Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogi Językowe i Kulturowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Blogi Językowe i Kulturowe. Pokaż wszystkie posty

środa, 19 września 2018

Brusseleer - kilka słów po brukselsku



     Jak każdego roku, po raz czwarty blogerzy językowi i kulturowi organizują Miesiąc Języków  celem uczczenia Europejskiego Dnia Języków obchodzonego 26 wrzesnia. 

    W edycji 2018 każdego ranka od początku miesiąca ukazują się na naszych blogach wpisy związane z językami mniejszosci , z dialektami i gwarami. Pełen harmonogram wpisów znajdziecie na naszym wspólnym blogu grupy w artykule wprowadzajacym (LINK TUTAJ)

    Wczoraj, czyli 18 wrzesnia swój wpis o Younnanie opublikowała nasza koleżanka z Chin, Mały Biały Tajfun (LINK TUTAJ).
     Dziś przyszła moja kolej, a jutro zapraszam was do mej koleżanki "po fachu" piszącej o języku francuskim na blogu Demain viens avec tes parents (LINK TUTAJ)


O brukselskim slow kilka

   Na ogół piszę o Francji i języku francuskim, ale przebywając regularnie od ośmiu lat w Brukseli, nie mogłam nie zauważyć, że język brukselski jest specyficzny i czasem niezrozumiały dla osób uczących się języka francuskiego.

   Jak zapewne wiecie w Belgii obowiązują trzy języki urzędowe. Tak trzy, a nie dwa, jak często ludzie myślą. I pisząc o trzecim języku nie mam wcale na myśli angielskiego, który jest w tym kraju wszechobecny na każdym kroku. 
   Z grubsza biorąc można powiedzieć, że Flandria mówi po niderlandzku; Walonia po francusku (w wersji belgijskiej), ale jest również mała część Belgii w pobliżu Niemiec, gdzie mówi się właśnie po niemiecku, choć nie jest to osobny, niezależny region. Tak więc mamy trzy języki urzędowe w Królestwie Belgii. 

Uwaga: paranteza!


I tu pozwolę sobie przy okazji na małą parantezę, bo rzadko który kraj ma tyle nazw (No, może  jeszcze Szwajcaria:) 

Królestwo Belgii to :
- po niderlandzku   Koninkrijk België
- po francusku         Royaume de Belgique
- po niemiecku         Königreich Belgien


Trzy regiony Belgii

   Belgia ma trzy regiony administracyjne: Region Flamandzki, Region Waloński i Region Stołeczny Brukseli. Każdy z nich ma własną władzę ustawodawcza, czyli Rade Regionalna. Ale nie o administracji jest tu mowa, lecz o językach. 

W Regionie Flamandzkim mowi się po nidzerlandzku. W Regionie Walońskim po francusku. 
A jak mówi się w Regionie Stołecznym Brukseli? 

Czy Bruksela ma swoj wlasny jezyk?

   Brukselski melting pot dziesiątek reprezentowanych tam narodowości powoduje, że językiem chyba najbardziej używanym w Brukseli będzie angielski (oczywiście obok francuskiego). Niemniej jednak istnieje jeszcze, coraz mniejsza liczba jej rdzennych mieszkańców, używająca lokalnego dialektu brusseleer

   Brusseleer po niderlandzku oznaczało po prostu mieszkańca Brukseli. Z czasem określano tak typową gwarę brukselska. 

    Skąd się ona wzięła? 
  Dawno, dawno temu.... No, może nie aż tak dawno, ale w każdym razie przed powstaniem Krolestwa Belgii w 1830 roku w wyniku rewolucji belgijskiej skierowanej przeciwko dominacji niderlandzkiej.
   W tamtym czasie w niewielkim prowincjonalnym mieście, jakim była wówczas jeszcze Bruksela, używano brabanckiego dialektu niderlandzkiego. Stopniowo, jako stolica Belgii, Bruksela zaczęła  używać coraz częściej języka francuskiego jako, że był to język oficjalny. Arystokracja i burżuazja mówiła po francusku i na przestrzeni kolejnego stulecia stopniowo francuski "zszedł" do poziomu mas klas popularnych. 

   W Brukseli ludzie prości zaczęli coraz więcej używać słówek francuskich do swego języka codziennego, aż w pewnym momencie okazało się, że dialekt brukselski coraz bardziej przypomina język francuski z wieloma elementami flamandzkimi.

Wszechobecny sufiks -ke

   Jeśli chcecie zrobić wrażenie mówiąc po francusku do kogoś w Brukseli, to dodajcie np. do imienia sufiks -ke. 
   I tak na przykład można do imienia Susanne dodać -ke i powstanie brukselska wersja Susanneke, która w mym mniemaniu ma odcień nieco pieszczotliwy, ale może to tylko ja tak to odbieram.

   Ten sam sufiks można dodać do francuskich słów syn, czy córka, filske i filleke. I w zasadzie do wszystkich słów francuskich:)

Zinneke

   Ciekawe jest np słówko Zinneke, oznaczające po brukselsku kundla. Zinne, to brukselska wersja francuskiej nazwy rzeki przepływającej przez Brukselę (Senne).  Gdy w okolicach rzeki rozpleniły sie szczury, mieszkańcy miasta walczyli z nimi przy pomocy psów. Psy rozmnożyły się z kolei ponad miarę i na dodatek wszystkie rasy popełniały mezaliansy, dając początek skundlonym ulicznym psim dynastiom. Niewdzięczni Brukselczycy zaczęli więc walczyć z psią plagą i topić szczeniaki w rzece Sennie. Od tamtej pory rzekę zasypano, a raczej zabudowano, bo gdzieś tam sobie podobno płynie pod ziemią; ale brukselska nazwa Zinneke weszła do codziennego języka, jako termin oznaczający mieszańca.

    Jest w Brukseli nawet rzeźba sikającego psa, nazywana oczywiście Zinneke. Jak wiecie symbole brukselskie zawsze sikają. Jest słynny Sikający Chłopiec (Manneken Pis), jest Sikająca Dziewczynka (nieco mniej sławna Jeanneke Pis), więc jest i sikający piesek Zinneke.


Nazwy własne w Brukseli

   Często brukselskie dzielnice czy ulice mają nazwy nie tylko francuskie czy niderlandzkie, ale i brusseleer. Na niektórych ulicach w centrum miasta zobaczycie nawet potrójne tablice z nazwą na rogu ulicy.

   Na przykład ja przebywając w Brukseli mieszkam w dzielnicy Woluwe (tak brzmi nazwa i frankofońska i niderlandzkojęzyczna mej dzielnicy), ale  po brukselsku brzmi to Weuile.

   Inna dzielnica stołecznej Brukseli Jette (fr+nl), po brukselski nazywa się Yet, a Stary Rynek czyli Vieux Marché (fr), to po brukselsku Den  Met' (zaś po niderlandzku Oude Markt).

   Tak więc nie ma łatwo. Gdy się naprawdę wsłuchać w dialekt, jakim mówią niektórzy starsi, rdzenni mieszkańcy Brukseli, to nie zawsze łatwo jest od razu załapać o czym jest mowa.

Gdzie posłuchać dialektu brukselskiego?

   Oczywiście na mieście. Ale jeśli jesteście akurat daleko, a chcecie posłuchać jak brzmi melodia brusseleer, to najprościej będzie obejrzeć nagrania dwóch sztandarowych dziel teatru popularnego początku XX wieku, które sa wznawiane regularnie.

   Jedna z nich to "Le Mariage de Mademoiselle Beulemans" (Ślub Panny Beulemans), a druga to "Bossemanns et Coppennolle". W obu tych sztukach wyrażenia brusseleer są obecne i znając francuski spokojnie domyślicie się z kontekstu, co one oznaczają.
   Pozostawiam więc was z linkami do fragmentów obu sztuk, które polecam obejrzeć z czystej ciekawości w wolnej chwili.

Urywki 



Oto kultowa scena ze sztuki "Bossemans et Coppenolle", w której Madame Chapeau (Pani Kapeluszowa) obrusza się nazwana tak przez sprzedawcę i wyjaśnia kto jej nadał takie przezwisko: 
« ça est les crapuleux de ma strotje qui m'ont appelée comme ça parce que je suis trop distinguée pour sortir en cheveux ! »




A oto w całości, ostatnia, telewizyjna wersja sztuki "Ślub Panny Beulemans" (2014)



A oto zwiastun sztuki "Bossemans et Coppenolle" z 2015, 
którą miałam okazjê obejrzeć na żywo (w teatrze)
z dwoma najlepszym aktualnie aktorami teatrów brukselskich.





A na koniec krœtki skecz o tym jak się dogaduje Walończyk z Brukselczykiem:)
Powodzenia!

niedziela, 25 lutego 2018

Poulet Marengo, czyli kurczak à la Marengo - historia i przepis



Bitwa Marengo, obraz namalowany przez Louis-Fraçois Lejeune

   Nieczęsto możemy określić - z dokładnością co do dnia - datę powstania jakiegoś historycznego przepisu. Chyba, że ... powstał on w dniu wielkiej bitwy pod Marengo, decydującej bitwy w drugiej kampanii włoskiej, po której Francja ustaliła ostatecznie swą naturalną zachodnią granicę na Renie i dominację we Włoszech.
   Tego dnia nie tylko Francuzi wygrali bitwę w małej włoskiej wiosce Spinetta Marengo na północ od Genui i na zachód od Alexandrii, ale narodził się również przepis na kurczaka Marengo istniejący do dziś w wielu wersjach.

   Bonaparte nie był wielkim smakoszem, ale miewał swoje kaprysy zwycięzcy i wówczas musiał wrzucić coś konkretnego na ząb i to jak najszybciej. W życiu codziennym poświęcał mało czasu na posiłki. Szkoda mu było tracić czas na takie głupstwa, więc nawet 20 minut przy stole było dla niego wielkim poświęceniem.

14 czerwca 1800

   Mało brakowało, a  Dunand, kucharz pierwszego Konsula, odszedłby w zapomnienie, nie mając okazji stworzyć żadnego słynnego przepisu.

General Louis Charles Antoine Desaix,
portret Andrea Appiani
   9 listopada 1799 (18 brumaire an VIII według kalendarza rewolucyjnego) - Bonaparte na drodze zamachu stanu przejmuje władzę w kraju. Ale nie dane mu jako Konsulowi zająć się sprawami wewnętrznymi kraju, bo już w maju następnego roku przyjdzie moment, by zmierzyć się z siłami wojsk austriackich, które były już niedaleko Renu i we Włoszech.
   Rusza więc do walki. Nie będę tu teraz opisywać całej kampanii i tego jak doszło do bitwy, bo nie to było istotne dla powstania przepisu.

   Natomiast ważne okazało się, że Bonaparte popełnił kilka błędów rozdzielając swe siły na północy Włoch, a w konsekwencji w pewnym momencie, znalazł się wobec przeważających sił austriackiego generała Michaela von Melasa. 45 tysięcy żołnierzy austriackich (i 100 dział) atakuje 23 tysiące żołnierzy francuskich (dysponujących 15 działami)
   Bitwa pod Marengo rozpoczyna się o 6 rano, a o 14-ej jest już przegrana. Gońcy ruszają do Wiednia i do Paryża.
   Pojawia się odesłany dzień wcześniej do Novi z dwiema dywizjami i zawrócony z drogi, generał Desaix. To on stwierdza, że bitwa jest wprawdzie przegrana, ale nie jest za późno, bo można jeszcze wygrac druga bitwę tegoż dnia.

   To Deasaix byłby prawdziwym triumfatorem tej bitwy gdyby nie fakt, że został w niej zabity. Bonaparte wydaje się niepocieszony i płacze nad jego zwłokami, ale zaraz potem posyła do Paryża ludzi z wiadomościami o triumfie armii francuskich.

   Tak ciężki dzień, pełen dramatycznych zwrotów akcji, wielu zabitych i euforii zwycięstwa, trzeba w końcu uczcić jakimś posiłkiem.
Generał Bonaparte jest głodny. Jego kucharz Dunan (Dunand wedlug niektórych źródeł) chce się wykazać. Teraz on rusza do dzieła.

Nazwisko generała Desaix widnieje na Łuku Triumfalnym w Paryżu
(na zdjęciu trzecie od dołu)
(Fot. Nika Vigo)


"Narodziny" kurczaka marengo 

   Tylko co zrobić, gdy wozy z prowiantem zostały przechwycone przez Austriaków i brak masła? Trzeba zadowolić sie lokalną oliwą. Dla zwycięzcy porządny, tłusty kurczak będzie odpowiednim posiłkiem, ale co  do niego? Dunan rozsyła ludzi po okolicy, nakazując przywieźć wszystko, co się nada do zjedzenia. Jeden wrócił z pomidorami (dużo bardziej rozpowszechnionymi już wówczas we Włoszech niż we Francji), drugi z rakami z pobliskich rzek, trzeci z jajkami, a inni z białym winem, czosnkiem i pieczywem. Oczywiście nie znamy szczegółów "działań kuchennych" tego dnia, bo historycy zajmują się raczej militarnymi aspektami bitwy.

   Podaję informacje za Jean Vitaux*, lekarzem gastroenterologiem, historykiem gastromomii i autorem kilku ciekawych książek o tej tematyce.

   Tak więc ponoć Dunan rozpłatał kurczaka szablą na ćwiartki, zrumienił na oliwie, dodał sól, pieprz, czosnek, białe wino, raki i pomidory i udusił wszystko razem. Następnie usmażył jajka i podał na kawałkach chleba jako dodatek (według niektórych źródeł dodał także grzyby, a dokładniej smardze)


Marengo - symbol sukcesu 

   Kurczak przygotowany z fantazją naprędce przez Dunana, zasmakował Bonapartemu, a że kojarzył mu się ze zwycięstwem, to kazał go ponoć przygotowywać przed każdą ważniejszą walką. Według jednej z legend, był ponoć na tyle przesądny, że bardzo się zezłościł, gdy kiedyś kucharz przygotował kurczaka marengo bez raków. Żeby przynieść zwycięstwo kurczak miał być przygotowany dokładnie tak, jak pod Marengo.

   Od tamtej pory przepis upowszechnił się jako prosty w przygotowaniu. Z czasem raki zostały zastąpione grzybami leśnymi, bo nie każdy szykuje się do bitwy. Grzyby leśne zastąpiono pieczarkami. Czasem do sosu dodaje się trochę koniaku.

   Nawet w pewnym momencie zastąpiono kurczaka cielęciną i stąd wzięło się danie zwane veax marengo (cielęcina marengo).

   W naszych czasach poulet marengo jest jedną ze sztandarowych potraw przygotowywanych na przeróżnych piknikach, biwakach czy kolacjach napoleońskich.

   Poniżej podaję wam jedną z wersji przepisu, którą ja sama przygotowuję w domu od czasu do czasu. Jest to danie o tyle wygodne, że można je przygotować zawczasu i tylko odgrzać przed podaniem.

Smacznego!

Składniki do kurczaka marengo (fot. Nika Vigo)


Poulet Marengo - Kurczak (à la) Marengo 
prosta wersja współczesna 

Składniki:
  • 1 kurczak średniej wielkości pokrojony na ćwiartki, lub cztery udka
  • 3-4 łyżki oliwy
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 10 szalotek, obranych i pokrojonych w piórka (lub 2 duże cebule)
  • 3 ząbki czosnku, pokrojone w małe kawałki
  • 0,3 l bulionu z kury lub warzywnego
  • 20 dkg małych pieczarek pokrojonych w plasterki 
  • szklanka pomidorów w kawałkach (bez skórki) lub pomidorów z puszki
  • 0,2 l białego wytrawnego wina
  • sól, pieprz, natka pietruszki do dekoracji
  • opcjonalnie : świeże lub mrożone raki

Przygotowanie:
  1. Kawałki kurczaka posól i popieprz 
  2. Na patelni rozgrzej masło z oliwą i włóż kawałki kurczaka, by zrumienić je z obu stron 
  3. Następnie przełóż kurczaka do garnka
  4. Na pozostałym na patelni tłuszczu zrumień szalotki i czosnek. Przełóż do garnka
  5. Wlej do garnka bulion, białe wino i pomidory. Posól i popieprz
  6. Zamieszaj zawartość garnka i duś pod przykryciem przez około 60 minut.
  7. Na patelni podsmaż pieczarki i dodaj do garnka po 30 minutach, czyli w połowie duszenia.
  8. Jeżeli dodajesz raki, to zrób to po około 45 minutach od początku gotowania.
  9. Już na talerzu udekoruj natką pietruszki

Obecnie danie podaje się najczęściej z białym ryżem, ale każdy ryż do niego pasuje. Ja bardzo lubię włoski ryż Nero, który jest czarny, ale do tego dania pasuje wyśmienicie.



Kurczak marengo (fot. Nika Vigo)

****************

Powyższy wpis powstał w ramach akcji w 80 blogów dookoła świata N° 47
Zapraszamy w imieniu Blogerów Kulturowych i Językowych do lektury wpisów naszych członków biorących udział w tej edycji.

Chiny

Biały Mały Tajfun - Yunnańska szynka
  

Francja

Demain,viens avec tes parents - Najpiękniejszy owoc Lotaryngii



Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Morze w gębie, czyli jak podawać i jeść ostrygi










Gruzja



Gruzja okiem nieobiektywnym - Nie ma Gruzji bez chaczapuri




Hiszpania







Irlandia

W Krainie Deszczowców - Tradycyjny niedzielny obiad irlandzki


Japonia


Kirgistan




Niemcy:

Niemiecki w domu - Znane potrawy niemieckie



Norwegia:

Norwegolożka – Kanapkomania



 

Rosja:
Dagatlumaczy - Blin!

Szwecja


Turcja

Turcja okiem nieobiektywnym - Gözleme - placki cieńsze od naleśników


Wielka Brytania







Włochy




Różne kraje



* Jean Vitaux - "Les petits plats de l'histoire"

wtorek, 25 lipca 2017

Apéritif po francusku


Wiecie czym jest we Francji "apéritif", nazywany potocznie i wręcz czule "apéro"? To prawdziwa instytucja, bez której życie towarzyskie byłoby bardzo ubogie. Cudzoziemcy uznają często apéritif za symbol francuskiego stylu życia. Ponoć 90 % Francuzów przyznaje się do celebrowania momentu zwanego apéro przynajmniej raz w tygodniu.


Skąd się wzięła nazwa apéritif?

"Aperire" po łacinie oznacza "otworzyć", stąd pochodzi francuska nazwa napójów apéritif, mających na celu "otwarcie", a dokładniej zaostrzenie apetytu. Już za czasów rzymskich pito pewne rodzaje win, które miały ułatwić strawienie jedzonego zaraz potem posiłku. Podejrzewam, że włoskie słowo aperitivo ma podobną etymologię.
Często napoje te miały charakter lekarstwa, które z czasem stawało się napojem ogólniej dostępnym.


Kto rozpowszechnił apéritif, czyli historia pana Dubonnet

Picie apéritifu przed posiłkiem w takiej formie, jak robimy to obecnie, wymyślił w połowie XIX wieku francuski chemik Joseph Dubonnet, który opracował w 1846 roku mieszankę wina i chininy dla francuskich żołnierzy Legii Cudzoziemskiej,  by ich chronić przed malarią podczas wypraw w Afryce Północnej.
Trochę to było niesmaczne, więc dodał przypraw, aby poprawić smak.
I wszystko pewnie na tym by się skończyło gdyby nie małżonka pana Dubonnet, która wpadła na pomysł poczęstowania swych paryskich gości ową mieszanką w oczekiwaniu na podanie kolacji. Napój przypadł im do gustu i stopniowo stał się bardzo popularny. Apéritif o nazwie Dubonnet produkowany jest po dziś dzień.

Reklama Dubonnet z 1895 roku;
 Autor Jules Cheret

czwartek, 25 maja 2017

Najukochańsza ofiara francuskich dowcipów


     W ramach majowej edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" zajmujemy się dziś kwestią dowcipów i humoru.

   Wiecie może z czego, a raczej z kogo najczęściej śmieją się Francuzi? Pod tym względem nie są oryginalni, bo najczęściej śmieją się z polityków, kobiet (szczególnie blondynek) i sąsiadów (przede wszystkim z Belgów)

    Ponieważ jak wiecie moje życie toczy się na osi Francja - Belgia, postanowiłam przyjrzeć się bliżej  francuskim dowcipom o Belgach.

    "Kto się czubi ten się lubi" - to stwierdzenie odnosi się również i do relacji francusko-belgijskich.

    Francuzi podchodzą w swych dowcipach z wielką pobłażliwością do swych północnych sąsiadów i pomimo wyraźnej sympatii, często dowcipkują na temat swych "kuzynów". Co należy podkreślić, to najwięcej dowcipów krąży chyba o mężczyznach, a nie o kobietach. Taka to francuska kurtuazja. Tak więc dowcipy są o Belgach, a nie o Belgijkach.

piątek, 25 listopada 2016

Od Navarro do Renoir

    Żyjemy w świecie seriali. Można je zobaczyć w telewizji państwowej i na prywatnych kanałach. W każdej chwili możemy sobie je obejrzeć w sieci. Tak jest chyba nie tylko w Europie, ale na całym świecie. Tak jest również i we Francji. Przez lata dominowały seriale amerykańskie, a te francuskie były traktowane nieco po macoszemu. Dla aktorów prawdziwą sławą była gra w filmach, a nie w serialach.  Z czasem jednak, moim zdaniem począwszy od lat 70-tych, seriale francuskie zaczęły zdobywać sobie zwolenników wśród rodzimej widowni. 
Dziś chciałabym się skupić jedynie na tych sensacyjno-kryminalnych. 

   Któż nie pamięta uroczych, nieco naiwnych bohaterów, jak Arsenie Lupin, Vidoque, Maigret czy  Brygady Tygrysa? Byli oni popularni nawet poza granicami Francji i pozwolili aktorom nobilitować nieco rangę seriali telewizyjnych.

   Jednakże uważam, że prawdziwie kultowym serialem kryminalnym ery "współczesnej" okazał się dopiero "Navarro". 
Serial ten miał w sumie aż 108 półtoragodzinnych odcinków, z których każdy opowiadał osobne śledztwo, niezależne od odcinków przed i po. Serial ten wyświetlano na prywatnej stacji TF1 przez 19 sezonów od 1989 do 2007. Oczywiście od tamtej pory powtarzano go co jakiś czas na rożnych kanałach.




   Rolę główną grał nieżyjący już aktor Roger Hanin (przy okazji szwagier Prezydenta Mitteranda, ich żony były siostrami). Bohaterem serialu, którego akcja rozgrywa się w Paryżu, jest Komisarz Antoine Navarro. Podwładni nazywają go "Patron" (Szef), a swój komisariat "usine" (fabryka) Navarro żyje samotnie, wychowując córkę Yolande, która z czasem zostaje adwokatem.
Navarro jest dostojny, opanowany i nie przypominam sobie, żeby w ktorym z odcinków choćby podbiegł (choć na pewno nie widziałam wszystkich). Od tego ma swych podwładnych.  On sam tylko zarządza, budząc u wszystkich respekt.

   Jako ciekawostkę dodam, że bydynek udający komisariat, gdzie pracuje Navarro ze swymi ludźmi, to w rzeczywistosci jedna z bram Szpitala Saint-Louis w 10-ej dzielnicy Paryża.
Natomiast knajpka "Café de Ginou", gdzie filmowi policjanci chętnie jadają posiłki i popijają kawę, to w rzeczywistosci "Café de l'Epoque" w pierwszej dzielnicy Paryża. Możecie się tam spokojnie wybrać na kawę i poczuć jak w filmie.


Café de l'Epoque, gdzie nagrywano wiele scen serialu Navarro
2, rue Bouloi, Paryż , 1-sza dzielnica tuz obok wejścia do pasażu Véro-Dodat
Fot. Nika styczeń 2015

   W sumie jest to świetny serial dla osób uczących się języka, a jeszcze ciekawszy dla ludzi pragnących poznać realia paryskie tamtych lat.

   Po tak wielkim sukcesie trudno było od razu zadowolić widzów jakimś innym serialem kryminalnym. 

    A tych nie brakowało.  Pojawiły się miniseriale, gdzie na rozwiązanie zagadki należało poczekać do końca. Czas trwania odcinków z czasem skrocono do 50-60 minut, ale za to często wyświetlane były (i są) dwa lub nawet trzy jednego wieczora.
Widzowie zaczęli oczekiwać dobrych scenaruszy, dobrych i wiarygodnych aktorów oraz bardziej ludzkich postaci. 
W serialach pojawiły się w głównych rolach policjantki, sędziny i adwokatki. Bohaterowie i bohaterki mieli swe kłopoty i rozterki. Nic nie było już tak czyste i przejrzyste, dobre lub złe, jak to bywało w filmach o Navarro.

    Oto kilka tytułów seriali wybranych spośród kilkudziesięciu, o jakich słyszałam, lub które oglądałam (oczywiście nie sposób ich wszystkich obejrzeć, a przynajmniej ja nie miałam na to nigdy czasu).


  • Alice Nevers, le juge est une femme (2002)
  • P.J. (1997) - PJ to skrot od Police Judiciere
  • Comissaire Laviolette (2006)
  • Commisaire Cordier (2005)
  • Julie Lescaut (1992)
  • Une femme d'honneur (1996)
  • Commisariat Bastille (2001)
  • Les boeuf-carottes (1994) - tak określa się potocznie policję policji
  • Femmes de loi (2000)
  • Les Cordier, juge et flic (1992)
  • Boulevard du Palais (1999)
  • Brigade spéciale (1999)
  • Quai N°1 (1992)
  • Le sang de la vigne (2011)


   I tak można by wymieniać jeszcze długo. 

   Na zakończenie jednak chciałabym was zachęcić do obejrzenia serialu "Candice Renoir" (2013). 
Dlaczego akurat wybrałam właśnie ten? 

Bo jeśli obejrzycie sobie odcinek o Navarro, a potem odcinek o Renoir, to od razu zauważycie jak zmienił się francuski serial kryminalny na przestrzeni trzydziestu ostatnich lat.




   Candice jest matką czworga dzieci i wraca do pracy w policji po dziesięciu latach urlopu i po rozwodzie z małżonkiem, dla którego opuściła policyjne szeregi. Wraca na swe stanowisko komendanta i ma nieco trudności, by przekonać  swych nowych podwładnych, że należy ją brać na poważnie. Ma jednak policyjny węch i pod maską roztrzepanej blondynki, kryje się dobry śledczy i detektyw. Do tego w serialu zobaczycie jej kłopoty z dziećmi i historie miłosne. Akcja zaś dzieje się na południu Francji. W sumie bardzo przyjemny serial do obejrzenia i do poznawania języka francuskiego.



A oto i Candice w calej okazalosci!




A wy macie jakieś swoje ulubione francuskie seriale kryminalne?


*****

Powyższy wpis powstał w ramach 32 edycji akcji "W 80 blogów dookoła świata" poświęconej kryminałom.

Zapraszam serdecznie do lektury wpisów na innych blogach naszej grupy:


Austria
Viennese breakfast - 15 austriackich kryminałów


Chiny
Biały Mały Tajfun - Sędzia Di


Francja
Francuskie i inne notatki Niki - Od Navarro do Renoir


Kirgistan/Uzbekistan




Niemcy
Niemiecki w Domu - Niemiecki serial kryminalny


Szwecja


Turcja
Turcja okiem nieobiektywnym - Filmowy Stambuł w trzech odsłonach


USA