Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slow life. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą slow life. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 3 kwietnia 2018

Dzikie szparagi


Dzikie szparagi – zielone oznaki wiosny

O zbieraniu grzybów, jagód czy poziomek słyszał chyba każdy z nas. Ale czy wiecie, że znane nam z półek sklepowych szparagi, można również znaleźć w wersji dzikiej na łonie natury ?

Kiedy kończy się zima, wystarczy nieco deszczu i słońca, by w kilka dni pojawiły się te wiosenne skarby. Oczywiście nie wszędzie. Najbardziej uprzywilejowane są pod tym względem regiony śródziemnomorskie, a szczególnie Hiszpania, rejony południowej Francji i Włochy. To właśnie tam można trafić na dziko rosnące szparagi, choć te uprawne, na przestrzeni wieków, dostosowały się także i do chłodniejszych klimatów o znaleźć je można w Niemczech, Belgii, Polsce czy w północnych regionach Francji (Ardeny, Alzacja)

Dzikie szparagi najczęściej pojawiają się w marcu i kwietniu, a przy sprzyjającej aurze, nawet w lutym. Stąd w niektórych przepisach na wiosenne potrawy spotkać można właśnie dzikie szparagi, podczas gdy sezon na zielone czy białe szparagi uprawne, zaczyna się często dopiero w maju.
 
Widok miejsca w Roussillon, gdzie co roku zbieram dzikie szparagi.


Jak rozpoznać dzikie szparagi ?

Aby stać się wprawnym zbieraczem dzikich szparagów, należy wybrać się do najbliższej kwiaciarni, aby przyjrzeć się dokładniej, jak wygląda asparagus używany jako ozdobnik do bukietów.

To tę właśnie roślinę należy odnaleźć w naturze, wśród poboczy lasów, na brzegach strumieni, koło winnic albo wąwozów.
Dziki szparag  nie jest bowiem niczym innym, jak młodym pędem asparagusa i tylko pod tą postacią jest jadalny. Dokładniej to tak zwany wypustek kłącza szparagu o łacińskiej nazwie Asparagus Acutifolius.

Dziki szparag jest roślinnym kameleonem. Kolorem upodabnia się do otaczającej go roślinności. Wśród bujnej zieleni jest również zielony, ale lubi też pogorzeliska i wówczas ma kolor fioletowo-brązowy.

Rośnie pojedynczo, ale gdy dojrzymy jednego, duże jest prawdopodobieństwo, że w promieniu paru metrów rośnie ich jeszcze kilka. Nie trzeba go obcinać, bo wiotki pęd daje się łatwo urwać. Należy jedynie uważać, by nie wyrwać go z ziemi z korzeniami. Wówczas będzie on nadal rósł i przekształci się w dorosły, sztywny i kłujący asparagus, a w kolejnym roku rozmnoży się ponownie.
 
Czasami trzeba mocno wytężyć wzrok, aby dojrzeć dzikiego szparaga. 

Sezon na dzikie szparagi jest bardzo krótki i na ogół jedynym sposobem na ich skosztowanie jest własny zbiór. Niekiedy można je spotkać na targowiskach, ale szybko znikają, gdyż ilości są znikome. Tymczasem amatorów nie brakuje, a znawcy twierdzą, że dzikie szparagi są bardzo aromatyczne, dużo bardziej niż zielone szparagi uprawne.

Zbierając trzymamy je w lewej dłoni, a gdy garść się zapełni, zawiązujemy nitką i robimy z nich pęczek.

Do konsumpcji nadaje się najdelikatniejsza końcówka granulowana i miękki kawałeczek łodygi. Szparagi dłuższe niż 20-25 są już łykowate i należy je skrócić.
 
Świeżo zebrane szparagi najlepiej wstawić do szklanki z woda jak bukiet kwiatów.
Tuz przed ugotowaniem obciąć kilkucentymetrowe czubki, które będą spożyte.
Resztę łodygi wyrzucamy.


Jak spożywać dzikie szparagi?

Szparagi gotuje się 4-5 minut na parze lub w gorącej, osolonej wodzie. Powinny być miękkie, ale lekko chrupiące, a nie rozgotowane.

Spożywane są często jako wykwintna przystawka z sosem winegret lub polane olejem sezamowym.
Cieszą się też ogromną popularnością jako główny dodatek do omletów. W Pirenejach Wschodnich na południu Francji, są jednym ze składników omletu wielkanocnego, przygotowywanego tradycyjnie w Poniedziałek Wielkanocny.

Według medycyny ludowej dzikie szparagi działają jak afrodyzjaki. Nie przeprowadzono jeszcze jednak żadnych badań naukowych,  które mogłyby to potwierdzić. Natomiast stwierdzono, że są one z całą pewnością moczopędne.

Ugotowane dzikie szparagi


Czy wiecie, że ….

·      Szparagi znane były już w starożytnym Egipcie.

·      Nazwa wywodzi się prawdopodobnie z języka greckiego. Theophraste (300 p.n.e.) wymienia roślinę zwana Asparagos, skąd powstała łacińską nazwa Asparagus,  a następnie nazwy takie jak asperge po francusku czy szparag po polsku.

·      Początkowo nazwa Asparagus dotyczyła ogólnie wszystkich młodych pędów roślin, dopiero  z czasem zaczęto jej używać do określenia młodych pędów szparagów z rodziny szparagowatych.

·      Szparagi uprawne (Asparagus Officinalis) białe i zielone są w zasadzie tymi samymi roślinami, a różni je jedynie metoda uprawy. Białe uprawiane są przysypane ziemią, bez dostępu światła, w przeciwieństwie do zielonych, uprawianych na powierzchni gleby.

·      Już Katon , 200 lat p.n.e. w swoim dziele o wiejskiej ekonomii opisywał metodę uprawy szparagów.

·      Rabelais wspomina również szparagi , jako jeden z przysmaków Gargantui.


Wydarzenia w 2018

·      Święto Szparaga (Fête de l’asperge) w alzackiej miejscowości Hoerdt – 13 maja 2018
·      Święto Szparaga (Fête de l’asperge) w akwitańskiej miejscowości Pontonx-sur-l’Adour – 1 maja 2018

·      Święto Szparaga (Fête de l’asperge) w akwitańskiej miejscowości Blayais – 28-29 kwietnia 2018
(wszystkie powyższe święta dotyczą szparagów hodowlanych)

A wy znacie jakieś święta związane ze szparagami?



       Jeśli chcesz przeczytać więcej na temat szparagów:



środa, 26 marca 2014

Déjeuner sur l’herbe czyli wiosenny piknik


Prawdopodobnie wszyscy (albo prawie wszyscy) znają obraz Moneta « Śniadanie na trawie » (Déjeuner sur l’herbe)

Claude Monet "Déjeuner sur l'herbe" 1865-66
(Musée d'Orsay, Paris)

A jeśli nie to może wcześniejszą wersję Maneta, która wywołała ogromny na owe czasy skandal...


Edouard Manet "Le déjeuner sur l'herbe" 1863
(Musée d'Orsay, Paris) 

Dziś nie chciałam jednak pisać o malarstwie. 
Zwyczajnie i po prostu zainicjowałam dziś brukselski sezon piknikowy.
Innymi słowy po raz pierwszy wybrałam się dziś do parku w czasie przerwy obiadowej aby w słońcu spożyć przyniesiony z domu posiłek.

Do tytułowego "Déjeuner sur l’herbe" trawy wprawdzie nie brakowało,  ale jakoś nie odważyłam się jeszcze na niej tak po prostu usiąść  bo mimo pięknego słońca  temperatura była prawdziwie marcowa (10°C). Nie mówiąc już o tym, że nikt się nie rwał by nago sobie hasać bo jakiejkolwiek trawie :) Tym bardziej, że skończyłoby się to na komisariacie .)





Byli jednak już pierwsi odważni « wysiadywacze trawników », choć prawdę mówiąc można było ich policzyć na palcach dwóch rąk.




Większość miłośników piknikowania poza biurem grzecznie siedziała sobie na lewaczkach.
  Ja też znalazłam sobie miejsce na jednej z nich i wyciągnęłam sobie mój lunch box (trochę ładniej i bardziej "światowo"  to brzmi niż określenie wałówka czy suchy prowiant J, nieprawdaż ?)

Dziś smażona wątróbka drobiowa z sałata i kiełkami
(w słoiczku oliwa z octem balsamicznym).
Jabłko na deser. 



Dookoła kręciły się kaczki i gęsi i aż dziw, że nie podchodziły po jedzenie. 
No….  na zagłodzone nie wyglądały. Pewnie wszyscy je podkarmiają J



I tak oto po raz drugi już  w tym roku spożyłam południowy posiłek na łonie natury (pierwszy raz był w Strasbourgu parę tygodni temu podczas fali temperatur oscylujących wokół 20 stopni, ale aktualnie to już tylko wspomnienie)…




A czy wam udało się już urządzić sobie jakiś piknik tej wiosny ?


czwartek, 22 sierpnia 2013

Na rybach, czyli poranna wyprawa nad rzekę Tech koło miasteczka Le Boulou

      Pobudkę mieliśmy dziś o szóstej rano :)

     Jeden ze znajomych w naszej Południowej Arkadii jest zapalonym wędkarzem i zaproponował, że zabierze moich chłopców (bratanka i syna) na ryby nad rzekę Tech (nieopodal miasteczka Le Boulou).
     Chłopcy trochę żartowali, że lepiej się w ogóle nie kłaść, niż tak wcześnie wstawać, ale jakoś dotarło do nich, że na ryby trzeba wcześnie wstać wyśpiwszy się jednak trochę :)
     No cóż, nastolatki maja to do siebie, że do skowronków raczej nie należą :)

     Rano punkt szósta obudziłam ich więc i już po parunastu minutach małżonek wyruszył z nimi ku domowi naszego  Wędkarskiego Instruktora.

    Po jakiejś godzinie wrócił sam (naturalnie małżonek, a nie Instruktor) , przygotowaliśmy piknik na śniadanie i ruszyliśmy do nich nad rzekę.


Poranki bywają różne, czasem góry lubią okryć się białą mgiełką :)
Tu widok na wpadające do Morza Śródziemnego pasmo pirenejskie Albères

Co minutę inny widok : tu Albères z prawej i słońce wschodzące nad morzem

Złote promienie słońca odbijają się w Morzu Śródziemnym ...

Lubię patrzeć na góry i ich różne odcienie szarości ...


Droga do naszych wędkarzy nie należy do najłatwiejszych.
Zwykły samochód tam nie dojedzie.
 Potrzebna terenówka (albo własne nogi)

Gdy do nich dotarliśmy, okazało się ze maja już sporo drobnych rybek na tzw. friture

Początek połowu

Nauka Cierpliwości (przez duże C)
Przynęta. Żywa :)
Na początku chłopcy brzydzili się TEGO dotknąć i Instruktor Wędkarski musiał im szykować każdy "kęs" przynęty.
  Z czasem jednak jeden, a nieco później i drugi, przemogli się i nawet żartowali   jaki kolor przynęty jest bardziej skuteczny

      Aż nagle zorientowaliśmy się , że kilka godzin minęło jak z bicza strzelił. 
    Między "śniadaniem na trawie" , łowieniem ryb ,  ich zdejmowaniem z haczyka (tu do końca młodzież odmówiła współpracy i już nawet ja sobie przypomniałam jak się to robi), i zakładaniem nowej przynęty, czas minął niepostrzeżenie i słońce świeciło coraz silniej. Pora więc była zakończyć ten pierwszy wypad na ryby naszych chłopców. 

A oto połów naszych młodych wędkarzy. Niestety jeśli chodzi o patroszenie ryb, to odmówili kategorycznie jakiejkolwiek współpracy, ryzykując nawet niedopuszczenie do degustacji gotowego produktu.
Nie miałam na kogo zrzucić, tego "miłego" obowiązku, bo małżonek solidaryzował sie z młodymi.
Przyszło mi więc wypatroszyć całość własnymi rękoma (no, w rękawiczkach oczywiście), czym zyskałam sobie ich szczery podziw (mam nadzieję) ...
Ja tego patroszenia też nie lubię, ale trudno, jakos wytrzymałam te próbę siły charakteru:)

Ta największa rybka to dziki karp rzeczny złowiony przez mojego syna, z czego był bardzo dumny:)

Smażenie "friture" w głębokim oleju poszło już błyskawicznie...




Błyskawicznie poszło też jedzenie usmażonych rybek z aïoli, w czym żaden z panów współpracy już nie odmawiał :)

Umówiliśmy się, że w przyszłym tygodniu chłopcy wybiorą się ponownie na naukę wędkowania z naszym Instruktorem Wędkarskim.
Tym razem będą próbowali złapać parę większych karpi rzecznych (dzikich, a nie hodowlanych).
--------------------
Niech żyje slow life :))), czyli żyjmy wolniej kiedy tylko się da.