc do dzieła: rejs odsłona druga, czyli co nam dawali jeść?
Śniadanie było w formie szwedzkiego stołu. Dania ciepłe i zimne, wędliny, jajka, kiełbaski, cudeńka na słodko i na słono. Rogaliki, bułeczki, wszystko prosto z pieca. Niejeden hotel 4* lub 5* nie może się poszczycić tak bogatym wyborem przy śniadaniowym stole. Każdy sobie nakładał ile chciał i wracał do swego stolika, by najeść się do woli.
Pierwsza kolacja była zupełnie zwyczajna. Tagliatelle z mięsem z indyka faszerowanym figami. Ciepłe i pożywne. Na przystawkę pasztet z królika z armaniakiem, a na deser ciasto morelowe.
***
Obiad w dniu wigilijnym również nie był jeszcze niczym specjalnym:
 |
"Program" posiłków na 24 grudnia: obiad zapowiedziany, ale menu kolacji wigilijnej pozostało owiane tajemnicą aż do wieczora.
|
 |
Jambon fumé paysan, czyli wiejska szynka wędzona |
 |
Danie rybne z powyższego menu o poetyckiej nazwie na trzy linijki:) |
 |
Crêpe Suzette (słodki naleśniczek z lodami i likierem pomarańczowym Grand Marnier) |
***
Na wieczór dopiero przygotowaliśmy się na prawdziwa ucztę i z rozmów pasażerów wynikało, że nie wyobrażają sobie po prostu tak ważnego posiłku bez wątróbek gęsich lub kaczych, czyli bez osławionego foie gras.
Mieli oczywiście rację:)
A oto menu kolacji wigilijnej:
 |
| Wigilijne menu |
 |
| Przystawka numer 1, czyli foie gras |
 |
Przystawka rybna z sosem z homara (inny obowiązkowy element świątecznych posiłków) |
 |
| Danie główne, czyli cielęcina |
 |
| Na deser mus z czerwonych owoców w kształcie kuli |
Po dwóch pierwszych przystawkach był jeszcze przerywnik, czyli sorbet z mocnym alkoholem (Klevener). Natomiast po mięsie, a przed deserem był też ser na rukoli. Byłam chyba już jednak mniej skoncentrowana, bo nie zrobiłam im portretów. Do każdego dania były oczywiście odpowiednie wina, wiec trudno było się "koncentrować" przez cały wieczór.
 |
| Życzenia wigilijne od Kapitana i załogi |
Po Wigilii większość osób poszła do kościoła w Boppard na pasterkę po niemiecku, o której wspominałam
tutaj.
*****
Dla Francuzów najważniejszym jednak posiłkiem świąt Bożego Narodzenia nie jest wcale nasza kolacja wigilijna, a przede wszystkim obiad w pierwszym dniu świąt.
Czekało więc na nas nowe wyzwanie kulinarne:)
 |
| Przystawka ze ślimakami |
 |
| Świeży powiew "sałatki" |
 |
Tradycyjny drób bożonarodzeniowy, czyli kapłon nadziewany kasztanami |
 |
| A na deser mój ulubiony crème brûlée |
Po tym posiłku pomyślałam, że nic już nie przełknę przez następne trzy dni....
***
A tymczasem czekał nas jeszcze Wieczór Kapitański, czyli galowa kolacja pożegnalna......
 |
| Zimna przystawka z łososia na początek... |
 |
| Rozpływająca się w ustach jagnięcina |
 |
Ser Maroilles (typowy dla północy Francji, bardzo mocny, aż śmierdzący) zapiekany w cieście francuskim |
 |
A na deser kawałek innej specjalności świątecznej : omlet norweski, czyli rolada lodowa z polewą z bezy i płonący, bo polany alkoholem |
 |
Pożegnanie Komendanta i podziękowanie dla CHEF'a, czyli głównego kucharza, którym był .... POLAK, Adam ! |
Musze przyznać, że poczułam się dumna, gdy zupełnie przypadkiem dowiedziałam się , iż główny kucharz, tak chwalony przez pasażerów okazał się być Polakiem!! No, no, no .... nie lada to sztuka gotować tak francuskie potrawy, by dogodzić rdzennym Francuzom. Polak Potrafi !!!
Brawo Panie Adamie!
*****
PS. Następnego dnia byłam już tak przejedzona, że po prostu zapomniałam fotografować co mam na talerzu... :) Też było bardzo dobre...
*****