Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia francuska. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 lutego 2018

Poulet Marengo, czyli kurczak à la Marengo - historia i przepis



Bitwa Marengo, obraz namalowany przez Louis-Fraçois Lejeune

   Nieczęsto możemy określić - z dokładnością co do dnia - datę powstania jakiegoś historycznego przepisu. Chyba, że ... powstał on w dniu wielkiej bitwy pod Marengo, decydującej bitwy w drugiej kampanii włoskiej, po której Francja ustaliła ostatecznie swą naturalną zachodnią granicę na Renie i dominację we Włoszech.
   Tego dnia nie tylko Francuzi wygrali bitwę w małej włoskiej wiosce Spinetta Marengo na północ od Genui i na zachód od Alexandrii, ale narodził się również przepis na kurczaka Marengo istniejący do dziś w wielu wersjach.

   Bonaparte nie był wielkim smakoszem, ale miewał swoje kaprysy zwycięzcy i wówczas musiał wrzucić coś konkretnego na ząb i to jak najszybciej. W życiu codziennym poświęcał mało czasu na posiłki. Szkoda mu było tracić czas na takie głupstwa, więc nawet 20 minut przy stole było dla niego wielkim poświęceniem.

14 czerwca 1800

   Mało brakowało, a  Dunand, kucharz pierwszego Konsula, odszedłby w zapomnienie, nie mając okazji stworzyć żadnego słynnego przepisu.

General Louis Charles Antoine Desaix,
portret Andrea Appiani
   9 listopada 1799 (18 brumaire an VIII według kalendarza rewolucyjnego) - Bonaparte na drodze zamachu stanu przejmuje władzę w kraju. Ale nie dane mu jako Konsulowi zająć się sprawami wewnętrznymi kraju, bo już w maju następnego roku przyjdzie moment, by zmierzyć się z siłami wojsk austriackich, które były już niedaleko Renu i we Włoszech.
   Rusza więc do walki. Nie będę tu teraz opisywać całej kampanii i tego jak doszło do bitwy, bo nie to było istotne dla powstania przepisu.

   Natomiast ważne okazało się, że Bonaparte popełnił kilka błędów rozdzielając swe siły na północy Włoch, a w konsekwencji w pewnym momencie, znalazł się wobec przeważających sił austriackiego generała Michaela von Melasa. 45 tysięcy żołnierzy austriackich (i 100 dział) atakuje 23 tysiące żołnierzy francuskich (dysponujących 15 działami)
   Bitwa pod Marengo rozpoczyna się o 6 rano, a o 14-ej jest już przegrana. Gońcy ruszają do Wiednia i do Paryża.
   Pojawia się odesłany dzień wcześniej do Novi z dwiema dywizjami i zawrócony z drogi, generał Desaix. To on stwierdza, że bitwa jest wprawdzie przegrana, ale nie jest za późno, bo można jeszcze wygrac druga bitwę tegoż dnia.

   To Deasaix byłby prawdziwym triumfatorem tej bitwy gdyby nie fakt, że został w niej zabity. Bonaparte wydaje się niepocieszony i płacze nad jego zwłokami, ale zaraz potem posyła do Paryża ludzi z wiadomościami o triumfie armii francuskich.

   Tak ciężki dzień, pełen dramatycznych zwrotów akcji, wielu zabitych i euforii zwycięstwa, trzeba w końcu uczcić jakimś posiłkiem.
Generał Bonaparte jest głodny. Jego kucharz Dunan (Dunand wedlug niektórych źródeł) chce się wykazać. Teraz on rusza do dzieła.

Nazwisko generała Desaix widnieje na Łuku Triumfalnym w Paryżu
(na zdjęciu trzecie od dołu)
(Fot. Nika Vigo)


"Narodziny" kurczaka marengo 

   Tylko co zrobić, gdy wozy z prowiantem zostały przechwycone przez Austriaków i brak masła? Trzeba zadowolić sie lokalną oliwą. Dla zwycięzcy porządny, tłusty kurczak będzie odpowiednim posiłkiem, ale co  do niego? Dunan rozsyła ludzi po okolicy, nakazując przywieźć wszystko, co się nada do zjedzenia. Jeden wrócił z pomidorami (dużo bardziej rozpowszechnionymi już wówczas we Włoszech niż we Francji), drugi z rakami z pobliskich rzek, trzeci z jajkami, a inni z białym winem, czosnkiem i pieczywem. Oczywiście nie znamy szczegółów "działań kuchennych" tego dnia, bo historycy zajmują się raczej militarnymi aspektami bitwy.

   Podaję informacje za Jean Vitaux*, lekarzem gastroenterologiem, historykiem gastromomii i autorem kilku ciekawych książek o tej tematyce.

   Tak więc ponoć Dunan rozpłatał kurczaka szablą na ćwiartki, zrumienił na oliwie, dodał sól, pieprz, czosnek, białe wino, raki i pomidory i udusił wszystko razem. Następnie usmażył jajka i podał na kawałkach chleba jako dodatek (według niektórych źródeł dodał także grzyby, a dokładniej smardze)


Marengo - symbol sukcesu 

   Kurczak przygotowany z fantazją naprędce przez Dunana, zasmakował Bonapartemu, a że kojarzył mu się ze zwycięstwem, to kazał go ponoć przygotowywać przed każdą ważniejszą walką. Według jednej z legend, był ponoć na tyle przesądny, że bardzo się zezłościł, gdy kiedyś kucharz przygotował kurczaka marengo bez raków. Żeby przynieść zwycięstwo kurczak miał być przygotowany dokładnie tak, jak pod Marengo.

   Od tamtej pory przepis upowszechnił się jako prosty w przygotowaniu. Z czasem raki zostały zastąpione grzybami leśnymi, bo nie każdy szykuje się do bitwy. Grzyby leśne zastąpiono pieczarkami. Czasem do sosu dodaje się trochę koniaku.

   Nawet w pewnym momencie zastąpiono kurczaka cielęciną i stąd wzięło się danie zwane veax marengo (cielęcina marengo).

   W naszych czasach poulet marengo jest jedną ze sztandarowych potraw przygotowywanych na przeróżnych piknikach, biwakach czy kolacjach napoleońskich.

   Poniżej podaję wam jedną z wersji przepisu, którą ja sama przygotowuję w domu od czasu do czasu. Jest to danie o tyle wygodne, że można je przygotować zawczasu i tylko odgrzać przed podaniem.

Smacznego!

Składniki do kurczaka marengo (fot. Nika Vigo)


Poulet Marengo - Kurczak (à la) Marengo 
prosta wersja współczesna 

Składniki:
  • 1 kurczak średniej wielkości pokrojony na ćwiartki, lub cztery udka
  • 3-4 łyżki oliwy
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 10 szalotek, obranych i pokrojonych w piórka (lub 2 duże cebule)
  • 3 ząbki czosnku, pokrojone w małe kawałki
  • 0,3 l bulionu z kury lub warzywnego
  • 20 dkg małych pieczarek pokrojonych w plasterki 
  • szklanka pomidorów w kawałkach (bez skórki) lub pomidorów z puszki
  • 0,2 l białego wytrawnego wina
  • sól, pieprz, natka pietruszki do dekoracji
  • opcjonalnie : świeże lub mrożone raki

Przygotowanie:
  1. Kawałki kurczaka posól i popieprz 
  2. Na patelni rozgrzej masło z oliwą i włóż kawałki kurczaka, by zrumienić je z obu stron 
  3. Następnie przełóż kurczaka do garnka
  4. Na pozostałym na patelni tłuszczu zrumień szalotki i czosnek. Przełóż do garnka
  5. Wlej do garnka bulion, białe wino i pomidory. Posól i popieprz
  6. Zamieszaj zawartość garnka i duś pod przykryciem przez około 60 minut.
  7. Na patelni podsmaż pieczarki i dodaj do garnka po 30 minutach, czyli w połowie duszenia.
  8. Jeżeli dodajesz raki, to zrób to po około 45 minutach od początku gotowania.
  9. Już na talerzu udekoruj natką pietruszki

Obecnie danie podaje się najczęściej z białym ryżem, ale każdy ryż do niego pasuje. Ja bardzo lubię włoski ryż Nero, który jest czarny, ale do tego dania pasuje wyśmienicie.



Kurczak marengo (fot. Nika Vigo)

****************

Powyższy wpis powstał w ramach akcji w 80 blogów dookoła świata N° 47
Zapraszamy w imieniu Blogerów Kulturowych i Językowych do lektury wpisów naszych członków biorących udział w tej edycji.

Chiny

Biały Mały Tajfun - Yunnańska szynka
  

Francja

Demain,viens avec tes parents - Najpiękniejszy owoc Lotaryngii



Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Morze w gębie, czyli jak podawać i jeść ostrygi










Gruzja



Gruzja okiem nieobiektywnym - Nie ma Gruzji bez chaczapuri




Hiszpania







Irlandia

W Krainie Deszczowców - Tradycyjny niedzielny obiad irlandzki


Japonia


Kirgistan




Niemcy:

Niemiecki w domu - Znane potrawy niemieckie



Norwegia:

Norwegolożka – Kanapkomania



 

Rosja:
Dagatlumaczy - Blin!

Szwecja


Turcja

Turcja okiem nieobiektywnym - Gözleme - placki cieńsze od naleśników


Wielka Brytania







Włochy




Różne kraje



* Jean Vitaux - "Les petits plats de l'histoire"

niedziela, 5 lutego 2017

Tapenade z zielonych oliwek

    Od wczoraj siedzę sobie na południu Francji i choć piękne słońce przeplata się z deszczem i silnym wiatrem (a to jeszcze nie marzec), to po szarości ostatnich dwóch tygodni na północy, tutaj jest mi już tak jakoś weselej. 
    Powiedzmy, że tydzien urlopu w perspektywie ma w tym przypadku pewnie również wpływ na mój nastrój. 
   Zabrałam się więc dziś za eksperyment kulinarny, czyli "kotlet" z selera w cieście z mąki z soczewicy. Wyszło całkiem smacznie, więc może za jakiś czas powtórzę tę próbę z inną mąką. 

sobota, 12 listopada 2016

Castagnade, czyli pieczone kasztany wśród przyjaciół

   Wspominając kasztany w nawiązaniu do Francji większość Polaków myśli odruchowo : "najlepsze kasztany są na placu Pigalle". Przypomina się kapitan Kloss. Będąc dzieckiem, nie miałam nawet pojęcia, że można jeść kasztany, dlatego plac Pigalle wyobrażałam sobie otoczony pięknymi drzewami z kasztanami spadającymi pod stopy na jesieni.
   Kiedy już ktoś mnie uświadomił, że chodziło o pieczone kasztany sprzedawane przez ulicznych sprzedawców, to nadziwić się nie mogłam jak można jeść kasztany. Nawet kiedys próbowałam przekroić i zjeść zebrane w warszawskim parku kasztany, ale jakoś nie przypadły mi do gustu.

   Minęły lata i gdy pewnego dnia znalazłam się w Paryżu, postanowiłam oczywiście pojechać zobaczyć te kasztany na placu Pigalle. Oczywiście nie tylko nie rosły tam żadne drzewa kasztanowe, ale nawet sprzedawców z pieczonymi kasztanami nie było. Cóż za rozczarowanie !


Pieczony w domowych warunkach kasztan


   Po paru latach dane mi było przypadkiem spróbować kasztanów w lukrze (marron glacé). Potem spróbowałam kremu z kasztanów i nawet ciasta z mąki kasztanowej.

   Jednak dopiero gdy znalazłam się w naszej wiosce na południu Francji, w oko wpadła mi dziwna patelnia po przodkach pełna okrągłych dziur. To nie były dziury w starej patelni, lecz specjalnie zrobione otwory. Na moje pytanie po co komu dziurawa patelnia, usłyszałam zdumioną odpowiedź "No przecież do pieczenia kasztanów). 

  Gdy tylko nadeszła jesień mogłam posmakować pieczonych w takiej patelni kasztanów. Były przepyszne.

   My mamy swoje miejsce gdzie rosną dzikie kasztany jadalne, a pisałam o nich już w pierwszym miesiącu istnienia mego bloga (LINK TUTAJ).

   Ale jadalne kasztany są we Francji przede wszystkim uprawiane, bo ich spożycie jest bardzo duże. Połowa całej produkcji pochodzi z departamentu Ardèche, którego symbolem jest właśnie kasztan jadalny. 
   Kasztany można dostać we Francji wszędzie  i często kojarzą się z kasztanami sprzedawanymi na ulicy. Natomiast na południu Francji bardzo często używa się terminu "castagnade".  To coś jak grill ale z kasztanów. 

   I dziś właśnie byliśmy zaproszeni na takiego grilla z pieczeniem kasztanów na deser. 

   Najpierw był normalny posiłek z przystawką, mięsem z grilla, serami, a na deser przystąpiliśmy do pieczenia kasztanów w ogniu na trzech dziurawych patelniach specjalnie do tego celu przeznaczonych.

   Kładzie się kasztany na rozgrzaną patelnię i wkłada w płomienie ogniska. Co jakiś czas trzeba patelnię wyjąć i nia potrząsać, by kasztany piekły się równo.
Gdy tylko staną się czarne, okopcone wysypuje się je na gazetę i zawija je w nią na parę minut. 

   Następnie można się już zacząć nimi zajadać i zapewniam was, że są pełne aromatów i nieco słodkie. 

Coś przepysznego! A wy jedliście już kiedyś pieczone kasztany?

Zaimprowizowane ognisko i pierwsza patelnia już w ogniu



Z lewej kasztany dopiero co włożone do ogniska, z prawej już nieco opieczone

Trzy patelnie w ognisku. Ta z prawej włożona była najwcześniej. Jak widać kilka kasztanów wypadło do żaru podczas potrząsania patelnią.


Pieczone kasztany jeszcze przed obraniem

A oto dwa z nich już obrane:)




czwartek, 17 września 2015

Pissaladière - francuski specjał z okolic Nicei


Gdy po raz pierwszy usłyszałam przed laty nazwę pissesaladière, nie miałam pojęcia o co chodzi, ale niezbyt dobrze mi się skojarzyło.
Chcecie wiedzieć dlaczego? 
Pierwsze co mi  przyszło do głowy to dwa słowa:  pisser  (sikać) i saladier (salaterka)

niedziela, 30 sierpnia 2015

Blaski i cienie ślimaczego życia we Francji, czyli ślimak na talerzu


W zasadzie powinniśmy nazywać Francuzów raczej ślimakojadami, a nie żabojadami. Żaby, owszem jadają od czasu do czasu, ale dużo częściej jadają przecież ślimaki. Ciekawa jestem skąd ta nazwa żabojadów? Czy był taki okres, że jadali więcej żab od ślimaków? Czy też jedzenie żabich udek bardziej szokuje cudzoziemców, niż jedzenie ślimaków?

Nie tylko zresztą Francuzi jadają ślimaki, bo Hiszpanie również się w nich lubują, choć jedzą je inaczej i trochę  inna odmianę. Ale o tym nie dziś.

Wróćmy więc do Francji i ślimaków zjadanych tonami. Tak, tonami! Ponad 30 tysięcy ton rocznie. Oczywiście skorupki też trochę ważą, ale mimo wszystko jest to ilość imponująca.

niedziela, 23 sierpnia 2015

Francuskie owoce morza dla początkujących - subiektywny poradnik

W wielu krajach turysta prędzej czy później napotka na swym szlaku owoce morza (fruits de mer) . We Francji będzie to raczej wcześniej niż później. Jedni popatrzą z ciekawością, a inni zechcą również spróbować. 

Dziś chciałabym wam wyjaśnić w paru słowach jak spożywać owoce morza we Francji. Gdy zdecydujecie się po raz pierwszy na degustację, radzę wybrać najprostszy zestaw. Wasze podniebienie będzie potrzebować czasu, by przyzwyczaić się do nowych smaków i bardzo prawdopodobne, że za pierwszym razem nie przypadną wam one do gustu (albo nie wszystkie) 

Aby przygotować wam tu mały poradnik dla początkujących, wybraliśmy się wczoraj specjalnie na romantyczną kolację do Port-Vendres, małego miasteczka portowego (w Pirenejach Wschodnich, departament 66), słynącego z dobrych restauracji zasobnych w świeże ryby i owoce morza. 

Na pierwszy ogień postanowiłam wybrać dla was najprostszy zestaw owoców morza o zwyczajnej nazwie "talerz owoców morza" (asiette de fruits de mer). 
Cena 13 €, czyli jak na francuską miejscowość nadmorską, dość przystępna.





W tym zestawie mamy 5 różnych owoców morza. Dwa rodzaje są ugotowane, choć podane na zimno, a trzy są surowe i tylko otwarte przez kucharza w ostatniej chwili.

Do tego dodatki : aïoli, sos z octu winnego (vinaigre de vin) z szalotką (échalote), cytryna do wyciśnięcia, masło do pieczywa i serwetka (nie do jedzenia, a do wytarcia sobie palców po zakończeniu).
Aïoli podawane jest raczej na południu Francji, natomiast w pozostałych regionach kraju często podawany jest majonez (mayonnaise).

Owoce morza spożywamy rękoma, posiłkując się wykałaczkami, nożykiem i małym widelczykiem.
Popijamy lampką białego wytrawnego wina. Śmieci wyrzucamy do specjalnego talerza lub pojemnika na stole (poubelle de table).
Przed przystąpieniem do konsumcji mozna przygotowac sobie pieczywo smarując je masłem (potem ręce będą brudne)

Owoce morza spożywamy w dowolnej kolejności, rodzajami lub naprzemiennie. Ja lubię rozpoczynać od tych surowych, ale to już indywidualna sprawa.

A wiêc do dzieła! Smacznego!


Ugotowane:

  • 3 krewetki różowe - wbrew pozorom najprostsze do jedzenia: bierzemy krewetkę do prawej ręki, a lewą urywamy głowę, ogon i nogi, następnie już łatwo wyłuskujemy z "pancerza" na grzbiecie; maczamy w aïoli i zjadamy
  • 5 trąbików zwyczajnych, czyli morskich ślimaków - tu przyda się wykałaczka lub metalowy szpikulec; odrywamy z wejścia do muszli "wieczko" (opercule), wbijamy wykałaczkę w miąższ i ruchem spiralnym wyciągamy go z muszelki; trzeba trochę wprawy, więc za pierwszym razem może wam to zabrać kilka dodatkowych sekund; następnie miąższ na wykałaczce maczamy w aïoli i do buzi

Surowe owoce morza:
  • 3 ostrygi - chyba najbardziej znane nam owoce morza; na talerzu podane są już otwarte (3 skorupki (wierzch jest wyrzucany po otwarciu); bierzemy więc skorupkę do lewej ręki, prawą ręką odcinamy nożem miąższ ostrygi od skorupy; następnie możemy bezpośrednio zjeść ostrygę przytykając skorupę do ust (lub zjeść ją malutkim widelczykiem); możemy też skropić ją przedtem sokiem z cytryny lub polać sosem z octu winnego i szalotki; osobiście radziłabym zacząć od sosu; gdy już ostrygi polubicie, cytryna wystarczy, a gdy je pokochacie, to nawet i ona nie będzie już potrzebna, bo smak wody morskiej zawartej w ostrydze wam wystarczy
  • 3 małże - tak, nie dziwcie się, można je jeść na surowo (i bez frytek); te tutaj są inne niż te do gotowania; są większe i bardziej płaskie; podawane jak ostrygi, otwarte, więc 3 małże, to sześć muszelek; spożywamy podobnie jak ostrygi posiłkując się nożem i ewentualnie widelczykiem
  • 3 migdały morskie - skorupiak mniej znany, mały, dość aromatyczny i spożywany podobnie jak małże i ostrygi


A teraz kilka zdjęć  i nazwy francuskie, które pomogą wam dobrze odszyfrować kartę przy zamawianiu owoców morza w restauracji.


krewetki (crevettes roses)
Trąbik zwyczajny, czyli ślimak morski (bulot, escargot de mer)


Otwarta ostryga (huître) polana sosem octowym.
Nożykiem odgarniamy miąższ z boków i odczepiamy od skorupy.
Nie obawiajcie się, ostryga umiera w momencie jej otwierania,
więc tu już ruszać się nie będzie.



małże, mule (moules)
zdj. źródło 


migdal morski (amande de mer)
zdj. źródło
(kliknijcie w źródło, by zobaczyć jak się otwiera takie migdały :)



Widelczyk do ostryg i innych skorupiaków jest wielkości łyżeczki do herbaty;
wykałaczki lub metalowe szpilki są niezbędne do jedzenia ślimaków (i tych morskich i  tych lądowych)
To mój domowy zestaw.



Na tym zakończę, a jeśli będziecie kiedyś we Francji w Pirenejach Wschodnich, to koniecznie zajrzyjcie do Port-Vendres, a może skusicie się świeżutkie owoce morza. 


A spacerując w porcie prawdopodobnie natraficie na pomnik ku pamięci polskich pilotów, ale o tym napiszę już przy innej okazji.



Port w Port-Vendres


_______________
Poszłam w ślady bardziej doświadczonych koleżanek z grupy blogów Kulturowo-Językowych i przygotowałam wam listę słówek z tego postu na Quizlet : KLIK

Kto się uczy francuskiego, może tam zaglądać i korzystać ze słówek. Zapraszam!




środa, 17 czerwca 2015

King Marcel - czyli hamburgerownia w stylu "elegancja Francja"


W pierwszych dniach czerwca przechodziłam przypadkiem ulicą Montmartre niedaleko Giełdy Paryskiej (La Bourse), gdy nagle uwagę moją przykuła otwarta na oścież całą fasadą restauracja ze ścianą wypełnioną butelkami.

Może gdybym szła po drugiej stronie ulicy, zwróciłabym uwagę i na szyld.  Głowy jednak po nocy nie zadzierałam i gdyby nie ta ścianka z butelkami wina, poszłabym pewnie dalej jakby nigdy nic.









Ten widok jednak zaintrygował mnie i spojrzałam uważniej co to za miejsce.
Okazało się, że to restauracja szybkiej obsługi w wersji eleganckiej i - przede wszystkim - francuskiej.

Było już późno, bo wracałam z teatru, ale postanowiłam zabrać tam na obiad mych potomków w ramach testowania owych 100% francuskich hamburgerów z najlepszej, renomowanej wołowiny z Limousin.



Następnego dnia dotarłam na miejsce w towarzystwie moich dwóch królików doświadczalnych chętnych jak najbardziej do testowania jadła w stylu luksusowego MacDo na francuską modłę.


Pierwsza ciekawa sprawa: każdy z hamburgerów "ma na imię" Marcel.  W historii Francji było paru Marcelów i rzeczywiście jest to typowo francuskie imię, choć obecnie nieco trąci myszką.

Na tablicy z menu widnieje więc Marcel Proust obok Marcela Cerdan, a Marcel Pagnol obok Marcela Michelin. No i jest też Hamburger Dnia czyli Marcel du Marché.

W sumie śmieszny pomysł takie nazewnictwo i tylko mam nadzieję, że wyróżnieni Marcelowie nie przewracają się w grobach z oburzenia :)



Mięso jest w 100% pochodzenia francuskiego z regionu Limousin. Dostarczane świeże codziennie.

Pieczywo pieczone na zamówienie każdego dnia przez wybraną piekarnię w okolicy.

Sery pochodzą z wybranych regionów i robione są na specjalne zamówienie.

Frytki robione są na miejscu, ze świeżych ziemniaków i smażone już po zamówieniu.

Nawet keczup robiony jest na miejscu (!)

Do tego można zjeść na miejscu sałatki i zakończyć posiłek deserem.

Wśród napojów są napoje bezalkoholowe w prawdziwych opakowaniach , a nie rozcieńczane z koncentratu i nalewane z kurka.

Jet też piwo i wino na kieliszki ( białe, różowe i czerwone)


Wystrój wewnętrzny lokalu nawiązuje do lat 50-60 tych. Nawet pracownicy mają specjalne ubranka w stylu paryskim.






Ale to co nam wszystkim przypadło du gustu to fakt, że mięso jest smażone po zamówieniu tak jak lubimy, a nie jak leci. Oczywiście opóźnia to nieco obsługę, ale warto te parę minut poczekać.

A później na tacy pojawia się prawdziwy hamburger z francuską flagą i w ślicznym papierowym ubranku. Ubranko ma ładną zasłonkę, którą należy odchylić i można już jeść elegancko, nie dotykając dłońmi samego jedzenia i nie bojąc się, że coś ze środka wypadnie.

Duże brawa dla wynalazcy tego patentu. Super wygodne!



Zamiast frytek można zamówić małą sałatkę










Toalety bardzo czyste



Umywalka niewidoczna z sali,
 ale pozwala umyć dłonie przed jedzeniem  bez pójścia do toalety.
Hamburger dnia zmienia się codziennie
w zależności od tego co jest dostępne na rynku :)



Informacje praktyczne: 
Najbliższe metro to Grands Boulevards (8,9) lub Bourse (3)

Adres:
166, rue Montmartre
75002 Paris
tel: 01 42 36 42 85

www.kingmarcel.fr

Paryska restauracja King Marcel, to już czwarta, jaką otwarto (dwa miesiące temu według tego co powiedział mi szef).

Dwie pozostałe istnieją w Lyonie, a trzecia w jednej z alpejskich stacji narciarskich.
Ich adresy znajdziecie na stronie internetowej. A już wkrótce może otwarte zostaną nowe restauracje. Szef tej paryskiej wspominał, że firma ma w planach także Brukselę:)


Jeśli wiec lubicie hamburgery i chcecie sobie spróbować ich francuskiej wersji w stylu bardziej eleganckim niż w zwykłej sieciowej hamburgerowni, to polecam szczerze ten właśnie adres.

Wpis nie jest absolutnie sponsorowany i za nasz posiłek zapłaciłam jak każdy normalny klient :)




Kilka słówek i wyrażeń do zapamiętania 

dla osób uczących się języka francuskiego :


un marché - rynek, targowisko
des produits de saison - produkty sezonowe

boeuf - wołowina
blanc de poulet - pierś z kurczaka


sur place ou à emporter - na miejscu lub na wynos

un oignon - cebula  
une aubergine -  bakłażan    
une courgette - cukinia        

wtorek, 21 kwietnia 2015

Dzikie szparagi

Dzikie szparagi po zebraniu.
Gdy tylko wiosna się pojawi, a z nią promienie słoneczne, na południu Francji zaczyna się sezon na szparagi.
Nie mam tu na myśli szparagów hodowlanych, tych białych czy zielonych, lecz cieniutkie, aromatyczne, ciemnozielone, dzikie szparagi.

Nie można ich kupić, chyba że na jakimś lokalnym wiejskim ryneczku. Na ogół każdy zbiera na własny użytek, bo jest to prawdziwy wiosenny przysmak.

Dzikie szparagi, Asparagus acutifolius, można spotkać na terenach pagórkowatych nad Morzem Śródziemnym. Wiem, że zbiera się je w np okolicach Nicei i w Katalonii.

Tam jednak nigdy nie zbierałam, więc ograniczę się do opisania zbieractwa szparagów u nas w regionie Roussillon, czyli w departamencie Pirenejów Wschodnich we Francji.

Zależnie od rocznika, szparagi pojawiają się czasem już w lutym. W marcu jest ich wszędzie pełno. Sezon jest krótki i na ogół w połowie kwietnia się już kończy. W tym roku wiosna jest dość wilgotna i być może z tego powodu szparagi zbierano od końca lutego po drugą połowę kwietnia.

Szparagi są dodawane przede wszystkim do omletu. Ale najważniejszy moment, kiedy szparagi po prostu są niezbędne, to Wielkanoc. W Roussillon bowiem jada się na niedzielne śniadanie omlet paschalny (une omlette pascale) którego najistotniejszym składnikiem są dzikie właśnie szparagi. Mowa o kuchni domowej.

Przepis na omlet podam może osobno, a teraz pokażę wam jak wygląda garig  (z prowansalskiego garrigo), czyli niska roślinność na kamienistych wzgórzach, gdzie najlepiej zbierać dzikie szparagi.

Garig to trochę drzew, trochę krzewów i niskich krzaczków. W garigu spotyka się dziko rosnące przyprawy jak np tymianek. W rowach i na zboczach wąwozów rośnie asparagus i tam właśnie z dnia na dzień wyrastają prosto z ziemi pojedyncze pędy szparagów.

Czasem można wrócić z garścią szparagów ze zwykłego spaceru. Częściej jednak trzeba się trochę nagimnastykować, aby dotrzeć do miejsc gdzie ich rośnie najwięcej.

Przede wszystkim trzeba założyć ubranie z długimi nogawkami i rękawami i to z grubego materiału jak na drelichy robocze, bo inaczej można wrócić do domu ze szparagami i piękna kolekcją zadrapań dosłownie wszędzie. Ostatnim razem, pomimo grubego materiału jeansowego schodząc ze stromego zbocza usiadłam niechcący na czymś bardzo kolczastym i powiem wam szczerze, że czułam to przez dwa kolejne dni.

Półgodzinne zbiory :)

Pojedyncze szparagi na tle rośliny asparagusa w garigu
 są trudno zauważane dla "miejskiego" oka jak moje :)


W takich rowach najwięcej można znaleźć dzikich szparagów

Po pewnym czasie moje niewprawne oko zaczyna się przyzwyczajać
 do "50 odcieni zieleni" i szybciej dostrzegać pojedyncze szparagi.




Czasem zbieranie szparagów to niezła gimnastyka :)

Po powrocie do domu musieliśmy  przejść "kontrolę jakości" w wykonaniu naszego Gaspara.
Szparagi są bardzo delikatne, więc albo należy je zużyć od razu, albo włożyć do wody jak bukiet kwiatów i wówczas mogą przetrwać jeszcze dzień lub dwa. Nadmiar można również zamrozić na później.

A oto dzikie szparagi już po ugotowaniu.
Gotowe do jedzenia polane po prostu oliwa z oliwek, albo dodane do omletu.


A oto kilka słówek do zapamiętania 
dla osób uczących się języka francuskiego :

cueillir - zbierać 
asperge(s) (f)- szparag(i)
sauvage - dziki (a)

saison des asperges sauvages - sezon na dzikie szparagi
poignée d'asperges - garść szparagów 

panier (m)   - kosz(yk)
contrôle (m) de  qualité (f)   -  kontrola jakości
une omlette pascale- omlet wielkanocny


garrigue (f)- garig*




Garig (z francuskiego garigue lub garrigue) – formacja roślinna występująca w klimacie śródziemnomorskim. Składa się głównie z zimozielonych, liściastych krzewów lub małych drzew. Kształtuje się na obszarach z podłożem skalistym lub wapiennym. Wiele z występujących tu krzewów jest kolczastych oraz aromatycznych (mięta, mirt czy wawrzynowate)[1][2][3].
Garig tworzą rośliny dorastające zwykle do 1 (–2) m wysokości i rosnące w rozproszeniu. Niektóre kompleksy garigu są naturalne, inne powstały w wyniku degradacji lasów i makii[2][3].
Dla garigu charakterystyczne są takie gatunki jak: Thymus capitatusAnthyllis hermanniaeTeucrium fruticansErica multifloraEuphorbia dendroidesConvolvulus oleifolius oraz Euphorbia melitensis – endemiczny w Malcie. Często towarzyszą im geofity oraz terofity[2].
(źródło wikipedia 21/04/2015)



-----------------------
Wpisy pokrewne: