Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wielkanoc. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Wyniki "małego" konkursu "Znajdź wielkanocne jajeczko"

Wyniki małego Konkursu na moim blogu!


Chodzi tu o wyniki "małego" konkursu na moim blogu w ramach akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko" (patrz wpis konkursowy TUTAJ)

Do wygrania były (jako jedna wygrana) :
1. Słownik obrazkowy polsko-francuski (sponsorem jest  PONS.PL)
2. Comment devenir Belge (sponsorem jest  autorka bloga Francuskie i inne notatki Niki, czyli JA)

Otrzymałam doprawdy wiele zgłoszeń z poprawna odpowiedzią, czyli słowem "jajecznica".

Dziś popołudniu został wyłoniony zwycięzca, a dokładniej zwyciężczyni (panowie też brali udział w konkursie, więc mógł być i zwycięzca).

Została nią Agnieszka Ł.    

Gratuluję:)) 

(Podaję pierwszą literę nazwiska, jako że było kilka uczestniczek o imieniu Agnieszka)




Ponieważ jednak poprawnych odpowiedzi i zgłoszeń było doprawdy bardzo dużo, postanowiłam ufundować trzy nagrody pocieszenia. Są to nagrody książkowe - niespodzianki związane oczywiście z językiem francuskim (niekoniecznie dotyczące nauki) lub z krajem francuskojęzycznym.

Pierwsza powędruje do Darii Z, a druga do Kasi R. (blog rymowanemysli.blogspot.com).

Trzecia - specjalna, bo za szybką reakcję i przysłanie pierwszego zgłoszenia zostanie przesłana do Magdy P. (blog madamefrenglish.blogspot.com)

Do wszystkich 4 osób wyślę maila z potwierdzeniem i prośbą o podanie dokładnego adresu, na który należy wysłać wygraną.


Wszystkim zaś wam bardzo dziękuję za udział w konkursie i mam nadzieję, że nasze wpisy wielkanocne przypadły wam do gustu.

                                                                                        Pozdrawiam
                                                                                        Nika








wtorek, 31 marca 2015

Jak Bractwo Katalońskich Mistrzów Czekolady w Roussillon świętuje Wielkanoc?



Mój dzisiejszy post powstał w ramach projektu 
Znajdź wielkanocne jajeczko, o którym wspominałam wam kilka dni temu we wpisie zatytułowanym "Wielkanocne zapowiedzi"

Tym razem znana wam już grupa blogerów językowych i kulturowych  postanowiła zająć się tematyką wielkanocną i z tej okazji zorganizować prawdziwy konkurs z prawdziwymi, bynajmniej nie - symbolicznymi nagrodami.

W akcji bierze udział aż dwadzieścia jeden blogów, a ich pełną listę i opisy znajdziecie  TUTAJ 

W każdym z opublikowanych 21 wpisów ukryte jest "zgniłe jajeczko", czyli jedno nielogicznie umiejscowione i niepasujące do reszty tekstu słowo. 

Wpisy publikowane są przez cztery dni od niedzieli 29 marca do środy 1 kwietnia. 

Termin wypełniania i przesyłania formularza  upływa
 5 kwietnia o 23h59 (czasu polskiego)

Dzięki temu macie kilka dodatkowych dni po opublikowaniu ostatnich wpisów  na ich spokojną lekturę i "polowanie na jajeczka".

Szanse na wygraną rosną wraz z ilością znalezionych "zgniłych jajeczek"

Formularz oraz dokładne zasady konkursowe znajdziecie TUTAJ

Zapoznajcie się z nimi zanim wypełnicie formularz. Nie ma możliwości edycji formularza, więc wypełnijcie go dopiero po publikacji wszystkich wpisów (przypominam, że ostatnie wpisy będą opublikowane w Prima Aprilis)

BARDZO WAŻNE :  nie umieszczajcie odpowiedzi w komentarzach pod wpisem!




Po tym nieco przydługim wstępie zapraszam do lektury wpisu:

------------------------------------------------------------------

Jak powstają tradycje? Oczywiście stopniowo. Najpierw ktoś coś wymyśli, potem pomysł jest okresowo powielany i nie wiadomo kiedy zaczynamy mówić o tradycji.

Tak też stało się z wielkanocnym święceniem czekoladowego dzwona w Katedrze Świętego Jana-Baptysty w Perpignan (francuski departament 66 - Pireneje Wschodnie, czyli Roussillon).


Najpierw jednak muszę zrobić małą językową dygresję na temat słowa "chocolatier", które według mnie trudno jest przetłumaczyć na polski jako cukiernik, jak to zaleca wiele słowników  Chciałoby się je po prostu spolszczyć jako czekoladnik (nie mylić ze słowem czeladnik:), ale na dzień dzisiejszy jest to jeszcze spolszczenie niepoprawne. Niemniej jednak powstają już i w Polsce wytwórnie luksusowych, artystycznych wręcz wyrobów czekoladowych i założę się, że za kilka lub kilkanaście lat słowo czekoladnik uznane będzie za poprawne. 

Cukiernik jest w stosunku do chocolatier określeniem zbyt ogólnym i dlatego w tytule użyłam zwrotu Mistrz Czekolady, jak niekiedy określa się cukierników-artystow specjalizujących się w produkcji oryginalnych wyrobów czekoladowych.


Wróćmy jednak do Perpignan. To właśnie w  Perpignan powstało około dwudziestu lat temu "Bractwo Katalońskich Mistrzów Czekolady w Roussillon" (Confrérie des Chocolatiers Catalans du Roussillon)

Należą do niego lokalni chocolatiers,  którzy postanowili się zrzeszyć, by promować swe lokalne wyroby i stawiać w ten sposób opór produkcji masowej zalegającej półki supermarketów.

Czekolada jest oczywiście ważnym elementem współczesnych obchodów wielkanocnych i Bractwo postanowiło  zrobić mieszkańcom Perpignan prezent w  postaci wielkiego czekoladowego dzwonu.

Aby podkreślić wagę wydarzenia, jajecznica święcona jest  w Katedrze, następnie procesja przechodzi krętymi średniowiecznymi uliczkami miasta, by zakończyć wędrówkę na Placu Republiki.

Tam odbywa się krótka ceremonia pasowania nowego (lub nowych) członków Bractwa, po czym czekoladowy dzwon zostaje uroczyście rozbity na drobne kawałki. Bracia częstują nimi mieszkańców Perpignan, a są wśród nich nie tylko dzieci.

Cała ceremonia w Katedrze, procesja ulicami Perpignan i ostatni etap na placu,  uzupełniają śpiewy katalońskiej grupy folklorystycznej w tradycyjnych strojach.

W 2015 czekoladowy dzwon ważył aż 30 kilogramów, a ja specjalnie czekałam na sobotnie popołudnie poprzedzające Niedzielę Palmową, by móc przygotować foto-reportaż na potrzeby tego wpisu.

28 marca 2015, po raz 19-ty już odbyło się poświęcenie czekoladowego dzwona w Katedrze w Perpignan.
Jeśli macie ochotę zobaczyć to wydarzenie w przyszłym roku, to zaplanujcie pobyt w Perpignan w sobotę poprzedzającą Niedzielę Palmową. Czekoladowy dzwon będzie tam po raz dwudziesty:)

Czy waszym zdaniem można to wydarzenie określić już mianem tradycji?



Uroczyste wejście do Katedry członków Bractwa niosących ogromny czekoladowy dzwon.


Tuż przed poświęceniem

Ksiądz Gregory Woimbée święci ofiarowany dzwon. Chwile przedtem wygłosił on mowę , w której podkreślił wagę pełnej pasji pracy Mistrzów Czekolady.
Z prawej chór z wioski Saint-André w tradycyjnych strojach katalońskich z Roussillon



Szpaler chóru przed opuszczeniem procesji z dzwonem już po poświęceniu

Uroczyste opuszczenie Katedry



Pierwsze łakocie zostały rozdane tuż po wyjściu z Katedry

Po wyjściu z Katedry...

Z lewej zabytkowy budynek, w którym mieści się merostwo Perpignan
(i przepiękna Sala Ślubów, którą znam z autopsji :))


Przejście krętymi uliczkami Perpignan, pamiętającymi Średniowiecze

Procesja na Placu Republiki



Nie mogło zabraknąć France 3, francuskiej telewizji,
 która prowadzi regionalne serwisy informacyjne 

Pasowanie na nowego członka Bractwa

Dyplom upamiętniający pasowanie nowego członka Bractwa


Nowy członek Bractwa uroczyście rozbija dzwon







------------------------------------------------------------------
Tak jak wspomnialam we wstepie do tego wpisu, oprocz trzech glownych nagrod za znalezienie jak najwiekszej ilosci jajeczek na wszystkich 21 blogach jest tez mniejsza nagroda ksiazkowa.

Nagroda Bloga Francuskie i inne notatki Niki za znalezienie "zgniłego jajeczka" (jednego) w powyższym tekście, zostanie przyznana według mego uznania 12 kwietnia wśród osób, które wyślą mail z poprawną odpowiedzią na adres 

notatkiniki@gmail.com   do 5 kwietnia (23h59 czasu polskiego).

W temacie proszę wpisać słowo stanowiące moje "jajeczko", a w treści wiadomości swe imię , mail kontaktowy i ewentualnie nazwę bloga, jeśli takowy prowadzicie.

Nagroda Bloga Francuskie i inne notatki Niki, której sponsorem jest wydawnictwo Pons, to 
Słownik Obrazkowy polsko-francuski




a od siebie dorzucę książkę z rysunkami, dzięki której dowiecie się jak zostac Belgiem :)

format A4




A na koniec przypominam o rabacie jaki oferuje wszystkim naszym czytelnikom Wydawnictwo Pons na czas trwania konkursu plus jeden dzień, bo do 6 kwietnia.

Jest on ważny nawet jeśli nie bierzecie udziału w konkursie, ale wytrwaliście w lekturze tego wpisu i dotarliście na sam jego koniec :)))

Korzystajcie więc jak najszybciej :)






Inne linki : 

Nocna procesja wielkanocna w Collioure w Pirenejach Wschodnich (departament 66 we Francji)

Roussillon w formie alfabetu

poniedziałek, 23 marca 2015

Wielkanocne zapowiedzi






Już za niecałe dwa tygodnie Wielkanoc, 

a za niecały tydzień - dokładnie 29 marca - rusza czterodniowa akcja 

"Znajdź wielkanocne jajeczko"


zorganizowana po raz pierwszy przez grupę "Blogi Językowe i Kulturowe", do której należę i które znacie z comiesięcznego cyklu  "W 80 blogów dookoła świata". 

Od niedawna istnieje nasz wspólny blog, który znajdziecie pod adresem 


i tam właśnie została szczegółowo zapowiedziana nasza akcja związana z Wielkanocą. 

Więcej możecie poczytać w pierwszym wpisie na blogu TUTAJ  

i nawet polubić fanpage naszego bloga na FB TUTAJ

Na czytelników czekają oczywiście nagrody. 


Mój wpis w ramach akcji "Znajdź wielkanocne jajeczko" pojawi się trzeciego dnia, 

czyli we wtorek 31 marca.

Zapraszamy serdecznie !


poniedziałek, 1 kwietnia 2013

Bunyetes - wielkanocna tradycja Roussillon

      Bunyetes - to tradycyjne ciastka katalońskiego pochodzenia, które w Roussillon pojawiają się w cukierniach i w domach jeden raz do roku - w okresie Wielkanocy. Z wyglądu przypominają coś jak ogromny faworek w kształcie sporego owalnego placka.


Wielkanocne Bunyetes z Roussillon
      Tradycyjnie robiono je "grupowo" w kilka osób, kilka rodzin lub po sąsiedzku.  W naszym "mas"(dom/ferma na wsi na południu Francji) robiono je przed laty w ilościach iście hurtowych. Cała wiejska uliczka potem się nimi objadała. Babcia mego małżonka była znana ze swych bunyetes i wiele rodzin robiło je w naszym sąsiedztwie na postawie jej przepisu jeszcze długo po jej śmierci. Dwa lata temu porwałam się po raz pierwszy na to ogromne przedsięwzięcie.  Z zeszłym roku byliśmy w podróży i nie było okazji. W tym roku robiliśmy więc drugą edycję wieczoru z bunyetes:)

       W przepisie po babci było między innymi ponad 30 jaj i 4,5 kilograma mąki. Mimo zmniejszenia proporcji o połowę, dwa lata temu i tak wyszła mi cała góra owych bunyetes. Sąsiadki, które dały mi przepis po babci , zgodnie osądziły, że nie wyszły najgorzej. Wyrabianie ciasta, rośnięcie i smażenie zabrało mi wtedy cały dzień.

       W tym roku jednak postanowiłam drastycznie zmniejszyć ilość końcową. W końcu tradycja tradycją, ale nie było sensu robić ilości jak na pułk wojska:)


Sięgnęłam też dla odmiany po przepis słynnej lokalnej znawczyni kuchni z naszego regionu Aspres (to ta część Roussillon gdzie mieszkamy) - Marithé MASO.



Jej przepisy pochodzą z sąsiedniej wioski Passa, skąd wywodzi się autorka i jej rodzina.

Oto składniki na bunyetes z Passa.
  • 1 kg mąki (i ewentualnie trochę więcej jeśli trzeba dosypać)
  • 6 jaj
  • 2 cytryny
  • 10 dkg cukru
  • 10 dkg masła
  • 0,5 łyżeczki soli
  • 2,5 dkg drożdży (świeżych, nie suszonych)
  • mała szklanka mleka (ok.150 ml)
  • 1 łyżka wody o aromacie kwiatu pomarańczy (można zastąpić olejkiem pomarańczowym)
  • 1 litr oleju słonecznikowego do smażenia


Do wyrobienia ciasta potrzebne jest spore naczynie. My mamy ogromna makutrę po babci.
Rozpuścić drożdże w ciepłym mleku. 
Rozpuścić masło w kąpieli wodnej (lub mikrofalówce:) 
Wsypać do makutry mąkę, startą skórkę z umytych cytryn, sól i cukier. Wymieszać i zrobić pośrodku dołek. 
Dodać rozbełtane jajka, mleko z drożdżami, rozpuszczone masło i wodę z aromatem kwiatu pomarańczy.
Ciasto wyrobić rękoma. Jeśli klei się za bardzo, to dosypać mąki.
Przykryć czystą ściereczką i odstawić na ok. 4 godziny do wyrośnięcia.

Gotowi, do startu, start !
Typowa dla tych okolic makutra po babci


Ciasto przed wyrośnięciem
rośnie, rośnie, rośnie... 4h

Az w końcu urosło..:)

Na stole kładziemy czyste białe prześcieradło (tak, my zrobiliśmy zgodnie z tradycją :). Pracowaliśmy nad tym w cztery osoby :)
Prześcieradło posypujemy mąką , wykładamy ciasto i kroimy na mniejsze kawałki. Z każdego kawałka wyrabiamy cienki placek rozciągając go jak ciasto na mini-pizzę rękoma lub na kolanie (oczywiście na czystej ściereczce. Niekiedy nie ma wyjścia i trzeba sobie dopomóc wałkiem, ale według tradycjonalistów to już jest pójście na łatwiznę  :)






W dużym głębokim naczyniu rozgrzewamy olej słonecznikowy. Ja użyłam swojej ogromnej misy do smażenia konfitur, ale można smażyć w dużej patelni). Po usmażeniu z obu stron należy je osuszyć kładąc na papierowych ręcznikach lub serwetkach.








Następnie posypać cukrem (zwykłym, nie cukrem-pudrem). 
Można też do ciasta dodać łyżkę miodu, żeby bunyetes były mniej kruche. Albo też pokropić gotowe już bunyetes słodkim winem Muscat de Rivesaltes (w tym samym celu). My akurat mamy swoje Muscat de Rivesaltes, więc nim właśnie pokropiliśmy gotowe już bunyetes. (W korku trzeba wyżłobić malutki rowek wzdłuż i zakorkować ponownie butelkę. Mamy wtedy butelkę-kropidło:)




W resztek ciasta robi się ludzika
zwanego "ninotte"


A oto efekt końcowy!





*****

Wczoraj było w południe wyjątkowo ciepło i tylko wiał lekki wiaterek. 
Zaryzykowaliśmy więc i  udało nam się zjeść nasze skromne śniadanie wielkanocne na tarasie. 


Wielkanocny stół na tarasie:)
Główne danie to omlet wielkanocny (przepis  kuchni regionalnej
z młodymi karczochami, młodą czerwoną cebulką, dzikimi szparagami i
katalońską wędliną  podobną do kaszanki, ale bez kaszy:).
Bunyetes widać u góry z lewej, a to zielsko pośrodku, to właśnie
dzikie szparagi ale dla ozdoby, bo te do jedzenia były w omlecie)
Lniane serwetki z pisankami oczywiście z Polski:)


Pierwszy posilek na zewnątrz od początku roku! 
A dziś juz padało przez cały dzień.
To chyba Pani Wiosna zrobiła nam Śmingus-dyngus...

Na koniec chciałabym wam pokazać zdjęcie dzikich szparagów zebranych na łonie natury przez małżonka i mych synów w sobotę popołudniu. Rano w niedzielę poszli raz jeszcze na spacer i nazbierali drugie tyle....

A koszyk jest spory, bo ma 26 cm x 36 cm

Takie dzikie, młode szparagi mają dużo witamin
i są bardziej aromatyczne niż te uprawne.
Zjada się tylko czubeczki 4-5 cm ugotowane na wodzie.
To rarytas, którego za tydzień czy dwa nie będzie
już można znaleźć w garrigue (tak nazywa się
tutejsza roślinność pełna krzaczorów i chaszczy)