O projekcji filmu Wajdy w Brukseli dowiedziałam się przypadkowo kilka tygodni temu i od razu wysłałam maila z prośbą o wpisanie mnie na listę osób chętnych do obejrzenia. Okazało się, że miałam rację nie zastanawiając się, bo chętnych na bezpłatną projekcję filmu o Wałęsie było wielu i nie dla wszystkich starczyło wejściówek.
O samym filmie słyszałam już co nieco i uznałam za swój "patriotyczny" (poniekąd) obowiązek obejrzenie go przy najbliższej bytności w Warszawie. No. ale skoro trafiła się możliwość obejrzenia go wcześniej, to chętnie z niej skorzystałam.
Spodziewałam się ( i trochę obawiałam) jakiegoś monumentalnego dzieła na miarę symbolu i tematu, ale uznałam że aby wyrobić sobie opinię trzeba najpierw film poznać i dopiero potem oceniać.
Poszłam więc na projekcję bez uprzedzeń, ale i bez wygórowanych oczekiwań, bo nie czytałam żadnych recenzji.
A tu na dodatek proszę, niespodzianka, Wałęsa we własnej osobie pojawił się i nawet przemówił przed i po filmie. Trochę pożartował, publiczność rozbawił i najzwyczajniej już przyzwyczajony od lat, dał się wszystkim domorosłym paparazzi obfotografować. Wszyscy wyciągnęli aparaty i komórki, więc ja też sobie pstryknęłam parę fotek. A co, w końcu nie codziennie widuję na żywo laureatów Nobla :)
| Powitanie Wałęsy przed projekcją |
| Oficjalna mowa powitalna była po angielsku, więc słuchawki z tłumaczeniem się przydały :) |
![]() |
| Sam Wałęsa też przemówił i "zapowiedział" film zapraszając widzów do obejrzenia tego - cytuję - "nudnego filmu" |
Mówił ze swadą i żartobliwie o rzeczach jak najbardziej poważnych. Wspomniał na przykład, że on dostał Nobla za próby niszczenia komunizmu, a Gorbaczow za próby jego naprawiania... Trudno mu odmówić racji... .-
Widzowie słuchali go i co chwila salwy śmiechu wybuchaly na sali. Rasowy z niego mówca i obyty przez lata uprawiania polityki. Nadal mówi po swojemu i tłumacz nie miał łatwego zadania przy przekazywaniu treści wypowiedzi i ich niuansów po angielsku.
Jakoś nie załapałam od razu, że ten film jest ostatnią, trzecią częścią tryptyku Wajdy. Owszem widziałam na filmie rozdających ulotki bohaterów "Człowieka z żelaza", ale dopiero gdy następnego dnia zobaczyłam gdzieś polską wersję tytułu, wszystko stało sie jasne...
W pierwszej chwili myślałam, że to pomyłka i powinno być "Wałęsa, człowiek nadziei" a nie "z nadziei", aż nagle "stała się jasność" : Janda, Radziwiłłowicz , "Człowiek z marmuru, z żelaza, z nadziei".
No, ale gdy mieszka się poza Polską, to wiele ewidentnych rzeczy może na początku umknąć .
Nie będę sie tu kusiła o pisanie jakiejś recenzji, bo tych już pewnie wszędzie pełno. Powiem tylko, że film mi się podobał. Kto wie, może i jakiż Oskar Wajdzie się za niego znów trafi?
Pewne wspomnienia z dzieciństwa we mnie ożyły i nałożyły się na oglądane sceny. Nie było tej monumentalnosci i patosu, którego się obawiałam. Było wręcz czasem żartobliwie i nawet muzyka mi pasowała.
Przy scenie z wymianą talerzy z zupą "bo będzie mniejsza strata", zaśmiewałam się do łez (kto widział, ten od razu zgadnie:)... Albo odpowiedź na propozycję księdza, by przeczytał encyklikę papieża, że on nie musi nic czytać, bo on się we wszystkim z Ojcem Świętym zgadza... :)
Rola Danusi (Agnieszka Grochowska) zagrana bardzo dobrze, bo blado. Tak miało być, jestem pewna. Podejrzewam, że w życiu mogło być podobnie, ona zawsze w tle, a on na świeczniku (lub na bramie).
Robert Więckiewicz gra świetnie, jest chyba bardziej "wałęsowatym" Wałęsą niż on sam kiedyś był. Ta rola przyćmi wszystko co Więckiewicz do tej pory zrobił i już nigdy nie zdoła się od niej uwolnić.
Prawdziwy Lech Wałęsa zakończył jeszcze wieczór kilkoma wspomnieniami o roli swego pokolenia i nadziejach pokładanych w pokoleniach młodszych (tu znów parę dowcipnych zwrotów) ... po czym pożegnał się i opuścił salę wśród burzy oklasków ...
Nie jestem politologiem, nie czytuję też prasy people. Wałęsa jest jednak dla całego świata symbolem historycznych przemian w Europie i jako taki przejdzie do historii, więc możemy być dumni, że jesteśmy właśnie Polakami.













