Logo

Logo

czwartek, 30 października 2014

Degustacja win burgundzkich po belgijsku...

Co według was potrzebne jest  do udanej degustacji? 

Oczywiście konieczne są (dobre) wina i osoby chętne do ich poznawania. 

Ale tym to decyduje moim zdaniem o udanej degustacji jest osoba, która będzie wina prezentowała, wyjaśniała, opisywała. 

I do tego jeszcze dobrze by było, żeby osoba taka robiła to nie tylko ze znawstwem, ale i z pasją. 




W degustajach win mialam okazje oczystniczyc juz niekiedy, ale po raz pierwszy udalam sie na platna, zorganizowana degustacje w Brukseli polaczona z wykwitna jakby nie bylo kolacja. 
Tego typu imprezy nazywane są na ogół "atelier de vin". 

Wczorajsze atelier mialo zaprezentowac wina Burgundii z okolic Baune i prowadzone było przez znanego belgijskiego enologa i dziennikarza Erica Merny.

Burgundię znam slabo, więc z nieukrywaną ciekawością słuchałam prawdziwego wykładu o specyfice winnic burgundzkich, porównując z mą dotychczasową wiedzą o innych regionach francuskich, gdzie dominują winnice.
Jeden ze stołów przygotowany to czesci degustacyjnej : dokumentacja przed każdym gościem, kilka różnych kieliszkow, szklanka na wodę do przepłukiwania ust, chleb (na "zagrychę" gdyby ktoś potrzebował wzmocnienia sił) i miseczka na resztki.  To nie konkurs dla specjalistów, tylko (płatna) degustacja dla szerokiej publicznosci, więc nikt nie miał zamiaru próbowanych win wypluwać :)


Szczegółowe informacje, o każdym z degustowanych win czekały na każdego uczestnika.

Burgundia jest stosunkowo niewielkim regionem a jej "stolica" jest znane wam niewątpliwie  z produkcji musztardy miasto Dijon.

Winnice burgundzkie liczą aktualnie 28715 ha powierzchni uprawnej i stanowią zaledwie 3% francuskich winnic.
To bardzo mało i dlatego głównym atutem win burgundzkich musi pozostać ich wyjątkowa jakość.

W Burgundii dominują dwa szczepy winorośli : chardonnay i pinot noir. 
Nie nazwy winorośli ważne są  na etykietach win z Burgundii, lecz nazwy miejscowości, wzniesień, czasem wręcz zboczy, na których rosną.  


Scan mapki na jednej z otrzymanych broszurek


Z grubsza w Burgundii wyróżnić można 5 regionów winnych:

Chablis
Côte de Nuits
Côte de Beaune
Côte Chalonnaise
Mâconnais

Degustowane przez nas wina pochodziły z Côte de Beaune z istniejacej od 130 lat domeny  Joseph Drouhin (strona web klik tu a ich FB klik tu), jednej z najwiekszych (73 ha) w Burgundii.

Najpierw były trzy wina białe  nastepnie trzy wina czerwone. 
O każdym z nich Eric Merny, a nastepnie Jean-Pierre Crospan z Domeny Joseph Drouhin opowiadali dokladnie co, jak i dlaczego. 
Nie potrafilabym tego oczywiscie powtorzyc, ale moim celem jest opisanie samej degustacji, a nie sprawozdanie z wykladu. 
Obaj panowie przeplatali swe wyjasnienia ciekawostkami i anegdotami i widac bylo, ze te opowiesci sprawiaja im prawdziwa przyjemnosc.

Dowiedziałam sie np, że beczki nazywane w Bordeaux "barrique", w Burgundii określane są mianem "pièce" i jesli chcecie przychylnie do siebie usposobić Burgundczyka, to broń Boże, nie strzelcie gafy mówiąc o ichniejszej beczce "barrique".
No i należy wiedzieć, że "barrique" z Bordeaux ma pojemność 225 l, a "pièce" z Bourgundii ma 228 l, czyli 3 litry wiecej (!).

Côte de Beaune 2012
Chardonnay, parcela 3 ha, przycinanie : guyot* ;
podawać w temperaturze 13°,
przechowywać 3 do 5 lat (cena ok 22 € za butelkę)






























* o różnych sposobach przycinania winnic pisałam już na blogu KLIK TU

Meursault 2012
Chardonnay, przycinanie typu "guyot"
 podawać w temperaturze 13°; przechowywać 4 do 15 lat (cena ok 40€ za butelkę)

Puligny-Montrachet Folatières 2010 
Chardonnay,  przycinanie typu "guyot" (trochę na ten temat pisalam TU);
 podawać w temperaturze 13°; przechowywać 5 do 25 lat (cena ok 70€ za butelkę)


Chorey-les-Baune 2012
Szczep winorośli Pinot Noir; parcela 1,3 ha; srednia wieku winorośli 53 lata; przycinanie typu "guyot";
podawać w temperaturze 16°; przechowywać 5 do 6 lat (cena ok. 19 €)


Pommard Rugiens 2010 Premier Cru
Szczep winorośli Pinot Noir; przycinanie typu "guyot" ; podawać w temperaturze 16 °; przechowywac 8 do 20 lat (cena ok. 67€)


Beaune Champimonts 2009 Premier Cru
Szczep winorośli Pinot Noir; parcela 0,30 ha; średnia wieku winorośli 11 lat; przycinanie typu "guyot"; podawać w temperaturze 16°; przechowywać 8 do 15 lat (cena ok 50 €)

****

 Po części "degustacyjnej " goście przeszli do sali restauracyjnej obok, gdzie czekały już na nich nakryte do kolacji stoliki.




Menu oczywiście nawiązywało do Burgundii :
ślimaki, musztarda, czarna porzeczka  i naturalnie wina :)

Przystawka: Croute des noisette, fricasse des escargots de Bourgogne, pousses d'épinards,  jus à l'ail des ours
(po naszemu: chrupek z orzechów laskowych, slimaki z młodymi pędami  szpinaku i z sosem z czosnku niedzwiedziego

Przyjrzyjcie się nieco dokładniej , ślimaki były bez skorupek :)

Danie główne: Lapereau farci, oignons grelots, quelques champignons de bois,  moutarde de Dijon, czyli zajączek (bo młody) faszerowany; cebulki białe, grzyby leśne i musztarda z Dijon 





Deser : Déclinaison autour de cassis, czyli wariacje na temat czarnej porzeczki (tez symbol Burgundii)
Mus, sorbet i gruszka marynowana w nalewce z czarnej porzeczki.




I na tym zakończył się ten ciekawy i pełen nowych wrażeń brukselski wieczór. 
A był on o tyle ciekawszy, że zupelnie przypadkowo przy kolacji siedziałam obok naszego Cicerone - Erica Merny, który kontunuowal swe opowieści o europejskich winach między jednym a drugim kęsem  burgundzkiego menu :)

I choć pewnie nigdy nie zakupię tak drogich butelek wina, to prawdziwą radość sprawiła mi możliwość ich poznania i skosztowania w towarzystwie  40 innych zainteresowanych winami osób  z różnych części Europy (Bruksela jest miastem bardzo kosmopolitycznym:)

***

A czy wam zdarzyło się uczestniczyć w tego typu degustacjach czy też atelier win? 
Czy wyglądały podobnie?

wtorek, 28 października 2014

Lyon - Bazylika Notre-Dame de Fourvière i jej dwa polskie akcenty




Kto choć raz był w Lyonie, ten zrozumie dlaczego miejscem, które warto zobaczyć na samym początku, jest położona na wzgórzu Fourvière Bazylika. 

W październiku miałam okazję pojechać ponownie do Lyonu. Pisze ponownie, bo byłam tam już kiedyś służbowo, ale właściwie to powinnam napisać pierwszy raz, bo wówczas nie miałam czasu pójść nawet na półgodzinny spacer. 
Tym razem również czasu wiele nie miałam, bo pojechaliśmy w konkretnym celu i tylko większą część niedzieli miałam na "oswajanie miasta". A nie było łatwo, bo akurat w niedzielę lało jak z cebra przez prawie cały ranek. 

W związku z tym zwiedzanie Bazyliki na wzgórzu Fourvière okazało się idealnym rozwiązaniem. Zresztą nawet i bez deszczu warto zaczynać poznawanie Lyonu od tego właśnie wzgórza. 
Po pierwsze roztacza się stamtąd piękna panorama na cały Stary Lyon. 
Po drugie jest to miejsce emblematyczne dla Lyonu, a oprócz tego według mnie historia i rola Bazyliki ma wiele wspólnych elementów z historią Sacre-Coeur w Paryżu. 
No i po trzecie, dla nas Polaków, miłe są dwa polskie akcenty. Wewnątrz, w krypcie znajduje się kopia obrazu Panienki Częstochowskiej (od 2002 roku), a na dziedzińcu przed Bazyliką stoi pomnik Św. Jana Pawła II.




Jeśli macie czas i pogoda dopisuje, to najlepiej wejdźcie na wzgórze Fourvière piechotą wspinając się malowniczymi uliczkami.
Myśmy nie mieli ani czasu, ani przyjaznej pogody, więc wybraliśmy szybki wjazd kolejką z bezpośrednią przesiadką z metra (ten sam bilet na transport miejski). W zasadzie to to samo co metro , tyle że jedzie po zboczu :)
I to już pierwsze podobienstwo z Montmartrem i Sacre-Coeur, choć tam kolejka jest malutka i nie połączona z metrem.


Bazylika w Lyonie została wybudowana w tym samym okresie co Sacre-Coeur (po 1870), ale nie z tych samych powodów.
Paryska świątynia była podziękowaniem za upadek Komuny Paryskiej. 
Lyońska zaś została przyobiecana Panu Bogu przez Arcybiskupa Lyonu de Genouilhac wraz z modlitwami, by pruska armia nie dotarła do miasta Lyonu (wojna francusko-pruska 1870). Prusacy do nie dotarli do Lyonu i to Pierre Bossan, lyoński architekt, który opracował plany dziękczynnego kościoła mieszając elementy bizantyjskie ze średniowiecznymi.



Główne wejście od strony wzgórza i wyjścia z kolejki.
Fasada główna w remoncie, który trwa "nie od wczoraj" i na pewno "jutro" się nie zakończy.




Gdy podejdziecie już do wejścia głównego, przyjrzyjcie się dobrze fasadzie,
bo jest bardzo ozdobna i warta uwagi.

Dla osób francuskojęzycznych ciekawe mogą być wycieczki z historykiem,
który pokaże wam miejsca normalnie niedostępne dla turystów. Bardzo żałowałam, ze nie mogłam w takim zwiedzaniu uczestniczyć, czyli mam konkretny powód by do Lyonu jeszcze powrócić:)



Oglądając Bazylikę z zewnątrz można powiedzieć, że jest bardzo ozdobna. Co zaś potem powiedzieć o wnętrzu? Jest ono bogato zdobione i doprawdy aż przeciążone dekoracjami. Mozaiki, witraże, rzeźby i malowidła są dosłownie wszędzie. Można tam spędzić dni i tygodnie na oglądaniu dekoracji i chyba i tak wszystkiego człowiek nie dostrzeże.




Bazylika jest poteznym osrodkiem maryjnym wiec i na glownym oltarzy dominuje rzezba NMP z dzieciatkiem.

Do oglądania tych wszytkich dekoracji przydałaby się porządna lornetka, bo każdy element ma swe znaczenie i symbolikę.

Witraże wprawdzie nie są średniowieczne, bo mają nieco ponad sto lat, ale potrafią nas urzec swym pięknem.
Pogoda była chmurna a i tak wyglądały niesamowicie. Muszą wyglądać wręcz nieziemsko przy słonecznej pogodzie i pewnie o to właśnie artystom chodziło:)
Zoom na jedna z mozaik na suficie...




Z nawy glownej schodzimy nastepnie do ogromnej krypty podziemnej, ktora zaskakuje nas swymi rozmiarami i …. iloscia obrazow (kopii) z rownych osrodkow maryjnych na swiecie….



Schodzac do krypty Św. Józefa schody pozwalają nam tam wejść na wysokości połowy krypty (prawy bok) i schodząc dostrzegamy coś jakby znajomego...

Na prawo od schodow oltarz krypty...


A na lewo inne schody , tym razem umieszczone centralnie naprzeciwko oltarza...


Środek lewego boku krypty. Coś co z dala wydawało nam się znajome…. okazuje się kopią obrazu naszej Czarnej Madonny  z Częstochowy… Przez chwilę aż trudno w to uwierzyć, gdy się nie jest uprzedzonym…
W krypcie  od lat umieszczane są kopie obrazów NMP z różnych znanych ośrodków maryjnych…
Częstochowa odgrywa tu rolę szczególną i od 2002 roku w krypcie w Lyonie podziwiać można tę wspaniałą kopię.

Maryjo Królowo Polski módl się za nami…. (podpis po francusku i po polsku)





Ołtarz w Krypcie Św. Jozefa



Dookoła ołtarza w krypcie umieszczone są mozaiki z różnorakimi zwierzętami… 





Kopia Obrazu Matki Bożej płaczącej krwawymi łzami (z Györ na Węgrzech)


Kopia tamulskiej Notre-Dame de Valankanni








Notre-Dame de Guadeloupe,
umieszczona w krypcie podczas uroczystej ceremonii 31 maja bieżącego roku (2014





Pomnik Sw. Jana Pawla II na dziedzińcu przed Bazylika upamiętniający jego wizytę w 1986 roku.



Obchodząc Bazylikę dookoła trafiamy na najpiękniejszą panoramę Lyonu… z wysokości około 100 metrów ponad miastem spoglądamy na rzeki Saonę i Rodan (Rhône) i ogrom lyońskiej metropolii. Nawet przy ulewnym deszczu widać wszystko jak na dłoni. 





Na samym wzgórzu warto pozostać dłużej, by zwiedzić muzeum gallo-rzymskie, teatry rzymskie i park archeologiczny… 
Na nic z tego nie miałam już czasu, kolejny wiec powód do nowej wizyty w Lyonie :)



Widok na Bazylikę od dołu od strony rzeki Saonę.

Jeden z mostów na rzece Saonie.




Na koniec kilka jeszcze zdjęć z jednej z restauracji przy Placu Bellecour, na którym dominuje pomnik Ludwika XIV na koniu.













Przystawka :
"Saucisson lyonnais revisité dans un velouté de champignons à l'anis  surmonté de roquette"
Krótko mówiąc :
Kiełbasa lyońska w sosie grzybowym z rukolą :))





Danie główne (typowe) :
"Quenelle* de brochet, sauce homardine",

czyli z grubsza :
Rodzaj knedla z rybą w sosie z homara :)

(Nie stałam się fanka quenelles, jakos mi "nie leżą")

* quenelle (fr) pochodzi z niemieckiego "knödle", a stad już prawie jesteśmy u naszych południowych sąsiadów, gdzie jada się knedle :)

A na deser nie słodycze, ale połowa sera Saint-Marcellin z krowiego sera (cały ser to ok 80g)
Jest to jeden z najstarszych francuskich serów, bo pierwsze wzmianki o nim sięgają  XV wieku.


*****

A na koniec mała podpowiedź o tym gdzie spędziliśmy wieczór poprzedzający niedzielną wizytę w lyońskiej bazylice…


Ale na ten temat będę mogła napisać dopiero za jakieś trzy tygodnie…
Cierpliwosci :)


środa, 8 października 2014

Senne wygibasy malutkiej Lucy

Nasza dwumiesięczna obecnie koteczka Lucy potrafi wyczyniać niesamowite rzeczy podczas snu. W minioną sobotę udało mi się uchwycić kilka jej wygibasów. Zmieniała pozycje co jakiś czas, ale cały czas spała po porannej sesji wyścigów i potyczek ze swoimi czarnymi braciszkami.

Lucy, Jaqouille i Gaspard - o naszych trojaczkach wspominałam już na blogu TUTAJ.









Czy wasze koty też się tak wykręcają na wszystkie strony podczas snu?

Bo wśród naszych kociaków Lucy pobiła wszelkie rekordy :)

Trzecie od góry zdjęcie najbardziej mi przypadło do gustu...

wtorek, 7 października 2014

Wrzesień 2014 - podsumowanie miesiąca


To był miesiąc, w którym dominowała praca, praca i jeszcze raz praca …
Po spokojnym sierpniu nastąpił bowiem bardzo aktywny zawodowo wrzesień:)
Podsumowanie będzie więc krótkie i "treściwe" :)


I z tygodniowym poślizgiem :)




  1. 2190 km przejechanych pociągami TGV i Thalys podczas 6 przejazdów
  2. 6000 km samolotem - 5 przelotów (Ryanair, Easyjet, Brussels Airlines, Vueling)
  3. kilometrów samochodowych  tym razem niewiele
  4. kilkudniowy wyjazd służbowy do Strasburga
  5. dłuższy weekend w Warszawie i spotkanie po latach z koleżankami ze studiów
  6. cztery przedstawienia teatralne (1 w Paryżu, 1 w Brukseli i 2 w Warszawie)
  7. zero kina, zero wystaw czy zwiedzania
  8. duzo nadgodzin
  9. rajd pieszy wzdłuż Sekwany podparyskiej
A jaki był wasz tegoroczny wrzesień?

środa, 1 października 2014

Mój Kraj Idealny - projekt Klubu Polki na Obczyźnie

Nad stworzeniem mego Kraju Idealnego pracuję od wielu, wielu lat i choć może nie jest widoczny dla osób postronnych, to ja staram się dostrzegać na co dzień choćby wyrywkowo pierwsze jego zarysy. Powiedzmy więc, że widzę oczyma duszy  wyraźniej te właśnie elementy, które w mym Idealnym Kraju byłyby istotne. 

Dodam, że całe życie mieszkam w Europie, choć wielokrotnie miałam okazję wyjechać poza jej granice.  I nigdzie nie czułam się tak bardzo Europejką jak np w Stanach. 
W Europie czuję się u siebie, jest moim domem i dobrze mi tu w prawie każdym jej zakątku. Mieszkałam kiedyś dość długo na Węgrzech, potem również podziwiałam cztery pory roku w Finlandii. Lecz ostatecznie przypadek (lub przeznaczenie) rzuciło mnie nad Sekwanę i to Paryż stał się od lat moim drugim domem. W tym roku mogę już napisać, że to właśnie we Francji spędziłam dokładnie połowę mego życia. I choć od niemalże czterech lat jestem w tygodniu w Belgii, którą bardzo lubie, bo stworzyła mi świetne warunki pracy, to właśnie Francja pozostaje moim prawdziwym domem obok Polski. 

Dlatego gdy nasz Klub Polki na Obczyźnie zapowiedział serię wpisów na temat Kraju Idealnego jaki chciałybyśmy stworzyć z 5 elementów polskich i pięciu z kraju zamieszkania, po głębokim namyśle postanowiłam przelać na papier (tzn na ekran) to co od lat wkładam do swego "życiowego sejfu". 

Na liście mojej nie będę wpisywać rodziny czy przyjaciół, bo jest sprawą oczywistą, że to oni znaleźliby się w mym Kraju Idealnym w pierwszym rzędzie. 

Co jeszcze bym chciała w nim znaleźć?

Elementy polskiego pochodzenia

1. Porządek 
Może wyda się wam to dziwne, ale nadal szokuje mnie ilość śmieci na francuskich ulicach i brak poszanowania dla ludzkiej pracy. Być może i w Polsce zachowania zmieniły się w ostatnich latach na gorsze. Niemniej jednak w Polsce z mych wspomnień ulice są czyste, dzieci nie rzucają śmieci pod nogi, a na trawnikach jest zielono. Jedynym regionem Francji, który był mnie w stanie zachwycić pod tym względem okazała się Alzacja. Tam jest inaczej, bo czysto, porządnie i cała wręcz tonie w kwiatach. Ale już Paryż, nawet sprzątany każdej nocy przez rzesze pracowników zakładów oczyszczania miasta, okolo południa ponownie jest zaśmiecony. A co się dzieje gdy zastrajkują śmieciarze! Przeżyłam parę takich strajków i nikomu nie życzę, bo fetor na ulicach był okropny.
Nawet na południu, u nas na wsi mam odruch wyciągania torby plastikowej i zbierania puszek, butelek podczas spaceru. Po prostu nie mogę zostawić np plastikowej butelki na skraju winnicy czy lasu. A takie odpady coraz częściej szpecą tamtejsze pejzaże.  Krótko mówiąc, porządek zabrałabym raczej z Polski.

2. Sklepy dzielnicowe
Te malutkie sklepiki gdzie można kupić w każdej prawie chwili zapomnianą śmietanę czy sól, to bardzo sympatyczny element mego Idealnego Kraju. W Polsce takich Żabek czy Biedronek jest pełno. We miastach Francji takie sklepiki już prawie zanikły. A jeśli nawet coś jest to tzw. "Arabe du coin" czyli relatywnie drogi sklep otwarty 24 h na dobę, którego właścicielem jest często osoba pochodząca z Afryki Północnej. Jest tam na ogół drożej i trudno poczuć się swojsko. No ale jak kogoś przypili to lepszy takim niż żaden…  
Natomiast na wsi coraz mniej jest  sklepików spożywczych. Zależy to oczywiście od regionu, ale u nas na wsi (Roussillon) przez dwa lata nie było w ogóle sklepu, bo poprzedni splajtował. Dopiero trzy lata temu pewna młoda kobieta otworzyła go ponownie i zrobila też kącik z barem. Można u niej zamówić nawet pizzę w niektóre dni.  Można też coś wypić i pogadać. Albo kupić wina lokalnych winiarzy. To ważny punkt spotkań i każdy stara się tam zajrzeć od czasu do czasu, choć przecież po większe zakupy i tak wszyscy jeżdżą kilka kilometrów dalej do miasteczka. 
Tak, zdecydowanie, polskie sklepiki dzielnicowe mają się stosunkowo lepiej w Polsce i są naprawdę świetnie zaopatrzone.

3.  Zaradność i szacunek do pracy

Znów pewnie się zdziwicie, ale uważam, że polska zaradność nie ma sobie równej. A już jej francuski odpowiednik jest słaby, wręcz słabowity. Polak potrafi, Polak da radę, Polak się nie podda. Polak prze do przodu.  Francuzi natomiast oczekują, że manna spadnie im z nieba. Francja jako państwo jest wręcz nadopiekuńcza. Ileż to razy słyszałam, że komuś "nie opłaca się" pracować, bo tyle samo dostanie pozostając przez jakiś czas na bezrobociu. I oni uważają to za normalne. 
Bezrobotny jest ciągle jeszcze potrzegany negatywnie w Polsce. Młodzi pracują wszędzie i to widać. Owszem, słyszałam o umowach śmieciowych. Ale chodzi mi o to, że młodzi pracują często i chcą się posuwać do przodu. To mój małżonek zwrócił mi uwagę na ilość młodych osób np w polskich usługach… Francuzom się pracować nie chce, stąd coraz większy problem z imigracją… Oczywiście nic nie jest białe czy czarne, ale stanowczo polska zaradność i uszanowanie pracy byłyby cechami dominującymi w moim Idealnym Kraju. 

4. Nauka języków obcych

To chyba punkt bezdyskusyjny. Polacy lubią uczyć się języków obcych. I to nie jednego a kilku. Polski jest trudny, więc może dzieki temu łatwiej nam wchodzą do głowy inne języki. 
Tu Francja stanowczo przegrywa. Jeśli w CV Francuza wpisane jest dumnie, że jest "trilingue"to znaczy konkretnie, że zna francuski, duka po angielsku i umie się zapytać o godzinę po hiszpańsko:) Niestety w większości przypadków nie jest to przesada i to nawet wśród młodzieży. 
Czyli zabieram do mego Idealnego Kraju polskie zdolności językowe i system nauczania języków obcych (szkoly publiczne i prywatne, kursy i lekcje prywatne).


5. W moim Kraju Idealnym muszą być też prawdziwe lasy z grzybami, poziomkami i jagodami. A wśród nich prawdziwe rzeki do spływów kajakowych jak na Czarnej Hańczy i prawdziwe pojezierza z jeziorami jak na Mazurach (tymi ze strefy ciszy i z rybami:)…




Elementy pochodzenia francuskiego


1. Gastronomia i umiłowanie jedzenia jako istotnej części życia codziennego. Bogactwo ryb, owoców morza, mięs, rodzajów przypraw, owoców i jarzyn… Ach to prawdziwy temat-rzeka.  


2. Regularne pory posiłków i uregulowane zasady co się je o której. Podoba mi się systematyczne jadanie posiłków. Nie twierdzę, że każdy musi jeść ciepłą kolację po 20-ej, ale sama zasada jadania posiłków o konkretnej godzinie. W Polsce zbyt często jada się "nie posilki" kiedy popadnie: ciastko o 11-ej rano, kanapkę o 16-ej, talerz zupy o 18-ej. 
Nie lubię kiedy mi się wciska na siłę coś do jedzenia o dziwnej porze tylko dlatego, że przyszłam w gości i "na pewno jestem głodna". Nie szokuje mnie gdy umawiam się z koleżanką, że do niej wpadnę w porze lunchu, a ona mnie się pyta czy będę przed czy po posiłku, bo zależnie od tego albo zjemy razem, albo ona postara się zjeść wcześniej.  No i lubię umawiać się z kimś na spotkanie na lunch czy kolację, bo dzielenie z kims posiłku jest czymś co sprawia przyjemność. 
No i przede wszystkim nie lubię rozmów o polityce czy o pracy podczas jedzenia. Francuzi kochają się w rozmowach o jedzeniu podczas jedzenia. Wspominają ulubione dania, przepisy i analizują zjadane potrawy. Pytaja się czy ci smakuje i co lubisz. I raczej rzadko ktoś cię będzie namawiał na ciasto jeśli odmawiając wpomnisz o diecie. Tak, pod tym względem jestem chyba "sfrancuziona" :)

3. Żeby Kraj Idealny mógł być jeszcze wspanialszy, to musi mieć odpowiednią sieć dróg, autostrad, linii kolejowych i połączeń lotniczych. Te akurat zabrałabym z Francji, bo uważam, że są świetne. Autostrady są dobrze rozbudowane i tylko należy unikać pewnych dat lub pór, aby nie stać w korkach. 
Linie szybkich kolei są po prostu super i jeśli zaplanujecie podróż odpowiednio wcześniej to nie są drogie. Ileż to razy kupowałam bilety z Brukseli do Paryża po 22€ w jedna stronę (Thalys). Albo z Paryża do Perpignan za 30 €. Nawet dwa czy trzy razy zdecydowałam się na 7-godzinną podróż TGV z Brukseli do Perpignan za 29€ (bez przesiadki). Wystarczy siê dobrze zorganizować. Gorzej jeśli chcecie pojechać dokądś w ostatniej chwili, bo to już zabawa dla bogaczy, bo np bilet Paryż - Bruksela kosztuje wówczas (2 klasa) 90 € zamiast 22 €. 
Gdy bilety na pociąg są drogie, pozostaje jeszcze możliwość połączeń samolotowych. Na szczęście we Francji jest wiele lotnisk, sporo linii regularnych i tanich lowcostów, więc wybór jest niezły. Choć pod tym względem Polska zaczyna mieć również coraz więcej atutów.

Ekrany w nowszych TGV pokazują na bieżąco prędkość pociągu


4. Zabrałabym też różnorodność regionów Francji i choćby malutką cześć jej zabytków. Każdy region, miasteczko czasem nawet wioska, posiadają we Francji prawdziwe skarby. Polska ma niestety niefart to położenia geograficznego i czupurnych sąsiadów. Przez to tak wiele strat ponieśliśmy na przestrzeni wieków jesli chodzi o zabytki… Zabieramy więc do Kraju Idealnego choćby tylko część zabytków francuskich… 



5.  Wina i winnice - to ostatni punkt mego programu, ale nie wyobrażam sobie Kraju Idealnego bez win i francuskich winnic. Ich różnorodność, piękno pejzaży, wszystkie festiwale i święta win… Nie pijam piwa czy mocniejszych alkoholi, więc mogę sobie pozwolić na zabranie do Kraju Idealnego wszystkich winnic Francji… i tych alzackich, i tych z Szampanii czy Burgundii. Nie zapominając o Bordeaux czy naszym Roussillon. Do tego  Pays de Loire, Prowansja, Langwedocja itd itd



Jaka wielka szkoda, że wyczerpałam po pięć punktów z każdego kraju. Na zakończenie dodam tylko, że jest jedna rzecz wspólna, którą bym zabrała do mego Idealnego Kraju i z Polski i z Francji - TEATR.  
Jako bonus zabieram więc wszystkie teatry paryskie i w ogóle francuskie
 oraz warszawskie i w ogóle polskie…

Vive la Polofrance! 
Vive la Franpologne!