wtorek, 27 lutego 2018

Targi Książki w Brukseli - luty 2018




W niedzielę byłam po raz pierwszy na Targach Książki w Brukseli. W stolicy Belgii pracuję (w tygodniu) już od 2010 roku, ale rzadkością jest, bym zostawała tutaj na weekend. Na ogół wracam bowiem do rodziny do Francji, Polski lub jedziemy razem jeszcze gdzie indziej.
Tak więc pomimo mej miłości do książek i  czytania, Targi w Brukseli były mi do tej pory obce. Jedyne jakie znałam to te w Paryżu i w Warszawie.
W zasadzie podziękować powinnam synowi, który przyjechał spędzić ze mną w Brukseli swe ferie zimowe (i przede wszystkim uczyć się do matury), bo to z powodu jego pobytu zostałam na miejscu.

Edycja 2018

Targi trwały w tym roku cztery dni (22-25/02/2018), o jeden mniej niż rok temu. Organizatorzy podliczyli już, że odwiedziło je 70 tysięcy osób, w tym aż 8 tysięcy młodzieży. Nic dziwnego, tym bardziej, że trzeci rok z rzędu wejściówka była darmowa. Wystarczyło się zarejestrować na stronie internetowej lub przed wejściem.
W czwartek i piątek pracowałam, a w sobotę mieliśmy już inne plany. Niedziela była więc ostatnim dniem na udanie się do kompleksu wystawowego Tour&Taxi, gdzie odbywają się wszelkie tego typu imprezy w Brukseli.

Fot. Nika Vigo

Dojazd nie jest najwygodniejszy, bo albo trzeba się udać metrem + spory kawałek pieszo, albo autobusami, czy tramwajem. W każdym razie z mojego brukselskiego mieszkania do terenów wystawowych nie mam zbyt dobrego połączenia.

Biorąc pod uwagę, że w niedziele autobusy jeżdżą rzadziej, wybraliśmy wersję dojazdu metrem. Mroźne, a nawet wyjątkowo mroźne  - jak na Brukselę – powietrze, zmotywowało nas do przyśpieszenia marszu i w sumie całkiem szybko dotarliśmy na miejsce. Oczywiście teren wystawowy wyposażony jest w obszerny parking zewnętrzny, więc nie ma problemu z dojazdem dla zmotoryzowanych.

Stare, ceglane budynki przemysłowe stanowiły tło Targów Książki, które rozgościły się na powierzchni czterech wielkich hal. Było dość tłocznie, bo w końcu niedzielne popołudnie to również okazja do rodzinnych wyjść z dziećmi, a na Targach nie brakowało stoisk z literatura dziecięcą.

Tuż przy wejściu do pierwszej hali trudno nie zauważyć ogromnej WieżBabel przypominającej z daleka choinkę, a zbudowanej z książek.
 
Fot. Nika Vigo
Przechadzając się wśród stoisk, mijamy kolejno działy komiksów, literatury afrykańskiej, europejskiej, kryminałów, wydawnictwa Unii Europejskiej, zdrowego stylu życia. Wszystko widzi mi się przemieszane, bo nie chodzę według ustalonego planu, tylko przechadzam się szukając momentów, gdzie falujący tłum robi trochę wolnej przestrzeni.


Goście 

W pewnym momencie trafiam na półkę z polskimi książkami. To Instytut Polski wraz z innymi przedstawicielami państw Grupy Wyszehradzkiej, prezentuje namiastkę polskiej literatury. Robię zdjęcia tym kilku półkom, bo to jednak nasze i nawet taki mały polski akcent sprawia mi przyjemność. W tym momencie zdaję sobie sprawę, że przeszkadzam chyba osobom robiącym sobie zdjęcia na tle polskiego stoiska. Usuwam się nieco i widzę, jak dwie kobiety fotografują się z Grażyną Plebanek, polską pisarką mieszkającą w Brukseli. Nie znam jej osobiście, ale rozpoznałam od razu dzięki zdjęciom krążącym w Internecie. W końcu nie tak wielu jest polskich pisarzy w Brukseli, więc są łatwo rozpoznawalni wśród mieszkających  i pracujących tu Polaków. Pstrykam i ja zdjęcie całej trójce i ruszam dalej, bo nie jestem łowczynią autografów.

Amélie Nothombe
Fot. Nika Vigo

Idziemy dalej ku stoiskom z literaturą francuskich wydawnictw. Gdy tylko gdzieś stoi kolejka i robi się tłoczno, oznacza to seans podpisywania książek w toku. Największa kolejka jest oczywiście na stoisku wydawnictwa Albin Michel. To tam podpisuje swe książki mieszkająca w Paryżu od lat, najbardziej chyba sławna belgijska pisarka, Amélie Nothombe. Łatwo ją rozpoznać po czarnym stroju i ogromnym kapeluszu z szerokim rondem. To jej znak rozpoznawczy. Taki ma właśnie styl. Czytałam kilka jej książek, a teraz właśnie wyszła jej najnowsza powieść , zatytułowana " Frappe-toi le coeur". Ludzie stoją cierpliwie w kolejce ściskając swój egzemplarz. Każdy podchodzi i wymienia kilka zdań z pisarką. Ta zaś wcale się nie śpieszy. To nie praca na akord. Powoli podpisuje książkę, uważnie słucha swego czytelnika, popija szampana. Niektórzy proszą ją o wspólne selfie. Ci, którzy nie stoją w kolejce, fotografują pisarkę przy pracy. Ja też zrobiłam kilka zdjęć.

Kontynuujemy swe wędrówki wśród stoisk. Szukam wydawnictw poświęconych gastronomii, ale tych nie znajdują. Gdzie nie gdzie tylko widać książki poświęcone gotowaniu. Oglądam właśnie książkę o wykorzystaniu obierek, gdy słyszę nagle polskie "cześć" wypowiedziane z cudzoziemskim akcentem. To portugalski tłumacz konferencyjny, którego spotykam niekiedy służbowo. Najwyraźniej i w Brukseli zaczynam być już zadomowiona, skoro spotykam znajomych w takich miejscach.

Kierujemy się już powoli ku wyjściu, gdy trafiam na stoisko Wydawnictwa Alain Bargain. Jest ono zastawione dziesiątkami kryminałów o podobnej szacie graficznej. To bretońskie wydawnictwo publikujące lokalnych autorów, a jego cechą charakterystyczną jest fakt, że akcje książek rozgrywają się na miejscu w Bretanii i tylko niekiedy poza nią. Znam to wydawnictwo sprzed lat, gdy jeździłam jeszcze często do południowej Bretanii do posiadanego wówczas domku nad Atlantykiem. Rozmawiam kilka minut z obecnymi na miejscu autorami i kupują ostatecznie dwie książki: jedna rozgrywa się w Nantes, a druga nietypowo, bo w Paryżu. I niech nikt się nie ośmieli twierdzić, że Nantes to nie Bretania, bo jej mieszkańcy wiedzą lepiej, a oni uważają się za Bretończyków i basta.


Toaletowa dygresja

Do barów i kawiarenek nie zaglądamy, bo pojechaliśmy na Targi po obiedzie. Do toalety jednak próbowałam pójść, ale znalazłam tylko jedną, a kolejka była do niej  bardzo długa. Zresztą jak zawsze do damskiej toalety. Niech mi ktoś wreszcie wytłumaczy, dlaczego kobiety zawsze muszą swoje odstać w kolejce, a mężczyźni idą sobie od razu. Czy to takie trudne zrobić 15 kabin dla pań i 5 dla Panow? Dlaczego nikt na to nie wpadnie i upierają się przy tylu samych toaletach i dla jednych i dla drugich.
No, ale już wracam do tematu, bo nie o toaletach chciałam tu przecież pisać.




Goście raz jeszcze

Na Targach było kilka osobnych sal, gdzie odbywały się prelekcje. Program był dość bogaty, choć oczywiście większość autorów belgijskich była mi nieznana. W zasadzie z Belgów znałam tylko wspomniana już Amélie Nothombe i autora przeczytanej w tym miesiącu książeczki "Zinc" (Cynk) autorstwa Davida Van Reybrouck'a (Nagroda Europejska 2017)

Natomiast wśród innych gości belgijskich targów zauważyłam bardzo znaną francuską powieściopisarkę Katherine Pancol (pisałam o niej na blogu już kiedyś). Zauważyłam też nazwiska innych Francuzów: Anny Duperey i Vincenta Perez'a znanych z ekranów kinowych i telewizyjnych. Najwidoczniej i oni w pewnym momencie zdecydowali się chwycić za pióra i stąd ich obecność na Targach. Ale nie zauważyłam ich osobiście w momencie naszej wizyty.

Ostatecznie po niemalże trzech godzinach opuszczamy Tour&Taxi i ruszamy do domu.

Tuż nad drzwiami wyjściowymi widnieje zaproszenie na przyszłoroczną, 50-tą edycję Targów Książki w Brukseli, która odbędzie się od 14 do 17 lutego 2019 roku.


Kto z was miałby ochotę się wybrać?




Bruksela,  26 lutego 2018


*****
Jeszcze kilka zdjęć

Stoisko Grupy Wyszehradzkiej, na którym znajdowały się książki polskich autorów
Fot. Nika Vigo

Grażyna Plebanek (pośrodku) podczas pozowania do zdjęć ze swymi czytelniczkami.
Fot. Nika Vigo

Fot. Nika Vigo

Fot. Nika Vigo


Jedno z obficiej zaopatrzonych stoisk
Fot. Nika Vigo

Moje "wielkie" zakupy
Fot. Nika Vigo

Do tej młodej damy, Nine Gorman, stała ogromna kolejka.
Ja jej nie znam i chyba sobie wygugluję dowiedzieć się o kogo chodzi,
ale najwyraźniej cieszyła się ogromna popularnością.
Fot. Nika Vigo


PS. Wyguglowałam: to francuska autorka książek dla młodzieży. Zaistniała dzięki Internetowi. Brawo!

niedziela, 25 lutego 2018

Poulet Marengo, czyli kurczak à la Marengo - historia i przepis



Bitwa Marengo, obraz namalowany przez Louis-Fraçois Lejeune

   Nieczęsto możemy określić - z dokładnością co do dnia - datę powstania jakiegoś historycznego przepisu. Chyba, że ... powstał on w dniu wielkiej bitwy pod Marengo, decydującej bitwy w drugiej kampanii włoskiej, po której Francja ustaliła ostatecznie swą naturalną zachodnią granicę na Renie i dominację we Włoszech.
   Tego dnia nie tylko Francuzi wygrali bitwę w małej włoskiej wiosce Spinetta Marengo na północ od Genui i na zachód od Alexandrii, ale narodził się również przepis na kurczaka Marengo istniejący do dziś w wielu wersjach.

   Bonaparte nie był wielkim smakoszem, ale miewał swoje kaprysy zwycięzcy i wówczas musiał wrzucić coś konkretnego na ząb i to jak najszybciej. W życiu codziennym poświęcał mało czasu na posiłki. Szkoda mu było tracić czas na takie głupstwa, więc nawet 20 minut przy stole było dla niego wielkim poświęceniem.

14 czerwca 1800

   Mało brakowało, a  Dunand, kucharz pierwszego Konsula, odszedłby w zapomnienie, nie mając okazji stworzyć żadnego słynnego przepisu.

General Louis Charles Antoine Desaix,
portret Andrea Appiani
   9 listopada 1799 (18 brumaire an VIII według kalendarza rewolucyjnego) - Bonaparte na drodze zamachu stanu przejmuje władzę w kraju. Ale nie dane mu jako Konsulowi zająć się sprawami wewnętrznymi kraju, bo już w maju następnego roku przyjdzie moment, by zmierzyć się z siłami wojsk austriackich, które były już niedaleko Renu i we Włoszech.
   Rusza więc do walki. Nie będę tu teraz opisywać całej kampanii i tego jak doszło do bitwy, bo nie to było istotne dla powstania przepisu.

   Natomiast ważne okazało się, że Bonaparte popełnił kilka błędów rozdzielając swe siły na północy Włoch, a w konsekwencji w pewnym momencie, znalazł się wobec przeważających sił austriackiego generała Michaela von Melasa. 45 tysięcy żołnierzy austriackich (i 100 dział) atakuje 23 tysiące żołnierzy francuskich (dysponujących 15 działami)
   Bitwa pod Marengo rozpoczyna się o 6 rano, a o 14-ej jest już przegrana. Gońcy ruszają do Wiednia i do Paryża.
   Pojawia się odesłany dzień wcześniej do Novi z dwiema dywizjami i zawrócony z drogi, generał Desaix. To on stwierdza, że bitwa jest wprawdzie przegrana, ale nie jest za późno, bo można jeszcze wygrac druga bitwę tegoż dnia.

   To Deasaix byłby prawdziwym triumfatorem tej bitwy gdyby nie fakt, że został w niej zabity. Bonaparte wydaje się niepocieszony i płacze nad jego zwłokami, ale zaraz potem posyła do Paryża ludzi z wiadomościami o triumfie armii francuskich.

   Tak ciężki dzień, pełen dramatycznych zwrotów akcji, wielu zabitych i euforii zwycięstwa, trzeba w końcu uczcić jakimś posiłkiem.
Generał Bonaparte jest głodny. Jego kucharz Dunan (Dunand wedlug niektórych źródeł) chce się wykazać. Teraz on rusza do dzieła.

Nazwisko generała Desaix widnieje na Łuku Triumfalnym w Paryżu
(na zdjęciu trzecie od dołu)
(Fot. Nika Vigo)


"Narodziny" kurczaka marengo 

   Tylko co zrobić, gdy wozy z prowiantem zostały przechwycone przez Austriaków i brak masła? Trzeba zadowolić sie lokalną oliwą. Dla zwycięzcy porządny, tłusty kurczak będzie odpowiednim posiłkiem, ale co  do niego? Dunan rozsyła ludzi po okolicy, nakazując przywieźć wszystko, co się nada do zjedzenia. Jeden wrócił z pomidorami (dużo bardziej rozpowszechnionymi już wówczas we Włoszech niż we Francji), drugi z rakami z pobliskich rzek, trzeci z jajkami, a inni z białym winem, czosnkiem i pieczywem. Oczywiście nie znamy szczegółów "działań kuchennych" tego dnia, bo historycy zajmują się raczej militarnymi aspektami bitwy.

   Podaję informacje za Jean Vitaux*, lekarzem gastroenterologiem, historykiem gastromomii i autorem kilku ciekawych książek o tej tematyce.

   Tak więc ponoć Dunan rozpłatał kurczaka szablą na ćwiartki, zrumienił na oliwie, dodał sól, pieprz, czosnek, białe wino, raki i pomidory i udusił wszystko razem. Następnie usmażył jajka i podał na kawałkach chleba jako dodatek (według niektórych źródeł dodał także grzyby, a dokładniej smardze)


Marengo - symbol sukcesu 

   Kurczak przygotowany z fantazją naprędce przez Dunana, zasmakował Bonapartemu, a że kojarzył mu się ze zwycięstwem, to kazał go ponoć przygotowywać przed każdą ważniejszą walką. Według jednej z legend, był ponoć na tyle przesądny, że bardzo się zezłościł, gdy kiedyś kucharz przygotował kurczaka marengo bez raków. Żeby przynieść zwycięstwo kurczak miał być przygotowany dokładnie tak, jak pod Marengo.

   Od tamtej pory przepis upowszechnił się jako prosty w przygotowaniu. Z czasem raki zostały zastąpione grzybami leśnymi, bo nie każdy szykuje się do bitwy. Grzyby leśne zastąpiono pieczarkami. Czasem do sosu dodaje się trochę koniaku.

   Nawet w pewnym momencie zastąpiono kurczaka cielęciną i stąd wzięło się danie zwane veax marengo (cielęcina marengo).

   W naszych czasach poulet marengo jest jedną ze sztandarowych potraw przygotowywanych na przeróżnych piknikach, biwakach czy kolacjach napoleońskich.

   Poniżej podaję wam jedną z wersji przepisu, którą ja sama przygotowuję w domu od czasu do czasu. Jest to danie o tyle wygodne, że można je przygotować zawczasu i tylko odgrzać przed podaniem.

Smacznego!

Składniki do kurczaka marengo (fot. Nika Vigo)


Poulet Marengo - Kurczak (à la) Marengo 
prosta wersja współczesna 

Składniki:
  • 1 kurczak średniej wielkości pokrojony na ćwiartki, lub cztery udka
  • 3-4 łyżki oliwy
  • 1 łyżka masła
  • 1 łyżka mąki pszennej
  • 10 szalotek, obranych i pokrojonych w piórka (lub 2 duże cebule)
  • 3 ząbki czosnku, pokrojone w małe kawałki
  • 0,3 l bulionu z kury lub warzywnego
  • 20 dkg małych pieczarek pokrojonych w plasterki 
  • szklanka pomidorów w kawałkach (bez skórki) lub pomidorów z puszki
  • 0,2 l białego wytrawnego wina
  • sól, pieprz, natka pietruszki do dekoracji
  • opcjonalnie : świeże lub mrożone raki

Przygotowanie:
  1. Kawałki kurczaka posól i popieprz 
  2. Na patelni rozgrzej masło z oliwą i włóż kawałki kurczaka, by zrumienić je z obu stron 
  3. Następnie przełóż kurczaka do garnka
  4. Na pozostałym na patelni tłuszczu zrumień szalotki i czosnek. Przełóż do garnka
  5. Wlej do garnka bulion, białe wino i pomidory. Posól i popieprz
  6. Zamieszaj zawartość garnka i duś pod przykryciem przez około 60 minut.
  7. Na patelni podsmaż pieczarki i dodaj do garnka po 30 minutach, czyli w połowie duszenia.
  8. Jeżeli dodajesz raki, to zrób to po około 45 minutach od początku gotowania.
  9. Już na talerzu udekoruj natką pietruszki

Obecnie danie podaje się najczęściej z białym ryżem, ale każdy ryż do niego pasuje. Ja bardzo lubię włoski ryż Nero, który jest czarny, ale do tego dania pasuje wyśmienicie.



Kurczak marengo (fot. Nika Vigo)

****************

Powyższy wpis powstał w ramach akcji w 80 blogów dookoła świata N° 47
Zapraszamy w imieniu Blogerów Kulturowych i Językowych do lektury wpisów naszych członków biorących udział w tej edycji.

Chiny

Biały Mały Tajfun - Yunnańska szynka
  

Francja

Demain,viens avec tes parents - Najpiękniejszy owoc Lotaryngii



Blog o Francji, Francuzach i języku francuskim - Morze w gębie, czyli jak podawać i jeść ostrygi










Gruzja



Gruzja okiem nieobiektywnym - Nie ma Gruzji bez chaczapuri




Hiszpania







Irlandia

W Krainie Deszczowców - Tradycyjny niedzielny obiad irlandzki


Japonia


Kirgistan




Niemcy:

Niemiecki w domu - Znane potrawy niemieckie



Norwegia:

Norwegolożka – Kanapkomania



 

Rosja:
Dagatlumaczy - Blin!

Szwecja


Turcja

Turcja okiem nieobiektywnym - Gözleme - placki cieńsze od naleśników


Wielka Brytania







Włochy




Różne kraje



* Jean Vitaux - "Les petits plats de l'histoire"

niedziela, 1 października 2017

Notatki kulturalne - wrzesień 2017

Jesień w pełni, nawet oficjalny kalendarz nam o tym przypomniał kilka dni temu. Wrzesień się skończył, więc zrobiłam sobie takie krótkie zestawienie miesiąca, żeby nie zapomnieć co widziałam i co czytałam i postanowiłam się w wami nim podzielić.

Marta FREJ w Brukseli

Pisząc te słowa jestem jeszcze pod wrażeniem wieczoru autorskiego w polską graficzką i znana autorka memów, Martą Frej. Niby mam wrażenie, że jestem w miarę możliwości na bieżąco z tym co się dzieje w polskiej „strefie kulturalnej”, a jednak jest wiele zjawisk, które łatwo umykają, gdy się mieszka od tak dawna poza granicami kraju. Tak też było i z Martą Frej, której nazwisko obiło mi się o uszy i może widziałam gdzieś w sieci jedną czy dwie z jej prac. Dzięki temu, że jestem od kilku miesięcy członkinią Brukselskiego Klubu Polek, mogłam wczoraj wziąć udział w organizowanym przez BeKaP spotkaniu na żywo z Martą Frej. Sala w prowadzonej przez jedną z członkiń BeKaPu, galerii w centrum Brukseli, była pełna i nawet jeszcze podczas spotkania docierały spóźnione osoby, dla których już zabrakło miejsc siedzących.
Marta z ogromną swobodą opowiedziała o swojej działalności artystycznej w sieci i społecznej w Częstochowie, gdzie mieszka.  Do tego zaprezentowała wiele swoich prac, komentując je i okraszając swe opowieści różnymi anegdotkami.

Jeśli chcielibyście poznać jej twórczość, to zajrzyjcie do sieci na jej fan page:
 
Marta Frej podczas wieczoru autorskiego w Brukseli 

wtorek, 26 września 2017

Francuski i polski pod lupą, słów kilka z okazji Europejskiego Dnia Języków



To już trzecia edycja Miesiąca Języków naszej grupy BJK, czyli grupy Blogerów Językowo- Kulturowych.

Kiedy latem 2015 roku zasugerowałam z grupie, by uczcić w jakiś szczególny sposób przypadający na 26 września Europejski Dzień Języków, posypało się wiele propozycji.

Po wielu dyskusjach i głosowaniu wygrała propozycja całomiesięcznych obchodów, które nazwałyśmy po prostu Miesiącem Języków.

Edycja 2017 jest więc już trzecim dorocznym wydarzeniem organizowanym przez naszą grupę. Tym razem  hasłem przewodnim są podobieństwa i różnice miedzy polskim, a innymi językami.


Z tej okazji postanowiłam wziąć pod lupę kilka wyrażeń i idiomów.
Skąd taki pomysl? Kilka dni temu dostałam od polskiego kolegi wiadomość zakończoną dla żartu słowami "thank you from a mountain" (dziękuję z góry, przetłumaczone słowo w słowo z użyciem słowa góra w znaczeniu szczyt)

Przyszło mi wówczas do głowy, że i w języku francuskim pełno jest wyrażeń, które przetłumaczone na inny język, np. na polski, niekoniecznie muszą być zrozumiałe dla odbiorcy. Czasem wręcz wywołają usmiech, a niekiedy nie zostaną w ogóle zrozumiane.

C'est du grec ! - powie Francuz, ale my powiemy już np "To chińszczyzna!" , bo najwidoczniej język grecki nie wydaje się Polakowi aż tak skomplikowany jak chiński.

Fier comme Artaban!  - dumny jak paw. Podczas gdy my porównujemy kogoś przesadnie dumnego do pawia, Francuzi porównują się do postaci z powieści "Kleopatra, której autorem w XVI wieku był  Gautier de Costes de La Calprenède

       Tak mi sie skojarzylo przy okazji: autor ten urodził sie w Sarlat-la-Canèda - obecny departament Dordogne -  słynącej z przepysznych ziemniaków smażonych w głębokim tłuszczu, nazywanych pommes sarladaises; koniecznie sprobujcie ich będąc we Francji. 

Ca te va comme un gant! - Leży na tobie jak ulał!
W tym wyrażeniu Francuzi posługują się słowem "rękawiczka", (która jest dopasowana do dłoni), podczas gdy w polskim mamy wrażenie, że coś jest tak dopasowane, jakby zrobiono odlew w dopasowanej formie.

Coiffer Sainte Catherine! - oznacza "zostać starą panną". Jeśli nie wiecie nic o francuskiej tradycji noszenia przez "stare" (ponad 25-letnie) panny zielonych kapeluszy w dniu 25 listopada (imieniny Katarzyny), to wyrażenie "przywdziać świętą Katarzynę" będzie dla was zupełnie niezrozumiałe.
          
       O tradycji tej pisałam na blogu już kilka lat temu w 2013 we wpisie TUTAJ

On va se tourner les pouces! oznacza dosłownie, że będziemy sobie "kręcić (młynki) kciukami", podczas gdy po polsku bardziej zrozumiałe będzie "zbijanie bąków".

Annoncer la couleur , czyli dosłownie "zapowiedzieć kolor", to francuski odpowiednik naszego wyrażenia "odkryć swoje karty".

Con comme un balais, czyli nasze wyrażenie "głupi jak but", po francusku dotyczy miotły (con = głupi, balais = miotła) I jak tu się domyśleć, że francuska miotła jest głupia? Niestety trzeba zapamiętać i już:)

Prêcher pour sa paroisse - bronić własnych interesów, mówić we własnym imieniu, a w wersji francuskiej mowa o kazaniu na rzecz swej parafii (prêcher = głosić, kazać, wygłaszać;  paroisse = parafia)


Logo Europejskiego Dnia Języków 


Na koniec tej krotkiej listy porównań mam dla was wyrażenie wyjątkowo fantazyjne.
Znacie na pewno polskie zwroty "Jak mi tu kaktus wyrośnie!" albo "Jedzie mi tu czołg?", które wyrażają ogromne niedowierzanie.
Wiecie jak mówią francuskie niedowiarki?

Quand les poules auront des dents! - dosłownie: Kiedy kury będą miały zęby! (to wtedy uwierzę)
Widzieliście kiedyś kurze zęby? Ja nie, ale wyrażenie łatwo zapamiętać, gdy sobie je wyobrazimy.

Ale idiomy i rożne wyrażenia to nie tylko pułapki.

Mamy też wyrażenia zupełnie identyczne, więc te możecie używać bez obaw w obu językach:


  • avoir le coeur sur la main - mieć serce na dłoni (avoir = mieć, coeur = serce, main = ręka)
  • l'argent de poche  kieszonkowe (argent = pieniądze, poche = kieszeń)
  • avoir une santé de fer - miec żelazne zdrowie (avoir = mieć, santé = zdrowie, fer = żelazo)
  • avoir la gorge serrée - mieć ściśnięte gardło (avoir = mieć, gorge = gardło , serrer = ściskać)
  • se salir les mains - pobrudzić sobie ręce (salir = brudzić, main = ręka)


Na dziś już zakończę przypominając jeszcze moje wpisy w pierwszej edycji Miesiąca Języków:


*******

Akcja trwa od początku września i od pierwszego do ostatniego dnia, codziennie o 10:00 jeden z członków grupy publikuje na swoim blogu wpis napisany specjalnie z tej okazji.

Wczoraj zapraszała do siebie Beata  (blog Viennese Breakfast), a jutro możecie od 10-ej zaglądać do Agnieszki (blog Angiekski C2)

Wszystkie zaś linki znajdziecie na blogu grupy w wpisie poświęconym tegorocznej akcji.

Sponsorem naszej tegorocznej akcji jest serwis bab.la 




środa, 23 sierpnia 2017

Sardinade, czyli letnie grillowanie

O sardynkach słów kilka

   Chyba każdy z nas miał w życiu okazję, by skosztować sardynek. Na ogół są to jednak sardynki w puszce w zalewie oliwnej lub pomidorowej. 

   Sardynki są drugą po anchois ryba łowioną w Morzu Śródziemnym i nie będzie to dla nikogo niespodzianką, gdy napiszę, że nazwa wzięła się od nazwy włoskiej wyspy Sardynia (Sardegna po włosku)

Sardinade - sardynki z grilla polane sosem z oliwy, czosnku i natki pietruszki
Fot. Nika Vigo