Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roussillon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Roussillon. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 kwietnia 2017

Przed-wielkanocne notatki z południa

    Wielki Piątek, a ja rozpoczęłam dzień biegając o wschodzie słońca po winnicy z wiaderkiem i sitkiem. To nie taka fanaberia tylko ochrona winorośli przed chorobami. Na szczęście wystarczyło wstac o 6-ej, bo słońce wstawało nieco później, a bieganie po ciemku mijałoby się przecież z celem. Dwie godzinki takiej porannej przebieżki, podziwiania wschodu słońca ponad horyzontem Morza Śródziemnego i można już wracać. Na szczęście nie byłam sama, wiec poszło szybko.
Pranie ubrania i prysznic są obowiązkowe po takim spacerze, ale i tak zostaje jeszcze sporo przedpoludnia na spisanie paru wrażeń. 

Dzisiejszy wschód słońca nad Morzem Śródziemnym w winnicy Roussillon

niedziela, 25 września 2016

Wrzesień - czas winobrania w Roussillon



26 września obchodzony jest Europejski Dzień Języków Obcych. 

Owo święto było ustanowione przez Radę Europy w 2001 roku i obecnie aż 47 państw uczestniczy w jego obchodach.
Blogerzy z grupy Blogi Językowe i Kulturowe, do której i ja należę,  po raz drugi* już zorganizowali akcję Miesiąc Języków Obcych
Na naszym wspólnym blogu znajdziecie linki (o tutaj) do wszystkich wpisów w ramach tej akcji.
Jej tegorocznym tematem jest jesień i miesiąc wrzesień widziany przez pryzmat kultury, tradycji lub języka danego kraju.

czwartek, 22 września 2016

Babau, czyli smok z Roussillon

Jaki jest pierwszy smok, który przychodzi wam do glowy? Pewnie tak jak i mnie Smok Wawelski. W każdym kraju czy regionie musi być jakaś legenda o smoku. Tak już się utarło, że trzeba czymś straszyć dzieci, a taki smok jest chyba straszniejszy nawet od czarownicy.

Logo Święta Babau w Rivesaltes
W Pirenejach Wschodnich, w krainie zwanej Roussillon też straszono dzieci smokiem. Miał on na imię Babau (wymawiane dokładnie tak samo "babau") i nie pożerał niewinnych dziewic jak to gdzie indziej bywało, lecz porywał i zjadał małe dzieci.

Nawet w naszych czasach babcie w Roussillon straszą dzieci porwaniem przez Babau, gdy te nie są grzeczne.

Słyszałam o dwóch wersjach legendy o Babau.




środa, 10 sierpnia 2016

Dolina Szczęśliwa, Dolina Żółwi - coś dla młodszych i mniej młodszych

Jak zapewne wiecie z lektury mego bloga, fanpege'a czy instagramu, Moja Południowa Arkadia to mała wioska na południu Francji, a  dokładniej w regionie Roussillon, w departamencie Pireneje Wschodnie (66).
Roussillon jest bardzo ciekawym regionem o silnych korzeniach katalońskich i często bywa też nazywany Pays Catalan (Kraina Katalońska). Dla mnie to taka miniatura raju, bo ludzie tu mieszkający są według mnie "na wakacjach" przez cały rok.
Jest Morze Śródziemne i plaże (akurat latem dość tłoczne), są góry  i płaskowyże z ukochanym przez tutejszych mieszkańców szczytem Canigou. No i jest nasza okolica pagórków Les Aspres, w której sobie mieszkamy wśród winnic.

Położenie Doliny Żółwi.
Linia pośrodku to granica francusko-hiszpanska
Źródło : Google MAps

Dziś chciałabym opowiedzieć wam o ciekawym miejscu dla rodzin z dziećmi, chociaż i dorośli z ciekawością posłuchają opowieści "przewodniczek".
W górach Albères, czyli w tej części Pirenejów, gdzie dotykają  one wód Morza Śródziemnego, w dolinie o przyjemnej nazwie Vallée Heureuse (Dolina Szczęśliwa), tuż obok miejscowości Sorède, znajduje się Dolina Żółwi (Vallée des Tortues).

niedziela, 1 listopada 2015

Odnaleziony poeta i trzy lata blogowania

Dziś o północy opublikowałam na fanpage'u bloga to właśnie zdjęcie. Moja wizytówka wśród chryzantem. 

Ale nie była to taka sobie zwykła kompozycja do zdjęcia zrobiona jedynie i tylko z powodu trzeciej rocznicy bloga przypadającej właśnie w Dniu Wszystkich Świętych. 

A dlaczego? Odnalazłam wczoraj pewnego polskiego poetę i to jemu ofiarowałam te kwiaty z wizytówką... 

Ale zacznijmy od początku, choć historia nie jest zbyt długa.

Wczoraj rano przed wyjściem z domu (tego na wsi w Roussillon) na objazd i spacer po jesiennych winnicach, pijąc kawę, zerknęłam do lokalnej gazety L'Indépendant, którą otrzymujemy po staroświecku drogą prenumeraty codziennie rano w skrzynce na listy (tak, istnieje jeszcze coś takiego jak prenumerata papierowej gazety, zupełnie jak w XX wieku :))

środa, 26 sierpnia 2015

Winobranie bez romantycznej otoczki

Z czym wam się kojarzy słowo winobranie (vendange)? 

Mnie się zawsze kojarzyło z gwarem wesołych rozmów wśród winnic i ręcznym zrywaniem gron do wiaderek. Takie dość romantyczne wyobrażenie. 

Kiedy po raz pierwszy zobaczyłam jak wygląda ręczne winobranie, zweryfikowałam owo wyobrażenie dodając do tego pot, żar z nieba, bolący kręgosłup i zdrętwiałą  od sekatora rękę. Pozostały jednak wesołe rozmowy, przyśpiewki i zadowolenie z grupowego wysiłku. 
Winobranie ma swój nieodparty czar i dlatego tyle osób chce w nim brać udział, choć płaci się za nie minimalna stawkę.



Są oczywiście we Francji regiony winne, gdzie nadal dominuje winobranie ręczne. W Roussillon nadal też ono istnieje, ale nie ma już (np w naszej wiosce) dziesiątek zbieraczy (vendangeurs) przybyłych z Hiszpanii na kilka tygodni do winobrania jak to bywało 30-40 lat temu.  

Ci zaś, którzy są, to osoby tu mieszkające, które albo mają czas, albo specjalnie biorą urlop, żeby w tej "przygodzie" wziąć udział. I robią to chyba dla przyjemności. Tym bardziej, że poza fajnie spędzonym czasem, zarobionymi paroma groszami (oficjalna stawka 9,61 € za godzinę), kilkoma litrami wina "na wynos",  jest jeszcze zawsze wspólny posiłek fundowany przez właściciela po zakończeniu zbiorów.

Tradycja (tradition) owego posiłku (repas des vendangeurs) stopniowo zanika i w naszej wiosce  (village) jesteśmy jedną z nielicznych już rodzin, które starają się ją zachować. 

Niemniej jednak tradycja tradycją, a ekonomia ekonomią. Nie wszystkie parcele i szczepy są rentowne przy  ręcznym zbiorze. Dlatego stopniowo już od lat rośnie ilosc winnic "sur les fils" czyli na metalowych linkach. Te winnice można zebrać w ciagu kilku godzin, zależnie od powierzchni. 

Młoda parcela viogner, gdzie winobranie odbywa się dopiero po raz drugi.

Dziś (26 sierpnia) właśnie był u nas pierwszy dzień zbiorów. Tak wypadło, że na pierwszy ogień poszły dwie parcele przygotowane pod maszynę: szczepy (cépage) viognier i vermentino.

O 7.30 przybyła na miejsce ogromna maszyna, która jak wielki odkurzacz zaczęła jeździć wzdłuż rzędów winorosli.  Maszyna (machine à vendanger) jedzie powoli, jakby rozkraczona nad rządkiem i "przetrzepuje" rośliny obrywając z nich grona. Grona, nieco uszkodzone, zbierają się w dwóch ogromnych pojemnikach i są opróżniane do przyczepy co jakiś czas. 


Zwróćcie uwagę, że szofer nie patrzy przed siebie, lecz pod siebie. Przez kratkę w podłodze widzi co robi maszyna i czy równo jedzie.

W parę godzin obie parcele były zebrane. Zero romantyzmu. Jeden szofer z wynajętą maszyną, dwa własne traktory, każdy z przyczepą (benne) i w ten oto sposób w pół dnia trzy osoby zebrały kilka ton winogron*.  Przy obecnych cenach winogron, niestety często zbiory mechaniczne są jedynym rentownym rozwiązaniem. Trochę to smutne, bo gdzie z tu szukać romantycznych stron winobrania?Stasze osoby w naszej wiosce (village) czasem smutno kiwają głowami nad tą "masakrą" winogron. 

Widok na nasza wioskę z wzniesienia, na którym znajduje się parcela szczepu vermentino.

Niestety świat się zmienia i tylko najbardziej wartościowe szczepy opłaca się zbierać ręcznie. Na szczęście i u nas zostało jeszcze trochę starych winnic (vignoble ancien), niektóre mają po sto lat. Rzędy są wąskie i maszyna tam nie wjedzie, więc dopóki rentowne będzie zbieranie ręczne (vendange manuelle), dopóty nikt ich nie wyrwie, by posadzić nowe winnice przystowowane do obsługi maszynowej. 


Widok od przodu


A teraz przyznam się do małego szaleństwa z cyklu PIERWSZY RAZ

Otóż dziś po raz pierwszy weszłam po drabince na tę maszynę do winobrania i nawet przejechałam z szoferem kawałek między jedną a drugą parcelą. Strasznie kiwa i podrzuca  i nie raz miałam wrażenie, że zaraz sie wywrócimy. Byle koleina sprawia, że maszyna się niebezpiecznie (w moim mniemaniu) przechyla.  Często szofer musi patrzeć nie tylko przed siebie i na boki ale i pod nogi. Ma tam zreszta specjalną kratkę, przez którą widać wszystkie koleiny.  


Zdjęcie to zrobiłam z wysokości szoferki.
Robi wrażenie, szczególnie gdy maszyna jest w ruchu.

To ciężka i odpowiedzialna praca. Wyobrażacie sobie straty, gdyby taka maszyna przewróciła się na zakręcie miedzy jednym rzędem a drugim? I to z pełnymi zbiornikami. Lepiej nie myśleć. Zdarza się to jednak niezmiernie rzadko, bo maszyna jest jednak bardzo stabilna, ale niebezpieczenstwo wywrotki istnieje zawsze. 

W każdym razie dziś wszystko odbyło się bez kłopotu. Nawet zejść udało mi się bez drżenia łydek ze strachu, a mam przecież lek wysokości (vertige).  

__________________
* dzisiejszy poranek to 3, 5 godziny pracy wynajętej maszyny, która zebrała z obu parcel w sumie około 14,3 ton winogron
Z tych winogron za parę miesięcy powstanie wino w butelkach a będzie ich ponad 14 tysięcy. Orientacyjnie z 4,8 ton viognier będzie około 4, 9 tysięcy butelek (0,75l),
a z parceli vermentino gdzie zebrano 9,48 ton wyjdzie około ponad 9,7 tysięcy butelek wina (0,75l);
Jak dla mnie są to ilości nie do wyobrażenia :)
__________________


A teraz mam dla was kilka zdjęć z minionego poranka.


A osoby uczące się francuskiego mogą zajrzeć na QUIZLET (KLIK)
i powtórzyć francuskie słówka z tego wpisu.

W drodze do winnic takie widoki na pasmo Albères 





Winorośl przed przejazdem maszyny
Winorośl po przejeździe maszyny

Opróżnianie zbiorników do przyczepy






Pierwsza przyczepa już się zapełnia

Wnętrze maszyny widziane od tyłu

Tu już siedzę obok szofera


Przez tą kratkę szofer obserwuje drogę, no i rośliny

Z wysokości szoferki samochody osobowe wydają się dość niepozorne


Z oddali maszyna do winobrania wydaje się wręcz nieduża.


Pozdrawia was i mój Małż w roli kierowcy traktora

***

A na pożegnanie piękna kiść szczepu macabeu
która nabiera słodyczy w oczekiwaniu na winobranie ręczne już za kilka dni
Smacznego!




wtorek, 31 marca 2015

Jak Bractwo Katalońskich Mistrzów Czekolady w Roussillon świętuje Wielkanoc?



Mój dzisiejszy post powstał w ramach projektu 
Znajdź wielkanocne jajeczko, o którym wspominałam wam kilka dni temu we wpisie zatytułowanym "Wielkanocne zapowiedzi"

Tym razem znana wam już grupa blogerów językowych i kulturowych  postanowiła zająć się tematyką wielkanocną i z tej okazji zorganizować prawdziwy konkurs z prawdziwymi, bynajmniej nie - symbolicznymi nagrodami.

W akcji bierze udział aż dwadzieścia jeden blogów, a ich pełną listę i opisy znajdziecie  TUTAJ 

W każdym z opublikowanych 21 wpisów ukryte jest "zgniłe jajeczko", czyli jedno nielogicznie umiejscowione i niepasujące do reszty tekstu słowo. 

Wpisy publikowane są przez cztery dni od niedzieli 29 marca do środy 1 kwietnia. 

Termin wypełniania i przesyłania formularza  upływa
 5 kwietnia o 23h59 (czasu polskiego)

Dzięki temu macie kilka dodatkowych dni po opublikowaniu ostatnich wpisów  na ich spokojną lekturę i "polowanie na jajeczka".

Szanse na wygraną rosną wraz z ilością znalezionych "zgniłych jajeczek"

Formularz oraz dokładne zasady konkursowe znajdziecie TUTAJ

Zapoznajcie się z nimi zanim wypełnicie formularz. Nie ma możliwości edycji formularza, więc wypełnijcie go dopiero po publikacji wszystkich wpisów (przypominam, że ostatnie wpisy będą opublikowane w Prima Aprilis)

BARDZO WAŻNE :  nie umieszczajcie odpowiedzi w komentarzach pod wpisem!




Po tym nieco przydługim wstępie zapraszam do lektury wpisu:

------------------------------------------------------------------

Jak powstają tradycje? Oczywiście stopniowo. Najpierw ktoś coś wymyśli, potem pomysł jest okresowo powielany i nie wiadomo kiedy zaczynamy mówić o tradycji.

Tak też stało się z wielkanocnym święceniem czekoladowego dzwona w Katedrze Świętego Jana-Baptysty w Perpignan (francuski departament 66 - Pireneje Wschodnie, czyli Roussillon).


Najpierw jednak muszę zrobić małą językową dygresję na temat słowa "chocolatier", które według mnie trudno jest przetłumaczyć na polski jako cukiernik, jak to zaleca wiele słowników  Chciałoby się je po prostu spolszczyć jako czekoladnik (nie mylić ze słowem czeladnik:), ale na dzień dzisiejszy jest to jeszcze spolszczenie niepoprawne. Niemniej jednak powstają już i w Polsce wytwórnie luksusowych, artystycznych wręcz wyrobów czekoladowych i założę się, że za kilka lub kilkanaście lat słowo czekoladnik uznane będzie za poprawne. 

Cukiernik jest w stosunku do chocolatier określeniem zbyt ogólnym i dlatego w tytule użyłam zwrotu Mistrz Czekolady, jak niekiedy określa się cukierników-artystow specjalizujących się w produkcji oryginalnych wyrobów czekoladowych.


Wróćmy jednak do Perpignan. To właśnie w  Perpignan powstało około dwudziestu lat temu "Bractwo Katalońskich Mistrzów Czekolady w Roussillon" (Confrérie des Chocolatiers Catalans du Roussillon)

Należą do niego lokalni chocolatiers,  którzy postanowili się zrzeszyć, by promować swe lokalne wyroby i stawiać w ten sposób opór produkcji masowej zalegającej półki supermarketów.

Czekolada jest oczywiście ważnym elementem współczesnych obchodów wielkanocnych i Bractwo postanowiło  zrobić mieszkańcom Perpignan prezent w  postaci wielkiego czekoladowego dzwonu.

Aby podkreślić wagę wydarzenia, jajecznica święcona jest  w Katedrze, następnie procesja przechodzi krętymi średniowiecznymi uliczkami miasta, by zakończyć wędrówkę na Placu Republiki.

Tam odbywa się krótka ceremonia pasowania nowego (lub nowych) członków Bractwa, po czym czekoladowy dzwon zostaje uroczyście rozbity na drobne kawałki. Bracia częstują nimi mieszkańców Perpignan, a są wśród nich nie tylko dzieci.

Cała ceremonia w Katedrze, procesja ulicami Perpignan i ostatni etap na placu,  uzupełniają śpiewy katalońskiej grupy folklorystycznej w tradycyjnych strojach.

W 2015 czekoladowy dzwon ważył aż 30 kilogramów, a ja specjalnie czekałam na sobotnie popołudnie poprzedzające Niedzielę Palmową, by móc przygotować foto-reportaż na potrzeby tego wpisu.

28 marca 2015, po raz 19-ty już odbyło się poświęcenie czekoladowego dzwona w Katedrze w Perpignan.
Jeśli macie ochotę zobaczyć to wydarzenie w przyszłym roku, to zaplanujcie pobyt w Perpignan w sobotę poprzedzającą Niedzielę Palmową. Czekoladowy dzwon będzie tam po raz dwudziesty:)

Czy waszym zdaniem można to wydarzenie określić już mianem tradycji?



Uroczyste wejście do Katedry członków Bractwa niosących ogromny czekoladowy dzwon.


Tuż przed poświęceniem

Ksiądz Gregory Woimbée święci ofiarowany dzwon. Chwile przedtem wygłosił on mowę , w której podkreślił wagę pełnej pasji pracy Mistrzów Czekolady.
Z prawej chór z wioski Saint-André w tradycyjnych strojach katalońskich z Roussillon



Szpaler chóru przed opuszczeniem procesji z dzwonem już po poświęceniu

Uroczyste opuszczenie Katedry



Pierwsze łakocie zostały rozdane tuż po wyjściu z Katedry

Po wyjściu z Katedry...

Z lewej zabytkowy budynek, w którym mieści się merostwo Perpignan
(i przepiękna Sala Ślubów, którą znam z autopsji :))


Przejście krętymi uliczkami Perpignan, pamiętającymi Średniowiecze

Procesja na Placu Republiki



Nie mogło zabraknąć France 3, francuskiej telewizji,
 która prowadzi regionalne serwisy informacyjne 

Pasowanie na nowego członka Bractwa

Dyplom upamiętniający pasowanie nowego członka Bractwa


Nowy członek Bractwa uroczyście rozbija dzwon







------------------------------------------------------------------
Tak jak wspomnialam we wstepie do tego wpisu, oprocz trzech glownych nagrod za znalezienie jak najwiekszej ilosci jajeczek na wszystkich 21 blogach jest tez mniejsza nagroda ksiazkowa.

Nagroda Bloga Francuskie i inne notatki Niki za znalezienie "zgniłego jajeczka" (jednego) w powyższym tekście, zostanie przyznana według mego uznania 12 kwietnia wśród osób, które wyślą mail z poprawną odpowiedzią na adres 

notatkiniki@gmail.com   do 5 kwietnia (23h59 czasu polskiego).

W temacie proszę wpisać słowo stanowiące moje "jajeczko", a w treści wiadomości swe imię , mail kontaktowy i ewentualnie nazwę bloga, jeśli takowy prowadzicie.

Nagroda Bloga Francuskie i inne notatki Niki, której sponsorem jest wydawnictwo Pons, to 
Słownik Obrazkowy polsko-francuski




a od siebie dorzucę książkę z rysunkami, dzięki której dowiecie się jak zostac Belgiem :)

format A4




A na koniec przypominam o rabacie jaki oferuje wszystkim naszym czytelnikom Wydawnictwo Pons na czas trwania konkursu plus jeden dzień, bo do 6 kwietnia.

Jest on ważny nawet jeśli nie bierzecie udziału w konkursie, ale wytrwaliście w lekturze tego wpisu i dotarliście na sam jego koniec :)))

Korzystajcie więc jak najszybciej :)






Inne linki : 

Nocna procesja wielkanocna w Collioure w Pirenejach Wschodnich (departament 66 we Francji)

Roussillon w formie alfabetu