środa, 27 marca 2013

Fiat 126p - niezniszczalny :)

W ostatnią sobotę w Warszawie - mimo mrozu - sporo było osób spacerujących w marcowych promieniach słońca. Byłam wsród spacerujących i oto co ujrzalam pod Zamkiem Ujazdowskim, gdzie mieści się aktualnie Centrum sztuki Współczesnej...




Osobiście dawno nie widziałam tak oryginalnego pługu śnieżnego :)
I daję sobie głowę uciąć, że działa i to skutecznie. 
Zresztą było widać skutki jego działań, 
bo parking koło zamku był dokładnie odśnieżony :)
Momentalnie serce mi urosło z dumy.


Niech żyje polski Fiat 126p ! 

Niezniszczalny i długowieczny :)  :)

***

wtorek, 26 marca 2013

Czekoladowe znaczki pocztowe


Arkusz czekoladowych znaczków
Gdzie można kupić czekoladowe znaczki pocztowe ? Oczywiście tylko w Belgii !
Od wczoraj poczta belgijska sprzedaje w swoim sklepiku internetowym  znaczki o zapachu i o smaku czekolady.

Tematyka dotycząca czekolady jest w Belgii oczywiście czymś normalnym i wielu cudzoziemców kojarzy czekoladki i frytki przede wszystkim właśnie z tym krajem.

Temat czekolady pojawiał się już dwukrotnie na znaczkach belgijskich.
Po raz pierwszy – w 1999 -  wydano znaczki poświęcone procesowi produkcji czekolady.
Po raz drugi – w 2006 – serie specjalne dotyczyły gastronomii belgijskiej, a ich część naturalnie czekoladzie.

Rok 2013  jest jednak wyjątkowy bo nowe znaczki mające na celu oddanie hołdu belgijskiej czekoladzie,
nie tylko pachną czekoladą, ale mają też jej smak, o czym można się przekonać liżąc znaczek przed jego przyklejeniem.
Do kleju dodano bowiem olejki esencji kakao, a do farby drukarskiej aromat o tym samym zapachu.

Nad wyglądem znaczków pracowało dwoje artystów:  fotograf specjalizujący się w gastronomii Tony LE DUC, i graficzka  Kathleen MILLER.
Przygotowano 107 600 arkuszy z zestawem pięciu znaczków w cenie 6.20 € za arkusz.

Zrzut ekranu ze strony sklepiku internetowego belgijskiej poczty
Każdy z pięciu znaczków przedstawia czekoladę pod inną postacią:
- granulowaną
- batoniki
- pralinkę
- smarowidło
- tabliczkę

Znaczki mają nominał z taryfą międzynarodową, więc można wysłać list z takim czekoladowym znaczkiem nawet poza Europe.

Smacznych listów J

wtorek, 19 marca 2013

Dominique Loreau - rocznik 2013 już w sprzedaży!


     Już od stycznia czekałam na ukazanie się nowej książki Dominique Loreau. Nawet zapisałam się w księgarni (wirtualnej), żeby mi ja zarezerwowali i przysłali jak tylko będzie w sprzedaży. Pomyślałam sobie wtedy, że to zupełnie  jak za czasów PRL-u, gdy były zapisy na różne wydania (a i to tylko dla « zaufanych ») J

       Zapisałam się i zapomniałam, żeby się nie niecierpliwić. Kupowałam trochę jak kota w worku, bo poza tytułem „Mon regime bonheur”, nic nie wiedziałam o nowym dziele tej autorki. Najprościej jest chyba przetłumaczyć tytuł jako „Moja dieta szczęścia”. Rozumiecie więc, że jako osoba pragnąca zrzucić parę kilogramów, a do tego ceniąca niektóre poprzednie książki Dominique Loreau, zupełnie świadomie postanowiłam wydać całe 16,90€ i potraktować to jako prezent dla samej siebie (okazji nie brak, zawsze się coś wymyśli, ale z końcu można i bez okazji :)




     Dominique Loreau czytuję już od 2005 roku, czyli od momentu ukazania się francuskiego oryginału jej pierwszej książki „L’art de la simplicité” („Sztuka prostoty”). O tym jak natknęłam się na tę książkę pisałam już w listopadzie (zobacz link).
I choć nie mam zwyczaju  korzystać ślepo z poradników dostępnych na rynku, to w tym przypadku muszę podkreślić, że „Sztuka prostoty” i niektóre z późniejszych pozycji wydanych przez tę autorkę, miały ogromny wpływ na mój sposób myślenia i na coraz silniejsze pragnienie uproszczenia sobie życia codziennego.

     To właśnie od tej pierwszej lektury zaczęła się moja „przygoda” z minimalizmem i moje poszukiwania własnej, racjonalnej drogi świadomej prostoty. Od tamtej pory przeczytałam już wiele opracowań różnych autorów zajmujących się tematyką minimalizmu, ale to właśnie do niektórych książek Dominique Loreau wracam najczęściej. Były też one również moim ulubionym prezentem dla przyjaciół, rodziny i znajomych. Niektórym się przydały i byli zachwyceni J. Inni przeczytali i odłożyli na półkę (albo – mam nadzieję -  podali dalej).

     W ten oto sposób w dniu 9 marca otwierałam przesyłkę z księgarni z „najnowszą” Loreau. I tu zaskoczenie, bo otrzymana książka przypomina raczej zeszyt ćwiczeń jednorazowego użytku, aniżeli jakiś nowy esej czy poradnik.


       Autorka w pierwszej części wyjaśnia dlaczego warto wsłuchać się w samą/samego siebie, nauczyć się odczytywać relacje istniejące między tym co jemy, jak żyjemy, między pogodą, kwartą księżyca, a tym jak się czujemy , czy jesteśmy w dobrej formie i jaki to ma wpływ na naszą (nad)wagę.


      Druga, najważniejsza część książki-zeszytu wygląda jak kalendarz na pół roku (180 dni). Według autorki tyle właśnie potrzeba czasu, aby nasze zapiski i obserwacje stały się dla nas jasne i czytelne. Dopiero wtedy bowiem będziemy korygować ewentualne błędy w żywieniu i higienie życia, gdy zrozumiemy co z czym jest powiązane, co nam służy, a co szkodzi.

       Każda strona tego kalendarza to jeden dzień. Podzielona jest w pionie na dwie części. Z lewej strony zapisujemy fakty, z prawej emocje i odczucia fizjologiczne. Autorka zaprasza nas do półrocznej pracy nad sobą (a może zabawy ze sobą?) i okrasza każdy dzień mottem odnośnie psychologii, diety czy filozofii. Każdego dnia należy zapisac ilość snu, temperaturę zewnętrzną, kwartę księżyca, wagę ciała, miejsce pobytu (dom czy podróż).

        W końcowej części umieszczona została strona, na której notujemy swe wymiary trzy razy: pierwszego, 90-tego i 180-tego dnia.  Po tej stronie jest już tylko „ściąga” czyli tabelka z ilością tłuszczu, węglowodanów i kalorii roznych produktów, mięs, jarzyn i owoców. Służy tylko do konsultowania gdy mamy wątpliwości z wyborem jedzenia. Absolutnie niczego nie trzeba zliczać i mierzyć na co dzień.


      Odczekałam ponad tydzień zanim zabrałam się do pisania tego tekstu, bo nie byłam pewna czy podjąć się takiego półrocznego wyzwania. W końcu stwierdziłam, że trochę to będzie może uciążliwe, ale spróbuję w ten sposób popracować nad sobą.  Za pół roku zdam wam relację co z tego wyszło J
Zapiski zaczęłam od pierwszego poniedziałku po otrzymaniu przesyłki z książką, bo kalendarz w niej zaczyna się od poniedziałku. Od tygodnia więc zapisuję wszystko co jem, ile godzin śpię, jaka jest moja „aktywność” ruchowa, leki, samopoczucie i oczywiście waga. Póki co nie wiem czy tego typu notatki pomogą mi w jakiś magiczny sposób zrzucić zbędne kilogramy. Niemniej jednak już po tych paru dniach pozwalają one zauważyć korelację między snem, zmęczeniem, podjadaniem a samopoczuciem. A ten fakt, jest według Dominique Loreau najważniejszym elementem dochodzenia do swej optymalnej formy.

     Gwoli ścisłości dodam, że ta książka-zeszyt nie jest przeznaczona tylko i wyłącznie dla kobiet. I nie tylko w celu odchudzania się. Mogą z niej skorzystać bez problemu i mężczyźni i kobiety, i ci ze zbędnymi kilogramami i ci ze złym samopoczuciem. Cel jest szczytny, a jego osiągnięcie w naszych rękach (tzn w tej jednej, którą piszemy J).


        Z innych pozycji wydanych przez Dominique Loreau poza pierwszą „Sztuka prostoty”, cenię jeszcze trzy inne. Mam je w swojej biblioteczce i wracam do nich od czasu do czasu.
Są też takie, które mnie zawiodły i jedno ich przeczytanie wystarczyło, po czym puściłam je dalej „w świat”.
Nie przypadła mi do gustu książka z cytatami i poezjami o deszczu. Nie podpasowała mi też książka o posiadaniu 99 przedmiotów. Miałam też kiedyś Kakebo (zeszyt do prowadzenia rachunków domowych) i okazał się zupełnie niepraktyczny w moim przypadku, więc pozostałam przy mojej metodzie prowadzenia rachunków i opracowywania budżetu (oprogramowanie Tout compte fait).

      Z poniższej listy książek wydanych przez Dominique Loreau , ponad połowy nie polecam. Ale te, które polecam, mogą być inspiracją  do wypracowania własnych metod, do zastanowienia się nad naszym stosunkiem do otaczających nas przedmiotów, ludzi i spraw. Dla wielu już są taka inspiracją, bo autorka jest coraz bardziej znana i tłumaczona na całym świecie.
  

2005

« L'art de la simplicité, simplifier sa vie, c'est l'enrichir »   POLECAM 
Éditions Robert Laffont
Polski tytuł: "Sztuka prostoty"


2007

« L'Art des listes : simplifier, organiser, enrichir sa vie « 
Éditions Robert Laffont
Polski tytuł : "O sztuce planowania"


2008

« L'art de l'essentiel »   POLECAM
Éditions Flammarion
Polski tytuł: "Sztuka minimalizmu"



2009

« L'art de la frugalité et de la volupté »   POLECAM
Éditions Robert Laffont
Polski tytuł : "Sztuka umiaru"



2010

« Mon kakebo 2011 japonais, pour tenir son budget sereinement »
Éditions Flammarion


2011

« Faire le ménage chez soi, faire le ménage en soi »    POLECAM
Éditions Marabout

(dodane 27 lipca 2013: Polski tytuł - "Sztuka sprzątania" wyd. 2013)


« 99 objets nécessaires et suffisants »
Éditions Flammarion

« Mon kakebo 2012, agenda de comptes pour tenir sereinement son budget »
Éditions Flammarion

« Aimer la pluie, aimer la vie »
Éditions J'ai Lu


2012

« L'infiniment peu »
Éditions J'ai Lu


2013

« Mon régime bonheur»   Jeszcze nie wiem czy polecam  :)))
Éditions Marabout  



poniedziałek, 18 marca 2013

"Bankier" - wejdzie w Polsce na ekrany 15 czerwca


Na razie nie widziałam jeszcze
polskiej wersji afisza
     Film Costa Gavras'a, którego francuski tytuł brzmiał "Le Capital", wejdzie na ekrany w Polsce 15 czerwca 2013. Polska wersja tytułu to "Bankier"

    Premiera światowa miała miejsce 8 września zeszłego roku, we Francji wszedł na ekrany dopiero 14 listopada. 
Ciekawe dlaczego w Polsce widzowie będą mogli go obejrzeć dopiero niemalże w rok po premierze? Czyżby tak silne było lobby bankowe? Bo to manipulacje bankowców i władza jaką daje pieniądz są głównym tematem tego świetnego filmu (w roli głównej Gad Elmaleh - według mnie to jego najlepsza rola). 

    Nie zawsze piszę o obejrzanych filmach. Raczej nie pisze w ogóle, bo na internecie wystarczająco jest tekstów i krytyk. Niemniej jednak dla tego filmu zrobiłam wyjątek, bo uważam go za "mocny" i wart obejrzenia.
Costa-Gavras świata nie zbawi, a widzowie nie staną się minimalistami z dnia na dzień, a jednak nasze spojrzenie na banki nie będzie już z pewnością takie same po obejrzeniu tego filmu.


Widziałam go na przedpremierowej projekcji na początku listopada i pisałam o nim w tym wpisie.

Tu jest natomiast  zwiastun z polskimi napisami.